70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Tytus Żmijewski/PAP

Cztery lata rządów Prawa i Sprawiedliwości

Bilans rządów PiS-u oceniam skrajnie negatywnie. Lista politycznych grzechów tego ugrupowania jest długa. Dlaczego pomimo to PiS zachowuje tak duże poparcie w społeczeństwie, które jeszcze w niedawnej przeszłości dało dowody swego przywiązania do wolności i ma opinię niepokornego?

Na początku 2016 r. napisałem książkę Zła zmiana. Bodźcem były pierwsze decyzje obozu politycznego, który uzyskał władzę w wyniku wyborów parlamentarnych przeprowadzonych jesienią 2015 r. Bardzo zaniepokoiłem się składem rządu Beaty Szydło, w którym na kluczowych stanowiskach znaleźli się „jastrzębie”: Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński. Poruszyło mnie ułaskawienie przez prezydenta Dudę nieskazanych jeszcze prawomocnie szefów CBA z czasów poprzednich rządów PiS-u. Bezprecedensowy atak obozu władzy na Trybunał Konstytucyjny skłonił mnie do wyjścia na ulice. Zacząłem uczestniczyć w manifestacjach protestacyjnych w Gdańsku i przystąpiłem do pisania książki, która miała postawić diagnozę, co nam grozi pod rządami partii Jarosława Kaczyńskiego. Analizując przyczyny wyborczego zwycięstwa PiS-u, wskazywałem wśród nich celowe wprowadzanie opinii publicznej w błąd przez strategów tej partii. W kampanii zniknęli „jastrzębie”, zapowiedziano, że premierem zostanie Beata Szydło, niekojarzona z radykalizmem, mająca wówczas opinię osoby umiarkowanej.

PiS nie zapowiadał rewolucji ustrojowej i odwetu na politycznych przeciwnikach, ale eksponował obietnice socjalne, a zwłaszcza program 500+ i powrót do poprzedniego wieku emerytalnego.

Dlaczego PiS wygrywa?

Po czterech latach nie zmieniłem swej opinii. Dalej uważam, że PiS-owi bardzo pomogło w odniesieniu zwycięstwa wyborczego przybranie maski partii umiarkowanej, skoncentrowanej przede wszystkim na poprawieniu bytu Polaków, zwłaszcza gorzej sytuowanych.

Maska została zdjęta tuż po wyborach, a jednak po czterech latach rządów PiS jest wyraźnym liderem sondaży i faworytem w jesiennych wyborach parlamentarnych. Dzieje się tak pomimo kilkukrotnego złamania przez rządzących konstytucji i znacznie częstszego jej naciągania, demolowania niezależnego sądownictwa, sprowadzenia parlamentu do roli maszynki do głosowania i wyraźnych sygnałów wysyłanych przez obóz władzy, że planuje przejąć kontrolę nad tymi mediami, które jeszcze zachowały niezależność, oraz utrudnić działanie samorządów i organizacji pozarządowych.

Dlaczego pomimo tych faktów i zamiarów PiS zachowuje tak duże poparcie w społeczeństwie, które jeszcze w niedawnej przeszłości dało dowody swego przywiązania do wolności i ma opinię niepokornego i przekornego?

Przyczyn silnej pozycji PiS-u jest wiele. Spróbuję wskazać – moim zdaniem – najważniejsze.

1. Wielkie transfery społeczne, których celem – nie twierdzę, że jedynym – jest stworzenie dla rządzącej partii lojalnej klienteli wyborczej, kierującej się poczuciem wdzięczności i przekonanej, że jedynie rządy PiS-u stanowią gwarancję zachowania obecnie prowadzonej polityki socjalnej. Nie podejmuję się całościowej oceny tej polityki. Z pewnością przyczynia się ona do zmniejszenia obszarów biedy, ale wyklucza w sposób trwały z rynku pracy wielu Polaków, zwłaszcza kobiety, i zniechęca do szukania zatrudnienia. W wielu wypadkach jest marnotrawcza i prowadzi się ją ze szkodą dla dobra wspólnego, przede wszystkim przyszłych pokoleń. Tak jest bez wątpienia w przypadku obniżenia wieku emerytalnego.

2. Oferowanie wielu Polakom poczucia przynależności do wspólnoty narodowej o heroicznej przeszłości, krzywdzonej i wykorzystywanej przez innych, ale pod obecnymi rządami bez kompleksów występującej w obronie własnych interesów. Ta wizja polskiej wspólnoty nie dąży do syntezy różnych nurtów i tradycji. Część eliminuje, inne degraduje, pomija niektórych bohaterów naszej historii (zwłaszcza bardzo nieodległej) i deprecjonuje osiągnięcia III Rzeczypospolitej, a jednak jest pociągająca dla wielu Polaków.

3. Przedstawianie się w roli gwaranta zachowania chrześcijańskiego dziedzictwa Polski, tradycyjnych wartości, szacunku dla Kościoła i jego pozycji w państwie (co znajduje poparcie znacznej części episkopatu i duchowieństwa).

4. Umiejętne i całkowicie pozbawione skrupułów posługiwanie się aparatem propagandowym państwa, a zwłaszcza państwowymi mediami, do gloryfikowania własnych poczynań i dyskredytowania opozycji.

5. Talent polityczny Jarosława Kaczyńskiego, górującego jako strateg nad liderami opozycji i wykorzystującego swą pozycję w partii rządzącej dla sprawowania kontroli nad najważniejszymi urzędnikami i aparatem państwa.

6. Słabość opozycji, a przede wszystkim jej nieumiejętność przedstawienia przesłania do Polaków jako wspólnoty.

Osiem grzechów głównych

Bilans rządów PiS-u oceniam skrajnie negatywnie. Lista politycznych grzechów tego ugrupowania jest bardzo długa. Wskazuję te, które uważam za najważniejsze:

1. Łamanie konstytucji w trakcie opanowywania przez rządzących Trybunału Konstytucyjnego i uchwalania ustaw „reformujących” sądownictwo.

2. Wojna wydana władzy sądowniczej, której oczywistym celem było i jest podporządkowanie sądów i sędziów władzy politycznej, a także złamanie środowiska sędziowskiego.

3. Zniszczenie niezależności prokuratury i absolutne podporządkowanie prokuratorów politycznemu dysponentowi.

4. Skrajne upolitycznienie, a właściwie upartyjnienie służb specjalnych.

5. Destrukcyjne działania Antoniego Macierewicza w MON i ich trwające do dziś konsekwencje.

6. Cyniczne i instrumentalne wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej w celu moralnej dyskredytacji politycznych przeciwników i wzbudzenia wobec nich nienawiści jako współodpowiedzialnych za rzekomą zbrodnię popełnioną na polskiej elicie państwowej.

7. Wywołanie konfliktu z instytucjami Unii Europejskiej. Ten konflikt wynika z naruszania przez polskie władze konstytucji, dążenia do podporzadkowanie sobie sądownictwa i naruszania standardów państwa prawa, ale przedstawiany jest przez partię rządząca jako zamach na polską suwerenność, a nawet godność narodową.

8. Prowadzenie polityki zagranicznej marginalizującej pozycję Polski w Unii Europejskiej.

Jaki jest ustrojowy zamysł przywódcy partii rządzącej? Nietrudno go odczytać. Polska ma stać się państwem, w którym centralny ośrodek władzy politycznej będzie zdecydowanie dominował nad innymi władzami, instytucjami Rzeczypospolitej i społeczeństwem obywatelskim. Urzeczywistnienie tego modelu państwa – a proces jego tworzenia jest już mocno zaawansowany – będzie oznaczało zerwanie z trójpodziałem władzy i bezsilność jednostki w konfrontacji z państwem.

Jesteśmy gdzieś pomiędzy demokracją a autorytaryzmem. Odbywają się wolne wybory, działają opozycja i organizacje pozarządowe. Istnieje samorząd terytorialny (coraz wyraźniej ograniczany w swych kompetencjach). Działają wolne media. Władze respektują większość artykułów konstytucji, ale niektóre – i to bardzo ważne – łamią. Media publiczne już nie istnieją, stając się mediami rządowymi. Prokuratura nie wszczyna śledztw, które mogłyby zaszkodzić władzy, ale ochoczo podejmuje takie działania wobec polityków opozycji. Ministrem spraw wewnętrznych i koordynatorem służb specjalnych jest polityk skazany w przeszłości za zorganizowanie politycznej prowokacji. Skazani w tej samej sprawie kierują ważnymi służbami specjalnymi.

Co dalej?

Tak jest teraz. A co będzie po kolejnym zwycięstwie PiS-u w wyborach parlamentarnych? Jakie jest oblicze ideowe rządzącej formacji? Duża – jak na polskie stosunki – partia władzy nie może być ideowym monolitem. Są w niej nie tylko personalne koterie, ale także różne nurty. Jako całość należy ją na pewno usytuować na prawicy z wyraźnym rysem etatystycznym, centralistycznym i skłonnością autorytarną. Z historycznych polskich formacji najbardziej przypomina sanację. Można też ją określić jako prawicę socjalną. To określenie trzeba jednak opatrzyć uwagą.

Program socjalny nie należy do DNA PiS-u. W okresie swych pierwszych rządów w latach 2005–2007 ta partia prowadziła raczej liberalną politykę gospodarczą. PiS traktuje transfery społeczne instrumentalnie, jako sposób na zdobycie i utrzymanie władzy.

Uważam za błąd określanie PiS-u jako partii konserwatywnej. Owszem, w PiS-ie są także konserwatyści, ale nie oni nadają ton tej partii. Pod ważnymi względami jest ona antytezą konserwatyzmu Burke’a i krakowskich stańczyków.

Opozycja zasługuje na szacunek za obronę konstytucji i demokracji. Widzę jej dwie podstawowe słabości. Pierwszą jest nieumiejętność przekonania większości Polaków, że najważniejszy nasz problem stanowi obrona demokratycznego porządku. Drugi problem to opuszczenie przez główną formację opozycyjną (PO i jej sojusznicy) wyborców o prawicowych i centroprawicowych poglądach, którzy obecnie przeważają w polskim społeczeństwie. PO ma bardzo rozmytą tożsamość ideową. PSL próbuje stać się ogólnopolską partią o centroprawicowym profilu, ale postrzegane jest chyba przez większość wyborców jako partia wsi i prowincji. Potrzebuje czasu, aby zmienić swe oblicze i odbiór. Czy zdąży do 13 października? Lewica, która w wyborach parlamentarnych wystąpi wspólnie, ma wyrazisty projekt w sprawach światopoglądowych, obyczajowych i dotyczących relacji między państwem i Kościołem. Przewiduje on m.in.: rewizję konkordatu, opodatkowanie tacy, legalizację aborcji na życzenie kobiety, związków partnerskich i wprowadzenie tzw. równości małżeńskiej, czyli uznanie przez państwo małżeństw homoseksualnych. Próba realizacji tych postulatów oznaczałaby wywołanie wojny światopoglądowej. W aktualnych polskich realiach lewica nie mogłaby jej wygrać. Z pewnością jednak wzmocniłaby swą pozycję, korzystając ze wzrostu nastrojów niechętnych i wrogich Kościołowi. Wojna światopoglądowa leży też w interesie obozu rządzącego, pozwalając mu występować w roli obrońcy tradycyjnych wartości, rodziny i Kościoła.

Patrząc na sondaże, nietrudno wskazać faworyta wyborów. Jest nim PiS. Nawet gdyby opozycja uzyskała wspólnie więcej mandatów od obozu władzy, niełatwo byłoby jej stworzyć koalicyjny rząd, zwłaszcza gdyby lewica forsowała swój program światopoglądowy.

Niespodzianki wyborcze są jednak możliwe. Bardzo bym chciał, żeby większość wyborców uświadomiła sobie, jak niebezpieczne dla Polski i wolności każdego z nas jest skupienie wielkiej władzy w jednym ośrodku, i to niepodlegającym kontroli. Chciałbym także, aby wyborcy nie zaufali politykom zachęcającym do wojny światopoglądowej. W tych wyborach należy oddać głos po szczególnie dojrzałym namyśle.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter