GIORGIO AGAMBEN
Piotr Sawczyński marzec 2021

Agamben. Autoportret filozofa

W swej autobiografii Agamben zrywa z wizerunkiem filozofa publicznego. Jawi się nam raczej jako ten, który najlepiej czuje się przy zastawionym książkami biurku, a jeśli już toczy polityczne dyskusje, to nie na agorze, lecz we własnym ogródku, gdzie rozgrzaną sporem głowę można schłodzić lampką sączonego w gronie przyjaciół wina.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

z Adamem Kotsko rozmawia Piotr Sawczyński

Homo Sacer. Plan i improwizacja Agambena

Mateusz Burzyk

Giorgio Agamben, filozof bez empatii

Filozofię prezentuje się często jako tę dziedzinę ludzkiej aktywności, która wytrwale opiera się wszechobecnym modom. Może nie uchodzi już, jak to niegdyś bywało, za domenę wiecznych i niezmiennych prawd o świecie, ale nadal chętnie widzimy w niej przestrzeń odporną na kolejne zwroty, przełomy i zmiany paradygmatów, będące dziś signum temporis niemal wszelkiej twórczości artystycznej, literackiej czy naukowej. Ten nimb ponadczasowości jest jednak coraz trudniejszą do pielęgnacji ułudą, gdyż filozofia także podlega bezwzględnym prawidłom kapitalizmu towarowego, a kalejdoskop mód kręci się w niej równie szybko jak w każdej innej sferze naszego życia. Co za tym idzie, jednym z największych wyzwań stojących przed filozoficznymi celebrytami naszych czasów jest zapewnienie sobie „życia po życiu” – przekroczenie mody, w którą ochoczo ich wpisano, i sprawienie, by ich myśl miała do przekazania coś wartościowego i aktualnego także wówczas, gdy skończy się na nią kapryśna rynkowa koniunktura.

Właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na Autoritratto nello studio (Autoportret w pracowni)1 , rodzaj autobiografii intelektualnej napisanej przez Giorgia Agambena, a więc jedną z tych gwiazd, które na firmamencie współczesnej filozofii kontynentalnej świecą najjaśniej. Ta niewielkich rozmiarów książeczka, wydana w 2017 r. z okazji 75. urodzin autora, ujrzała światło dzienne zaledwie rok po angielskim przekładzie ostatniej, dziewiątej części cyklu „Homo Sacer”, czyli rozpisanego na blisko 20 lat projektu filozoficznego, który przyniósł Agambenowi sławę, ale i  trwale splótł go z  określonymi pojęciami, nazwiskami i nurtami myślowymi. Zawartość Autoritratto… wskazuje na głęboką świadomość tych uwikłań i może uchodzić za próbę ich rewizji oraz odcięcia się od tych skojarzeń, które nazbyt mocno zaczęły pisarstwo Agambena definiować. Kto bowiem sięgnie po jego autobiografię skuszony lekturą wcześniejszych książek, tego dobór treści niechybnie zaskoczy, jak gdyby nie mniej istotne niż to, co na tych 150 stronach znajdziemy, było to, czego z rozmysłem tam nie ma.

Globalna kariera i zacisze pracowni

Po kolei jednak. Wydana w 1995 r. i  fundująca wpływowy projekt Agambena rozprawa Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie nie była pierwszą, lecz ósmą książką 53-letniego wówczas autora, którego filozoficzny debiut ukazał się równo ćwierć wieku wcześniej2 . Zarazem to dopiero ona otworzyła włoskiemu filozofowi drzwi na światowe salony i wygenerowała niesłabnący do dziś popyt na jego kolejne tytuły (dotychczas ukazało się ich równo 40), stawiając Agambena w jednym szeregu z takimi bożyszczami lewicującej i  politycznie zaangażowanej filozofii jak Michel Foucault, Jacques Derrida czy Slavoj Žižek. Spopularyzowała również w akademickim dyskursie kluczowe dla jego ówczesnej twórczości pojęcia: „święty człowiek”, „nagie życie”, „stan wyjątkowy” czy „obóz”. Służą one autorowi do wykazania, w jaki sposób oplatające nas sieci politycznej, ekonomicznej i  religijnej władzy skutkują uprzedmiotowieniem tego, co ludzkie, zawłaszczając nasze życie i uniemożliwiając swobodne korzystanie z własnej cielesności. Na dobre i na złe wpisała wreszcie filozofię Agambena w dokonujący się wówczas w humanistyce zwrot biopolityczny, proponujący krytyczną refleksję nad tymi technologiami władzy, które przedmiotem swojego oddziaływania uczyniły procesy życiowe zarówno jednostek, jak i całych ludzkich populacji3.

Tego sukcesu oczywiście nie byłoby, gdyby odważne intuicje Agambena nie zostały rychło potwierdzone przez wydarzenia historyczne, zwłaszcza przez dramatyczny game changer w postaci zamachów z 11 września 2001 r.

Można śmiało powiedzieć, że dla świata zszokowanego atakiem na World Trade Center i późniejszą „wojną z terroryzmem” Homo sacer stał się tym, czym dla upojonych podniesieniem żelaznej kurtyny był dekadę wcześniej Koniec historii Francisa Fukuyamy.

Rozgłos przyniosły zresztą Agambenowi nie tylko filozoficzne interwencje, ale i wyraziste polityczne gesty: w 2004 r. głośna stała się jego odmowa wyrobienia paszportu biometrycznego, którego ideę z właściwą sobie prowokacyjnością przyrównał do tatuowania więźniów w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Trwale zamknęło mu to możliwość wjazdu do Stanów Zjednoczonych, i to akurat wtedy gdy otrzymał intratną ofertę profesury w prestiżowej nowojorskiej New School. W rezultacie Agamben do dziś uważany jest nade wszystko za myśliciela politycznego, co z jednej strony niemal każdej jego wypowiedzi na bieżące tematy nadaje rangę ekspertyzy, ale z drugiej – grozi prześlepieniem pozostałych aspektów jego złożonej i wielowątkowej myśli. Bo choć krytykę rozmaitych przejawów władzy, przemocy i panowania można odnaleźć już w najwcześniejszych pismach, a w latach 90. w filozofii Agambena istotnie dokonuje się coś na kształt „zwrotu politycznego”, to nie mniej jego przenikliwych dociekań jest natury estetycznej czy językowej i daleko poza przestrzeń polityczności wykracza.

Wydaje się, że Autoritratto nello studio jest próbą dowartościowania przez Agambena właśnie tych obszarów jego życia i twórczości, które nazbyt często zbywane są milczeniem, a tym samym próbą wpisania swojego pisarstwa w nieco inny kontekst intelektualny. Nieprzypadkowo nie znajdziemy tu żadnych błyskotliwych komentarzy do bieżących wydarzeń politycznych, jak gdyby Agamben pragnął na dobre zerwać z wizerunkiem filozofa publicznego, w którego buty zawsze zresztą wchodził niechętnie. Jawi się nam zamiast tego jako zgoła niewczesny homme de lettres, który najlepiej czuje się przy zastawionym książkami biurku, a jeśli już toczy burzliwe polityczne dyskusje, to nie na agorze, lecz we własnym ogródku, gdzie rozgrzaną sporem głowę można schłodzić lampką sączonego w gronie przyjaciół wina. Zresztą o wiele bardziej niż o polityce lub choćby filozofii politycznej lubi chyba rozprawiać o literaturze i sztuce, zarówno tej klasycznej, jak i współczesnej. Dowód? Kluczowe dla projektu „Homo Sacer” nazwiska Michela Foucaulta i Carla Schmitta nie padają w tej autobiografii ani razu, za to wrażeniom z lektury dzieł Hermana Melville’a, Friedricha Hölderlina czy Roberta Walsera poświęca Agamben całe zajmujące akapity.

To właśnie doświadczenie lektury stanowi kanwę, na której włoski filozof snuje przed nami rozważania o swojej młodości, inspiracjach i przeżyciach intelektualnych. Przy czym praca czytelnika, będąca sensem istnienia każdego filozoficznego zacisza, staje w centrum jego uwagi nie pierwszy raz. Już w Idei prozy, a więc książce powstałej w połowie lat 80., pisał, że studiowanie to strategia oporu przeciw terrorowi rzeczywistości, niezgoda na zamknięcie nas w kokonie narzuconej tożsamości, deklaracja niestrudzonej otwartości na to, co inne, i na alternatywne scenariusze naszego życia4. Innymi słowy, najpewniejsza być może ścieżka do osiągnięcia stanu, który Agamben zwykł nazywać potencjalnością, będącego azylem chroniącym przed wszechobecnym dyktatem konieczności.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Pochwała mistrzów, pochwała przyjaźni

Jeśli zatem jego osobliwa autobiografia jest kontynuacją obranego przed laty filozoficznego kursu, to właśnie w tym sensie, że stanowi kolejną odsłonę myślenia o potencjalności, tym razem jednak z perspektywy człowieka prywatnego, który krytykę zastanego stanu rzeczy uprawia konsekwentnie w czterech ścianach pracowni. Autoritratto…, jak sugeruje jego pełny tytuł, jest bowiem próbą opowiedzenia siebie przez pryzmat pomieszczeń, w których na różnych etapach życia Agambenowi przyszło czytać, rozmyślać i tworzyć zręby swojej myśli. Asumpt do wspomnień i rozmyślań dają mu fotografie, obrazy, przybory do pisania – słowem, o ludziach konsekwentnie mówi się tu poprzez należące do nich rzeczy i związane z nimi miejsca. Bo też i nie wyłącznie o sobie Agamben opowiada, lecz wręcz o wiele więcej niż o nim samym jego książeczka ma nam do powiedzenia o jego przyjaciołach, „mistrzach potencjalności” – zarówno tych, których poznał osobiście, jak i tych, z którymi spotkanie umożliwiło mu niezawodne medium literatury.

Na pierwszy plan wyłaniają się z tej opowieści cztery postacie, którym warto przyjrzeć się teraz nieco uważniej, aby pośrednio powiedziały nam one coś więcej o samym autorze. Pierwszą z nich jest niewątpliwie Simone Weil, francuska filozofka i mistyczka żydowskiego pochodzenia, zmarła w trakcie II wojny światowej w wieku zaledwie 34 lat. To dość zaskakujący akcent, jako że nazwisko Weil nieczęsto wiąże się z pisarstwem Agambena, który do jej uduchowionej myśli odwoływał się dotąd w swoich publikacjach nader sporadycznie. Zarazem trzeba pamiętać, że to właśnie jej filozofii politycznej poświęcił pisaną na Uniwersytecie La Sapienza dysertację i zapewne od niej przejął skłonność do przeplatania rozważań o polityce, języku czy historii erudycyjnymi odniesieniami do średniowiecznej scholastyki, gnostycyzmu i tradycji biblijnej. Wspominając poruszającą lekturę Pism londyńskich i  ostatnich listów, Agamben przyznaje tu również, że Weil wywarła na jego koncepcję potencjalności o wiele większy wpływ, niż był nam to skłonny wyjawić w swoich dotychczasowych tekstach.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer