Ilustracja: Magdalena Pelc
Krzysztof Kornas czerwiec 2026

Filozofia zer i jedynek

Dla technobaronów z Doliny Krzemowej oraz ich nadwornych filozofów jesteś zerem albo jedynką. Ta brutalna redukcja świata do binarnego kodu legitymizuje autorytaryzm cyfrowych elit, odziera je z resztek empatii oraz zwalnia z moralnej odpowiedzialności

Artykuł z numeru

O czym śni Ameryka?

O czym śni Ameryka?

Czytaj także

Redakcja

Autor nieznany

Piosenkarka Grimes – prywatnie matka trojga dzieci Elona Muska – w swoich utworach zachwyca się potęgą AI. W mrocznym We Appreciate Power wzywa do kapitulacji przed nadchodzącym cyberbóstwem: „Ludzie mawiają, że jesteśmy szaleni / Ale AI wynagrodzi nas, gdy obejmie władzę”. W jej wizji ratunkiem przed dyktaturą maszyn jest uległość („Przysięgnij wierność najpotężniejszemu komputerowi świata / Symulacja: to przyszłość / Co musi się stać, żebyś skapitulował?”) oraz odrzucenie ułomnego ciała. Grimes kpi ze śmiertelności: „A jeśli pragniesz nigdy nie umrzeć, podłącz się, uploaduj swój umysł. / Przecież nawet nie żyjesz, jeśli nie masz kopii zapasowej siebie na dysku”. Utwór wieńczy transhumanistyczna fantazja: „Ewolucja, zabij gen. Biologia nie ma głębi. Inteligencja jest sztuczna. Poddaj się”.

Ale i Grimes miewa wątpliwości. Na przyjęciu zorganizowanym przez Davida Holza, założyciela Midjourney (narzędzia AI generującego obrazy), postanowiła porozmawiać o tym z Nickiem Landem, jednym z osławionych filozofów inspirujących tuzów Big Techu. Jak możemy przeczytać w głośnym profilu Landa opublikowanym na łamach „New Yorkera” w 2026 r., Grimes wyznała mu, że obawia się momentu, w którym AI wykluczy ludzi i „pożre wszechświat”. Dodała, że czuje „przemożną potrzebę, by to zatrzymać i dostrzegać więcej piękna”. Land odpowiedział z lodowatym spokojem. Zapewnił ją, że z czasem AI „po prostu przekona nas, iż technika pożerająca wszechświat jest czymś piękniejszym”.

Jakkolwiek ekscentryczny może wydawać się pogląd Landa, technika „pożerająca wszechświat” to obraz, który towarzyszy nam coraz częściej, gdy myślimy o Dolinie Krzemowej (dalej: DK). DK utrzymuje renomę zagłębia innowacji technicznych, ale dziś to też potężny ośrodek globalnej władzy, który eksportuje i narzuca światu własną radykalną ideologię.

Potentaci technologiczni, tacy jak Peter Thiel, Elon Musk czy Sam Altman, apodyktycznie projektują nowy porządek, w którym obywatele to agregaty danych, a demokratyczne państwo to przestarzały, pełen błędów system operacyjny wymagający twardego resetu i zastąpienia turbokapitalistycznymi rządami technokratów.

Z powagą i pewnością siebie popularyzują rozważania do niedawna brzmiące zupełnie fantastycznie: wizje nadchodzącej Osobliwości, czyli sztucznej superinteligencji skokowo przyspieszającej rozwój techniki, oraz przekonanie, że już teraz wszyscy żyjemy w komputerowej symulacji. Aby jednak zrozumieć, skąd wzięła się ta niebezpieczna mieszanka pychy, fantazji i pragnienia nieograniczonej sprawczości, musimy cofnąć się do źródeł DK.

Hipisi kapitalizmu

Współczesny krzemowy autorytaryzm to, paradoksalnie, bękart kalifornijskiej kontrkultury. Ponad pół wieku temu, na fali psychodelicznych doświadczeń i utopijnych marzeń, komputery miały być – jak przekonywał, jako dziecko tamtej ery, Steve Jobs – wyzwalającymi „rowerami dla umysłu”, a słynne pierwsze zdjęcie całej Ziemi widzianej z kosmosu z 1967 r. uczyło pionierów cyberkultury myśleć o planecie jako o jednym wrażliwym ekosystemie. Jak to się stało, że dziedzice tej hipisowskiej wrażliwości przepoczwarzyli się w neoreakcyjnych plutokratów?

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się