Andy potrafią oszukać wzrok. Z daleka wszystko wygląda niemal nierealnie: zielone i ochrowe zbocza ułożone jedno za drugim, maleńkie domki przylegające do stoków, pola powycinane w górach niczym patchwork, chmury przemieszczające się tak nisko, że wydają się muskać dachy. Drogi wiją się kolejnymi zakrętami. Potem kończy się asfalt i zaczyna się polna droga. A czasem nawet ona znika. Jeśli jesteś podróżnikiem – ten krajobraz zapiera dech w piersiach. Jeśli jesteś osobą z niepełnosprawnością – staje się dla ciebie barierą.
Nie przyjechałyśmy tu jednak szukać kolejnej historii o niedostępności. Chciałyśmy zobaczyć, co dzieje się wtedy, gdy niepełnosprawność spotyka się z inną linią wykluczenia: rdzenną tożsamością, językiem i życiem na terytorium, do którego państwo nie zawsze dociera.
Litsy Atauchi dobrze o tym wie. Pochodzi z odległej wiejskiej społeczności położonej na skraju stanu, poruszanie się po otaczającym ją świecie stawało się coraz bardziej niebezpieczne. „Chacra” nie była już tylko polem: okazywała się nierówną ziemią, ukrytymi dziurami, gałęziami, zwierzętami.
– Kiedy jeszcze trochę widziałam, odważałam się chodzić sama – wspomina. – Ale później bałam się, że nadepnę na węża.
W którymś momencie nawet w domu wolała, żeby ktoś inny chodził zawsze pierwszy. Litsy pamięta inną osobę z niepełnosprawnością, mieszkającą tak daleko od drogi, że tylko część trasy można było przejechać pick-upem. Kolejny odcinek pokonywało się na taczce, a ostatni wymagał przeniesienia na rękach.
W takich miejscach słowo „dostępność” to więcej niż rampa przy wejściu do nowoczesnego biura.
Fredy Since zna tę rzeczywistość zarówno jako działacz na rzecz praw osób niepełnosprawnych, jak i osoba z niedowidzeniem. Opisuje nam jeszcze dłuższe trasy: podczas kampanii certyfikacji niepełnosprawności w rejonie Echarate dotarcie do niektórych osób wiązało się z ok. sześciogodzinną podróżą z Quillabamba do Ivochote, a następnie kolejnymi czterema, pięcioma lub sześcioma godzinami łodzią, po czym trzeba było iść pieszo jeszcze nawet dwie godziny. – Prawo może istnieć w przepisach, na papierze – mówi. – Ale jeśli usługa jest tak daleko, czasem nie da się z niej w ogóle skorzystać.
Te zdania mogłyby opisywać znacznie więcej niż tylko sytuację osób niepełnosprawnych w Peru. Czasami trudną do pokonania barierą jest nie tylko ciało: stanowią ją góra, rzeka, brak drogi. Zdarza się, że prawo kompletnie znika gdzieś pomiędzy domem na zboczu wzgórza i miejscem, gdzie zaczyna się państwo.
Za drzwiami
Co dzieje się na końcu takich dróg? Czasami…