GIORGIO AGAMBEN
Piotr Sawczyński marzec 2021

Agamben. Autoportret filozofa

W swej autobiografii Agamben zrywa z wizerunkiem filozofa publicznego. Jawi się nam raczej jako ten, który najlepiej czuje się przy zastawionym książkami biurku, a jeśli już toczy polityczne dyskusje, to nie na agorze, lecz we własnym ogródku, gdzie rozgrzaną sporem głowę można schłodzić lampką sączonego w gronie przyjaciół wina.

Artykuł z numeru

Michał Heller. Pytanie o Boga i ateizm

Czytaj także

z Adamem Kotsko rozmawia Piotr Sawczyński

Homo Sacer. Plan i improwizacja Agambena

Mateusz Burzyk

Giorgio Agamben, filozof bez empatii

Filozofię prezentuje się często jako tę dziedzinę ludzkiej aktywności, która wytrwale opiera się wszechobecnym modom. Może nie uchodzi już, jak to niegdyś bywało, za domenę wiecznych i niezmiennych prawd o świecie, ale nadal chętnie widzimy w niej przestrzeń odporną na kolejne zwroty, przełomy i zmiany paradygmatów, będące dziś signum temporis niemal wszelkiej twórczości artystycznej, literackiej czy naukowej. Ten nimb ponadczasowości jest jednak coraz trudniejszą do pielęgnacji ułudą, gdyż filozofia także podlega bezwzględnym prawidłom kapitalizmu towarowego, a kalejdoskop mód kręci się w niej równie szybko jak w każdej innej sferze naszego życia. Co za tym idzie, jednym z największych wyzwań stojących przed filozoficznymi celebrytami naszych czasów jest zapewnienie sobie „życia po życiu” – przekroczenie mody, w którą ochoczo ich wpisano, i sprawienie, by ich myśl miała do przekazania coś wartościowego i aktualnego także wówczas, gdy skończy się na nią kapryśna rynkowa koniunktura.

Właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na Autoritratto nello studio (Autoportret w pracowni)1 , rodzaj autobiografii intelektualnej napisanej przez Giorgia Agambena, a więc jedną z tych gwiazd, które na firmamencie współczesnej filozofii kontynentalnej świecą najjaśniej. Ta niewielkich rozmiarów książeczka, wydana w 2017 r. z okazji 75. urodzin autora, ujrzała światło dzienne zaledwie rok po angielskim przekładzie ostatniej, dziewiątej części cyklu „Homo Sacer”, czyli rozpisanego na blisko 20 lat projektu filozoficznego, który przyniósł Agambenowi sławę, ale i  trwale splótł go z  określonymi pojęciami, nazwiskami i nurtami myślowymi. Zawartość Autoritratto… wskazuje na głęboką świadomość tych uwikłań i może uchodzić za próbę ich rewizji oraz odcięcia się od tych skojarzeń, które nazbyt mocno zaczęły pisarstwo Agambena definiować. Kto bowiem sięgnie po jego autobiografię skuszony lekturą wcześniejszych książek, tego dobór treści niechybnie zaskoczy, jak gdyby nie mniej istotne niż to, co na tych 150 stronach znajdziemy, było to, czego z rozmysłem tam nie ma.

Globalna kariera i zacisze pracowni

Po kolei jednak. Wydana w 1995 r. i  fundująca wpływowy projekt Agambena rozprawa Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie nie była pierwszą, lecz ósmą książką 53-letniego wówczas autora, którego filozoficzny debiut ukazał się równo ćwierć wieku wcześniej2 . Zarazem to dopiero ona otworzyła włoskiemu filozofowi drzwi na światowe salony i wygenerowała niesłabnący do dziś popyt na jego kolejne tytuły (dotychczas ukazało się ich równo 40), stawiając Agambena w jednym szeregu z takimi bożyszczami lewicującej i  politycznie zaangażowanej filozofii jak Michel Foucault, Jacques Derrida czy Slavoj Žižek. Spopularyzowała również w akademickim dyskursie kluczowe dla jego ówczesnej twórczości pojęcia: „święty człowiek”, „nagie życie”, „stan wyjątkowy” czy „obóz”. Służą one autorowi do wykazania, w jaki sposób oplatające nas sieci politycznej, ekonomicznej i  religijnej władzy skutkują uprzedmiotowieniem tego, co ludzkie, zawłaszczając nasze życie i uniemożliwiając swobodne korzystanie z własnej cielesności. Na dobre i na złe wpisała wreszcie filozofię Agambena w dokonujący się wówczas w humanistyce zwrot biopolityczny, proponujący krytyczną refleksję nad tymi technologiami władzy, które przedmiotem swojego oddziaływania uczyniły procesy życiowe zarówno jednostek, jak i całych ludzkich populacji3.

Tego sukcesu oczywiście nie byłoby, gdyby odważne intuicje Agambena nie zostały rychło potwierdzone przez wydarzenia historyczne, zwłaszcza przez dramatyczny game changer w postaci zamachów z 11 września 2001 r.

Można śmiało powiedzieć, że dla świata zszokowanego atakiem na World Trade Center i późniejszą „wojną z terroryzmem” Homo sacer stał się tym, czym dla upojonych podniesieniem żelaznej kurtyny był dekadę wcześniej Koniec historii Francisa Fukuyamy.

Rozgłos przyniosły zresztą Agambenowi nie tylko filozoficzne interwencje, ale i wyraziste polityczne gesty: w 2004 r. głośna stała się jego odmowa wyrobienia paszportu biometrycznego, którego ideę z właściwą sobie prowokacyjnością przyrównał do tatuowania więźniów w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Trwale zamknęło mu to możliwość wjazdu do Stanów Zjednoczonych, i to akurat wtedy gdy otrzymał intratną ofertę profesury w prestiżowej nowojorskiej New School. W rezultacie Agamben do dziś uważany jest nade wszystko za myśliciela politycznego, co z jednej strony niemal każdej jego wypowiedzi na bieżące tematy nadaje rangę ekspertyzy, ale z drugiej – grozi prześlepieniem pozostałych aspektów jego złożonej i wielowątkowej myśli. Bo choć krytykę rozmaitych przejawów władzy, przemocy i panowania można odnaleźć już w najwcześniejszych pismach, a w latach 90. w filozofii Agambena istotnie dokonuje się coś na kształt „zwrotu politycznego”, to nie mniej jego przenikliwych dociekań jest natury estetycznej czy językowej i daleko poza przestrzeń polityczności wykracza.

Wydaje się, że Autoritratto nello studio jest próbą dowartościowania przez Agambena właśnie tych obszarów jego życia i twórczości, które nazbyt często zbywane są milczeniem, a tym samym próbą wpisania swojego pisarstwa w nieco inny kontekst intelektualny. Nieprzypadkowo nie znajdziemy tu żadnych błyskotliwych komentarzy do bieżących wydarzeń politycznych, jak gdyby Agamben pragnął na dobre zerwać z wizerunkiem filozofa publicznego, w którego buty zawsze zresztą wchodził niechętnie. Jawi się nam zamiast tego jako zgoła niewczesny homme de lettres, który najlepiej czuje się przy zastawionym książkami biurku, a jeśli już toczy burzliwe polityczne dyskusje, to nie na agorze, lecz we własnym ogródku, gdzie rozgrzaną sporem głowę można schłodzić lampką sączonego w gronie przyjaciół wina. Zresztą o wiele bardziej niż o polityce lub choćby filozofii politycznej lubi chyba rozprawiać o literaturze i sztuce, zarówno tej klasycznej, jak i współczesnej. Dowód? Kluczowe dla projektu „Homo Sacer” nazwiska Michela Foucaulta i Carla Schmitta nie padają w tej autobiografii ani razu, za to wrażeniom z lektury dzieł Hermana Melville’a, Friedricha Hölderlina czy Roberta Walsera poświęca Agamben całe zajmujące akapity.

To właśnie doświadczenie lektury stanowi kanwę, na której włoski filozof snuje przed nami rozważania o swojej młodości, inspiracjach i przeżyciach intelektualnych. Przy czym praca czytelnika, będąca sensem istnienia każdego filozoficznego zacisza, staje w centrum jego uwagi nie pierwszy raz. Już w Idei prozy, a więc książce powstałej w połowie lat 80., pisał, że studiowanie to strategia oporu przeciw terrorowi rzeczywistości, niezgoda na zamknięcie nas w kokonie narzuconej tożsamości, deklaracja niestrudzonej otwartości na to, co inne, i na alternatywne scenariusze naszego życia4. Innymi słowy, najpewniejsza być może ścieżka do osiągnięcia stanu, który Agamben zwykł nazywać potencjalnością, będącego azylem chroniącym przed wszechobecnym dyktatem konieczności.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Pochwała mistrzów, pochwała przyjaźni

Jeśli zatem jego osobliwa autobiografia jest kontynuacją obranego przed laty filozoficznego kursu, to właśnie w tym sensie, że stanowi kolejną odsłonę myślenia o potencjalności, tym razem jednak z perspektywy człowieka prywatnego, który krytykę zastanego stanu rzeczy uprawia konsekwentnie w czterech ścianach pracowni. Autoritratto…, jak sugeruje jego pełny tytuł, jest bowiem próbą opowiedzenia siebie przez pryzmat pomieszczeń, w których na różnych etapach życia Agambenowi przyszło czytać, rozmyślać i tworzyć zręby swojej myśli. Asumpt do wspomnień i rozmyślań dają mu fotografie, obrazy, przybory do pisania – słowem, o ludziach konsekwentnie mówi się tu poprzez należące do nich rzeczy i związane z nimi miejsca. Bo też i nie wyłącznie o sobie Agamben opowiada, lecz wręcz o wiele więcej niż o nim samym jego książeczka ma nam do powiedzenia o jego przyjaciołach, „mistrzach potencjalności” – zarówno tych, których poznał osobiście, jak i tych, z którymi spotkanie umożliwiło mu niezawodne medium literatury.

Na pierwszy plan wyłaniają się z tej opowieści cztery postacie, którym warto przyjrzeć się teraz nieco uważniej, aby pośrednio powiedziały nam one coś więcej o samym autorze. Pierwszą z nich jest niewątpliwie Simone Weil, francuska filozofka i mistyczka żydowskiego pochodzenia, zmarła w trakcie II wojny światowej w wieku zaledwie 34 lat. To dość zaskakujący akcent, jako że nazwisko Weil nieczęsto wiąże się z pisarstwem Agambena, który do jej uduchowionej myśli odwoływał się dotąd w swoich publikacjach nader sporadycznie. Zarazem trzeba pamiętać, że to właśnie jej filozofii politycznej poświęcił pisaną na Uniwersytecie La Sapienza dysertację i zapewne od niej przejął skłonność do przeplatania rozważań o polityce, języku czy historii erudycyjnymi odniesieniami do średniowiecznej scholastyki, gnostycyzmu i tradycji biblijnej. Wspominając poruszającą lekturę Pism londyńskich i  ostatnich listów, Agamben przyznaje tu również, że Weil wywarła na jego koncepcję potencjalności o wiele większy wpływ, niż był nam to skłonny wyjawić w swoich dotychczasowych tekstach.

Jeszcze więcej miejsca, co akurat nie zaskakuje ani trochę, poświęca Martinowi Heideggerowi, kolejnemu ze swych wczesnych intelektualnych mistrzów, do dziś będącemu zresztą czołowym źródłem inspiracji dla jego filozoficznych intuicji. Myślą autora Bycia i  czasu Agamben zafascynował się jeszcze w trakcie studiów filozoficznych w rodzinnym Rzymie, by na krótko po ich zakończeniu znaleźć się w gronie szczęśliwców zaproszonych do udziału w legendarnych seminariach Heideggera we francuskim Le Thor. Dobiegający osiemdziesiątki Heidegger i pięcioro jego gości rozprawiało tam o filozofii Heraklita i Hegla w iście perypatetyckim stylu, spacerując bez końca po prowansalskich bezdrożach i oddając się lekturze tekstów w cieniu cyprysów i drzew oliwnych. Jak pisze Agamben, większe wrażenie niż treść seminariów zrobiła na nim właśnie intelektualna otoczka tych spotkań, mocno rzutująca na jego późniejszy styl tworzenia filozofii i deliberowania o niej z intelektualnymi kompanami. I choć czarne antysemickie karty biografii Heideggera, które ujrzały jakiś czas temu światło dzienne, kazały Agambenowi zrewidować swój młodzieńczy podziw dla niemieckiego myśliciela5 , to bez gruntownej znajomości Bycia i czasu z tekstami Agambena nadal niełatwo się mierzyć.

Kolejnym z głównych bohaterów Autoritratto… jest Guy Debord, jeden z ojców założycieli Międzynarodówki Sytuacjonistycznej, artysta i działacz totalny, autor głośnych Rozważań o społeczeństwie spektaklu, do których włoskiego przekładu Agamben napisał obszerne posłowie. Przy czym w przeciwieństwie do Weil i Heideggera z Debordem połączyła go nie tylko filozoficzna fascynacja, ale i długoletnia serdeczna przyjaźń, rozpoczęta w połowie lat 70., kiedy to Agamben pomieszkiwał przez pewien czas w Paryżu. Wówczas zresztą wszedł w bliskie relacje z całą plejadą lewicujących francuskich myślicieli, by wspomnieć choćby Pierre’a Klossowskiego czy Jean-Luca Nancy’ego, których nazwiska i fotografie także pojawiają się na kartach jego autobiografii. To jednak nie oni, lecz właśnie Debord oddziałał na Agambena najmocniej, jak gdyby jego temperament namiętnego politycznego stratega dobrze uzupełniał dość chłodny filozoficzny dystans cechujący zazwyczaj autora Homo sacer.

Last but not least mamy w naszej książeczce Waltera Benjamina, i to chyba jemu spośród wszystkich swoich filozoficznych mistrzów Agamben poświęca najwięcej miejsca, m.in. szczegółowo dokumentując pobyty niemieckiego myśliciela we Włoszech. Wpływ Benjamina na jego twórczość trudno zresztą przecenić i nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że jest on dla niego kimś takim jak dla Žižka Jacques Lacan: nie tylko czołowym inspiratorem, ale i dostarczycielem trwałych ram pojęciowych do uprawiania teorii krytycznej6. Głównie dlatego Agamben przyznaje dziś, że to nie seminaria w Le Thor, lecz właśnie lektura pism Benjamina była jego pierwszym „prawdziwym spotkaniem z filozofią”, a w dodatku „odtrutką” na młodzieńczą fascynację Heideggerem7. Przy czym nie jest on wyłącznie dłużnikiem Benjamina, lecz sam ma dla jego spuścizny niebagatelne zasługi: przez kilkanaście lat kierował mianowicie pracami nad włoskim wydaniem dzieł zebranych Benjamina, a ich „skutkiem ubocznym” stało się odnalezienie w paryskiej Bibliothèque nationale de France jego cennych manuskryptów, które długo uchodziły za bezpowrotnie utracone. Nic zatem dziwnego, że o nikim nie pisze w swym autoportrecie z takim pietyzmem i czułością jak o twórcy Pasaży – nieszczęsnym niemieckim Żydzie, który w obliczu szaleństwa nazizmu wybrał samobójstwo, kończąc swoje życie zaledwie dwa lata przed narodzinami Agambena.

Trzeba jednak od razu dodać, że choć najwięcej miejsca przypada we wspomnieniach owej czwórce intelektualnych mistrzów, to nie mniejsze znaczenie mają dla niego ci spośród towarzyszy, których nazwisk próżno szukać w jego głównych filozoficznych tekstach. Zresztą największa wartość autobiografii Agambena kryje się chyba właśnie w tym, że dowartościowuje te obszary życia i aktywności, do których filozofia nie sięga.

Jego najwierniejsi włoscy kompani to bowiem wcale nie filozofowie, lecz znakomici literaci i artyści: Italo Calvino, Pier Paolo Pasolini, Giorgio Manganelli i Elsa Morante, których napotkał na swej drodze, gdy we wczesnych latach 60. studiował w Rzymie filozofię i prawo. Wówczas to m.in. wcielił się w rolę apostoła Filipa w Ewangelii według św. Mateusza Pasoliniego, a więc w filmie, do którego obsadę i oprawę muzyczną wybierała Morante.

Im wszystkim Agamben do dziś z upodobaniem dedykuje swoje teksty i wystąpienia, podkreślając tym samym, jak istotny wkład wnieśli oni w wytyczanie intelektualnych ścieżek, po których konsekwentnie podąża, i jak ceni sobie przyjaźń, która w pewnym momencie ich połączyła.

I właśnie tym ostatecznie Autoritratto nello studio zdaje się nade wszystko: odrobinę niewczesną, Arystotelesowską z ducha pochwałą przyjaźni jako relacji, która – hołdując ideałom bezinteresownej zażyłości – pozwala choć trochę rozluźnić ciasny gorset biologicznej konieczności nakładany na nas raz po raz przez ekonomię, religię i politykę. Niepozorna, intymna opowieść o przyjaźni umożliwia również Agambenowi nieco inne niż dotychczas spozycjonowanie swojego pisarstwa, skutecznie dystansując je od krępujących uwikłań w biopolityczne spory, od ciągłego orbitowania wokół nazwisk Schmitta, Foucaulta czy Derridy. Jeśli bowiem cokolwiek jest w stanie zapewnić dzisiejszemu filozofowi „życie po życiu”, to nie przelotne akademickie mody czy doraźne polityczne interwencje, lecz właśnie trwały kontekst przyjaźni, intelektualnych powinowactw z wyboru, pozwalający ukazać swoją filozoficzną drogę od innej strony, odmiennie rozłożyć akcenty i przeciwstawić się cechującym rynek idei skłonnościom do kompulsywnego etykietowania.

Kontrowersje na własne życzenie

Szkoda jedynie, można dodać w ramach glosy, że Agamben sam w dużej mierze zniweczył te autoprezentacyjne wysiłki, gdy serią niezbyt roztropnych komentarzy na temat sytuacji pandemicznej na świecie powrócił niedawno do tematyki biopolitycznej, wpisując się tym razem w jej najbardziej toporną wersję. W reakcji na szybko narastające przypadki zachorowań na COVID-19 we Włoszech, opublikował pod koniec lutego zeszłego roku felieton zatytułowany wymownie L’invenzione di un’epidemia (Wynalezienie epidemii). Podał w  nim w wątpliwość rzeczywistą skalę zagrożenia, utrzymując, że pandemia SARS-CoV-2 została nie tyle stwierdzona, ile wykreowana po to, ażeby pod pretekstem troski o bezpieczeństwo publiczne móc zarządzać obostrzenia nieproporcjonalne do skali kryzysu8. Nic dziwnego, że jego pochopne tezy stały się wodą na młyn rozmaitych „koronasceptyków”, których spiskowe teorie, dotąd w miarę skutecznie rugowane z publicznego dyskursu, zyskały naraz sojusznika w  samym centrum filozoficznego establishmentu. I choć kolejne internetowe wpisy Agambena były próbą „przykrycia” jego niefortunnej denialistycznej szarży, to zarazem nie przestawał on dolewać oliwy do ognia, m.in. oskarżając europejskie społeczeństwa o to, że rzekomo „nie wierzą już w nic poza nagim życiem” i „poświęciły wolność dla tzw. względów bezpieczeństwa”9 , a nawet sugerując, że wykładowcy, którzy opuścili uniwersytety i zgodzili się uczyć online, są odpowiednikiem akademików ślubujących posłuszeństwo faszystom.

Nie pierwszy to zresztą raz, gdy doraźne polityczne interwencje Agambena budzą konsternację i obnażają pewną jego sztywność poznawczą, niechęć do kompromisu między puryzmem filozoficznych teorii a wymogami sytuacji10. Guy Debord miał mu kiedyś powiedzieć: „Nie jestem filozofem, lecz strategiem”11; trudno oprzeć się wrażeniu, że akurat Agambenowi tego strategicznego zmysłu brakuje, a bezkompromisowości osądu nie równoważy należytym wyczuciem realiów. W efekcie największym wrogiem jego frapującej myśli okazuje się niejednokrotnie on sam, zaś jego czytelnicy muszą jakoś godzić cechującą autoportret subtelną erudycję z siermięgą co poniektórych jego publicznych wypowiedzi. Byłaby to wielka szkoda, wypada skonstatować, gdyby Agamben miał już na dobre pozostać „panem od biopolityki”; szkoda tym większa, gdyby pozostał nim poniekąd na własne życzenie.

1 G. Agamben, Autoritratto nello studio, Milano 2017.

2 Tenże, Homo sacer. Suwerenna władza i nagie życie, tłum. M. Salwa, Warszawa 2008. Symptomatyczne, że debiut Agambena zatytułowany L’uomo senza contenuto (Człowiek bez treści) opublikowano w języku angielskim dopiero rok po przekładzie Homo sacer, kiedy to na fali popularności Agambena w ciągu kilku miesięcy ukazały się anglojęzyczne tłumaczenia pięciu innych jego tytułów. Oprócz Agambena kluczowi dla zwrotu biopolitycznego myśliciele to przede wszystkim Michel Foucault, Antonio Negri i Michael Hardt oraz Roberto Esposito.

3 G. Agamben, Idea prozy, tłum E. Górniak-Morgan, Warszawa 2018, s. 59–64

4 Zob. tenże, Heidegger i nazizm, tłum. P. Laskowski, Warszawa–Poznań 2018.

5 A zapewne również instrumentarium metodologicznego. Za epistemologiczne motto Agambena może bowiem śmiało uchodzić ustęp z eseju Benjamina o Eduardzie Fuchsie: „Prawda leży w skrajnościach” (W. Benjamin, Eduard Fuchs – zbieracz i historyk, tłum. H. Orłowski, w: tegoż, Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty, tłum. K. Krzemieniowa, H. Orłowski, J. Sikorski, Poznań 1996, s. 289), który Agamben rozwija do następującej tezy: „Filozofię można by uznać za sposób ujmowania świata w perspektywie sytuacji skrajnej, która stała się regułą” (G. Agamben, Co zostaje z Auschwitz. Archiwum i świadek, tłum. S. Królak, Warszawa 2008, s. 50), gdyż dopiero zastosowanie tej perspektywy – rzeczywistości jako permanentnego stanu wyjątkowego – pozwala jego zdaniem odsłonić negatywne ugruntowanie określonych procesów i zjawisk. Takie postawienie sprawy czyni zresztą Agambena częstym obiektem krytyki. Przykładowo, Dominick LaCapra zarzuca mu, że szokuje ekstremalnymi obrazami głównie po to, aby wyróżnić się z grona filozofów skandalistów i „podbić” w polu współczesnej teorii krytycznej stawkę brawury, która „i tak jest już astronomicznie wysoka” (D. LaCapra, Historia w okresie przejściowym. Doświadczenie, tożsamość, teoria krytyczna, tłum. K. Bojarska, Kraków 2009, s. 200). Agamben odpowiada na tego typu zarzuty metaforycznie, że „dopiero, gdy dom staje w płomieniach, wychodzą na jaw zasadnicze błędy konstrukcyjne” (G. Agamben, L’uomo senza contenuto, Macerata 1994, s. 17).

6 A. Sofri, Un’idea di Giorgio Agamben. Intervista, „Reporter” 1985, nr 9–10, s. 32; J.-B. Marongiu, Agamben: Le chercheur d’homme. Entretien, „Libération” 1 kwietnia 1999, https://next.liberation.fr/ livres/1999/04/01/agamben-le-chercheur-d-homme_270036, dostęp: 21 stycznia 2021.

7 G. Agamben, L’invenzione di un’epidemia, 26 lutego 2020, https://www.quodlibet.it/giorgio-agamben-l- -invenzione-di-un-epidemia, dostęp: 21 stycznia 2021.

8 Tenże, Chiarimenti, 17 marca 2020, https://www.quodlibet.it/giorgio-agamben-chiarimenti, dostęp: 21 stycznia 2021. O tym, że Agamben nie wydaje się swoimi felietonami specjalnie zakłopotany, może świadczyć fakt, że nie tylko żaden z nich nie został usunięty ze strony internetowej wydawnictwa Quodlibet, ale i kilka tygodni temu ukazała się w dodatku ich książkowa kompilacja (tenże, A che punto siamo? L’epidemia come politica, Macerata 2020).

9 Tenże, Requiem per gli studenti, 23 maja 2020, https://www.iisf.it/index.php/attivita/pubblicazioni-e- -archivi/diario-della-crisi/giorgio-agamben-requiem-per-gli-studenti.html, dostęp: 21 stycznia 2021.

10 Dość przypomnieć, że przed czterema laty, w apogeum kryzysu uchodźczego w Europie Południowej, wyraził dezaprobatę dla apelu, aby urodzonym we Włoszech dzieciom przebywających tam uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu przyznać włoskie obywatelstwo. Odmawiając podpisu, powtórzył rozwijany w swoich publikacjach argument, że instytucja obywatelstwa jest jednym z głównych instrumentów biopolitycznej opresji, zatem nie stanowi rozwiązania problemu, lecz jego część (tenże, Perché non ho firmato l’appello sullo ius soli, 18 października 2017, https://www.quodlibet.it/giorgio-agamben-perch-on-ho-firmato-l-appello-sullo-ius-soli, dostęp: 21 stycznia 2021).

11 Tenże, Kino Guy Deborda, tłum. P. Sadzik, „Widok. Teorie i Praktyki Kultury Wizualnej” 2013, nr 3, https://www.pismowidok.org/pl/archiwum/2013/3-archiwa-stanow-wyjatkowych/kino-guy-deborda, dostęp: 21 stycznia 2021.

Kup numer