1. „Niech pan napisze coś o Kierkegaardzie”.
– Kierkegaard był kruchy.
2. Nazywam się Łukasz Orbitowski, mam trzydzieści sześć lat i jestem pisarzem. Moje książki odniosły jakiś tam sukces, mniejszy niż bym chciał, ale należę do ludzi, którym świat się nie zgadza – albo jest za duży, albo za mały, albo, albo – cieszę się doskonałym zdrowiem i nie pamiętam, kiedy odwiedziłem lekarza. Jestem bardzo silny fizycznie i gdy wracam nocą do domu, ludzie dają mi ognia z najwyższą niechęcią, jakby obawiali się, że zaraz poproszę o portfel. Moje piękno jest, przynajmniej odrobinę, pięknem orangutana.
Przejechałem Stany Zjednoczone z wybrzeża na wybrzeże i z powrotem. Wypiłem morze wódki. Biłem się po bramach, a teraz mocuję się z własnym synem, długo, nie czując zmęczenia. Z dziewczynami, najczęściej, szło mi doskonale, choć swoje przepłakałem. Jestem rozwodnikiem. Mam wielu przyjaciół i tabuny kumpli. Mój dzień dzieli się na kwadranse i jeśli mnie zapytacie, co będę robił za tydzień, w piątek o trzynastej dziesięć, natychmiast odpowiem. Nie kocham ruchu, ale ruch pokochał mnie, kursuję między Krakowem, Warszawą, Wrocławiem a moim domem w Kopenhadze. Dom zawsze jest kobietą.
Niewiele wiem, przemyśleń mam jeszcze mniej i w żadnym razie nie nadaję się na filozofa, choć właśnie takie studia skończyłem. Życie jest dla mnie piękną i straszną tajemnicą. Czasem straszniejszą, czasem piękniejszą, ale – jak sądzę – uodporniłem się nieco na zewnętrzność. Jak Pascal, mam swojej własne sztormy i cisze morskie. Wiem jednak, że jestem tylko ciałem, ta dziwaczna maszyneria,…