Słowo „kryzys” nieodmiennie wywołuje w człowieku niepokój. I nie pomogą tu chyba żadne próby jego rewaloryzacji. Nawet jeśli według niektórych kryzys przynosi jakąś nadzieję, to na ogół uznajemy to za marne pocieszenie. Dlaczego kryzys nieodłącznie wiąże się z lękiem?
Znaleźć się w kryzysie to poczuć, że rozmaite formy oswajania świata zawiodły. Być w kryzysie to uświadomić sobie, że nasze sposoby rozumienia rzeczywistości przestały do tej rzeczywistości pasować. Rzeczywistość – ekonomiczna, społeczna, polityczna, międzyludzka, małżeńska – ciągle nas zaskakuje. Budujemy sobie własne interpretacje, definicje, paradygmaty, ale ostatecznie okazuje się, że wszystkie one muszą skończyć na śmietnisku zużytych idei.
I to chyba wywołuje w nas największy niepokój. Nie tylko fakt, że w danej chwili coś zawiodło, ale podskórne przekonanie, że rzeczywistość zawsze pozostanie nieoswojona. Nie mamy recept na szczęście, miłość, wiarę, nawet na dobrobyt – chociaż w ekonomii podobno wszystko daje się obliczyć. W kryzysie człowiek staje nie tylko wobec konkretnego wyzwania; staje też wobec własnej bezradności.
Kryzys można rozumieć na kilka…