nalazłem w skrzynce na listy przesyłkę. Był to rządowy Poradnik bezpieczeństwa. W jednym z rozdziałów napisano, co należy zabrać do plecaka ewakuacyjnego. Ciekawiło mnie to o tyle, że często się pakuję, wyruszając na wyprawy. Poza tym zdawało mi się, że co drugi znajomy już to uczynił. Broń w sejfie, pieniądze wymienione na złoto, te sprawy. No więc przykładowo: latarka, walkie‑talkie, filtry do uzdatniania wody, multitool, żywność wysokoodżywcza gotowa do spożycia, karimata i, to ciekawe, „ważna rzecz osobista, np. zdjęcie, pamiątka rodzinna”. Lista jest dłuższa. Pomyślałem: wszystko to mam w piwnicy, gdzie trzymam cały sprzęt w teren; jest dobrze. Uznałem, że włożę to do starego wora amerykańskiej armii, bo jest całkowicie nieprzemakalny i nie do zdarcia. Następnie usiadłem i stwierdziłem: pierdolę to, nigdzie się stąd nie ruszam.
Dopiero list od rządu skłonił mnie, by pomyśleć, dlaczego tak ociągam się z tą czynnością, a nie zmagam się zwykle z prokrastynacją. No ale dokąd ja mam uciekać? Mój dom, jak wiele podobnych, stoi na łące. Pierwszy odruch na wsi – w razie czego kierunek piwnica. I tak tam wszystko jest, więc po co to pakować? Gdyby sytuacja się pogorszyła, w pobliżu jest sporo jaskiń, w których w czasach terroru kryli się miejscowi, jak choćby w czasie I wojny światowej we wsi Sąspów. Z żywym inwentarzem.
Pierwszy wniosek: umieć wybiegać myślą w przyszłość. Przypomniałem sobie, jak bardzo mnie do tego zniechęcano. Po co ci w XXI w. piwnica? Lodówki nie masz? Dziś to ważna część domu. Nie żałuję nawet pół metra kwadratowego, który wywalczyłem, a podpiwniczony jest cały dom. Bynajmniej nie przez widmo wojny.
Piwnica to jak odrębna instytucja. Jej zbawienne dla żywności i ciał czternaście stopni przez cały rok. Jej przestrzeń na graty. Jej cisza. Usiąść na chwilę na ławeczce do wyciskania i odciąć się od młyna na górze. Na pięć minut. Starczy.
Czułem jednak, że nie chodzi tylko o logistykę ucieczki. Naturalnie nie dziwię się, że ludzie w miastach przygotowali zestawy przetrwania. Tam ewakuacja oznacza schrony, ucieczki, pewnie często na wieś. Zdumiało mnie jednak nie to, że ludzie deklarują ucieczkę za granicę, ile łatwość, z jaką niektórzy z nich to robią. Wojna? Hiszpania. Serio? Jesteś w stanie lekką ręką oddać pole, kiedy tylu ludzi będzie tu potrzebować pomocy? Gdy trzeba będzie dalej…