Do krematorium dla zwierząt jechaliśmy autobusem. Za szybą majaczyła nazwa pętli „Utrata”. Pomyślałam, że to smutna ironia. Na miejscu czekały na nas prochy Tytusa, którego razem z mężem adoptowałam tydzień wcześniej.
Tytusem zajmowałam się przez rok – jako wolontariuszka grupy „Geriatria” w…