Subskrybuj
Fotografia. Chłopiec odwrócony tyłem do kamery w brązowej kurtce i czapce idzie wąską drewnianą ścieżką przez gęsty zagajnik z drzewami bez liści. Wokół znajdują się suche trawy i gałęzie, a ścieżka prowadzi w głąb ciemniejszego przejścia między drzewami.
fot. Filip Springer
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...

Rewolucja zaczyna się w krzakach

Miejsca, które dziś nazywamy nieużytkami, mają ogromny, wywrotowy potencjał. I nie trzeba wcale pisać sążnistych elaboratów, by to zrozumieć. Wystarczy tam pójść z lornetką

Gniazdo strzyżyka odkrył w krzakach jakieś 100 m od domu. Przybiegł podekscytowany, mówił, że już wcześniej „coś mu tam mignęło”, ale teraz dopiero nabrał pewności.

– Wiesz, strzyżyka trudno pomylić z jakimkolwiek innym ptakiem – mądrzył się, cytując niemal słowo w słowo książki ornitologiczne, które mu dałem – a to ze względu na jego ptasią elegancję.

Te ptaki wjechały mu nagle. Na Boże Narodzenie dostał w prezencie używany aparat, bo ciągle grzebał w szufladzie z moim sprzętem. On chciał, a ja wolałem, żeby miał swój. Na aukcjach za całkiem sensowne pieniądze można kupić coś, co 10 czy 12 lat temu było szczytem technologii. Ten, który udało mi się wygrzebać, to najpewniej nietrafiony prezent komunijny, bo mimo iż był starszy od Kazika, nie nosił właściwie żadnych śladów używania. Ma monstrualne wręcz przybliżenie i można nim fotografować kratery na Księżycu. Ale gdy jest grudzień, a niebo zasnute gęstą warstwą chmur, to zamiast Księżyca trzeba się skupić na karmniku w ogródku babci. Tak to się zaczęło: złapał sójkę, parę bogatek, wróble – ptasie pospólstwo,  i to wystarczyło. W pewnym momencie wszędzie zaczął chodzić nie tylko z tym aparatem, lecz także z lornetką. Szybko nabył też tych tików, o których pisze Staszek Łubieński w książce Dwanaście srok za ogon:

–  że ktoś do ciebie mówi, a ty patrzysz za niego, bo na gałęzi siadła sikora,

– że oglądasz film, ale nie zwracasz uwagi na fabułę, bo w tle słychać kowalika,

– że boli cię czasem kark od zadzierania głowy,

i tak dalej.

W ogóle było tak, że gdy powiedziałem, że Łubieńskiego znam i w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Poza zasięgiem