(fot. Adam Ławnik / East News)
Agnieszka Burton lipiec-sierpień 2021

Świat ma 15 km

Czy w jakimkolwiek innym kraju na świecie znajdziemy tyle kapliczek przydrożnych co w Polsce?

Artykuł z numeru

Sztuka zachwytu

Pod dach kapliczki włożył list, było to na ostatnim etapie budowy: rok wystawienia – 2019, budowniczy i fundator – Maciej Pawelec, powód fundacji – wyraz tęsknoty za wsią, której już nie ma, i wotum dziękczynne za życie. Dołączył też opis dla kogoś w dalekiej przyszłości: w razie remontu użyć tradycyjnych materiałów i nic nie zmieniać. Ma być prosto, ludowo, wiekowo. Dodał też prośbę, w sumie najważniejszą: jeśli uschnie rosnąca obok wierzba, to w tym samym miejscu posadzić nową.

Dawniej wierzono, że w wierzbinach siedzą złe moce, dlatego świątków na nich nie wieszano. Kiedyś w Kobylnicy, wsi w powiecie garwolińskim, wierzby rosły wszędzie, ale je powycinali, bo przeszkadzały w pracy, pługi i traktory musiały je omijać. Gdy rolnicy podpalają trawy, a przy okazji spróchniałe drzewa, Maciej porównuje to do swego rodzaju egzorcyzmów, wyganiania diabła z wierzb. No bo jak inaczej wytłumaczyć, że setki lat drzewo służyło człowiekowi, a teraz popadło w taką niełaskę społeczeństwa? Budował kapliczkę, sąsiedzi przychodzili, mówili: „Będziesz musiał wyciąć – wilgoć, gałęzie”. Ale chciał żeby wyglądało tak, jakby stara, głowiasta, rosochata wyrosła przy kapliczce, a nie kapliczka przy wierzbie, jakby ta nowa kapliczka stała tu od 100 lat.

Cegły miał z odzysku, deski sosnowe z rozebranego we wsi domu, nie dodał nic nowego poza zaprawą wapienno-cementową. Nie wzorował się na okolicznych mazowieckich kapliczkach, bo nie ostały się w nich drewniane figury – wszędzie gipsowe Matki Boskie. A jemu ckniło się za krajobrazem kulturowym, który przeminął bezpowrotnie. Inspiracja przyszła prozaicznie, z internetu wyskoczył obraz: mała, biała, z niewielką wnęką i drewnianą figurką świętego. Chciał Józefa, bo przodkowie byli cieślami, a moc świętego jest wszechstronna – niech czuwa nad rodziną i dobrą śmiercią, niech w jego obecności wszyscy czują się bezpiecznie. Figurkę wyrzeźbiła pani Maria z Piotrowic. Wiele lat opiekowała się wnukami, nie miała czasu tworzyć, więc zapłacił, dał wolną rękę, zmobilizował artystycznie. No i teraz w kapliczce stoi św. Józef Rzemieślnik, ma nawet skrzyneczkę na stolarskie narzędzia.

Pozwolenie? Nikogo nie pytał o zgodę: „Zrobili z nas kraj wyznaniowy, to nawet gdyby była taka potrzeba, nikt by nie miał pretensji” – pomyślał. Fundamenty wylał na rogu swojej działki, przy błotnistej drodze biegnącej wzdłuż Wisły. Murował bez planów – tu trzeba podciąć, tam zaokrąglić. Potem przerwał, zabrakło energii, weny, zostawił projekt na kilka miesięcy i pojechał robić zdjęcia na Syberię. Wrócił z naładowanymi bateriami, wykończył, na poświęcenie przyszła cała wieś.

Czas rządzi się swoimi prawami” – duma Maciej. Trochę już odpadł tynk, trochę porosła mchem, dach ściemniał. Posiał maciejkę, żeby pachniała wieczorami, ale zarosła trawą. Posadził malwy, ale kapliczka stoi przy pastwisku, koń podchodzi i podżera. Maciek zobowiązał się, że dopóki żyje, pozwoli jej starzeć się naturalnie i żaden znicz czy plastikowy kwiat przy niej nie stanie.

Była na wsi kapliczka z lat 50. XX w. Sąsiedzi wyremontowali ją niedawno i z krągłej zrobili pod kancik, z prostej strzelistą (dołożyli krzyż na szczycie).

Był napis wykuty w betonie, z błędami nawet: „Od powietsza, głodu, ognia i wojny”. Czy ktoś nie zrozumiał do końca? Jak to: od powietrza? I przykręcili tablicę z lastryko, jak nagrobną, i wypisali złotymi literami, żeby chroniła od pioruna. Znikł drewniany płotek, pojawił się metalowy, wycięli bzy, które pięknie kwitły wiosną, wszystko pokryli kostką, na której postawili plastikowe donice.

„Jest tendencja w naszym kraju – mówi Maciek – żeby Matce Boskiej zrobić dobrze, żeby miała ładny domek, żeby wszystko było kanciaste”.

Któregoś ranka wyszedł jak zwykle przed chałupę podziwiać świat, było to na przedwiośniu, powietrze pachniało wilgocią, życiem. Mgły zaczęły opadać, wschodziło słońce i pięknie połyskiwało błoto. Na pastwiskach przy kapliczce usłyszał klangor, pobiegł tam, ale żurawie spłoszyła przejeżdżająca cysterna. A może i tak już odlatywały?

O wędrowcach, co się kapliczkom dziwowali

Dawniej świat miał 15 km, od wioski do miasteczka. Tam gdzie kończyła się przestrzeń oswojona, stawiano kapliczki, jak drogowskazy, znaki ostrzegawcze. Dziś świat znów się zawęził, ścisnął, może to i dobrze? W czasie pandemii nie wsiądę przecież do samolotu, nie polecę, żeby zobaczyć, jak sytuacja kapliczkowego pejzażu wygląda w innych krajach. Wrzuciłam więc pytanie na fejsa, na grupę ekspatów, którzy od lat mieszkają w Polsce: „Jakie było twoje pierwsze wrażenie, gdy zobaczyłaś / zobaczyłeś polskie kapliczki?”.

Anthony z Australii: „W moim kraju nie ma przydrożnych kapliczek ani krzyży. Nikt by na to nie pozwolił, przecież żyją tam w zgodzie ludzie różnej wiary, dlaczego mieliby afiszować się tylko chrześcijanie?

David z północno-zachodniej Anglii: „Jechałem autobusem z Krakowa na Podhale. Zobaczyłem pierwszą, a potem: wow, są wszędzie! Właściwie dosyć mi się podobają, są częścią katolickiego folkloru. Czasem przejeżdżam obok kamiennej figury bez głowy, myślę: dlaczego nikt o nią nie dba? W innych miejscach gaździny rywalizują, która kapliczka jest bardziej strojna. W sensie religijnym nic dla mnie znaczą, byłem wychowany w Kościele anglikańskim, a protestanckie wyznania są minimalistyczne, dlatego w moim kraju nigdy ich nie widziałem”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Harrison z Anglii: „Myślałem, że wszędzie tam, gdzie stoją kapliczki, wydarzył się wypadek. Zobaczyłem jakąś głębiej w lesie: kurczę, jak ci Polacy jeżdżą, że aż tam doszło do kraksy?”.

Erva z Turcji: „Moja pierwsza – drewniany domek z figurą w środku. Byłam zachwycona: jak cudownie, mają tu rzeźby leśnych skrzatów! Dopiero potem wyczaiłam, że to Jezus Chrystus. Kapliczek jest więcej w małych miastach, a na wsiach to chyba każda rodzina ma swoją? Czy to wiara, czy fanatyzm? W islamie obrazy i figury religijne są zabronione”.

Martin ze Szwajcarii: „Byłem w szoku – jechaliśmy autobusem, a kiedy mijaliśmy kościół lub kapliczkę przydrożną, ludzie robili znak krzyża. W Szwajcarii znajdziesz je, ale bardzo rzadko, tylko na prowincji”.

Teemu z Finlandii: „Nie ma ich w moim kraju, dlatego wydają mi się egzotyczne jak hinduskie czy buddyjskie w Azji. Są dla mnie świadectwem, że ludzie potrzebują szybkiego, jak żarcie z McDonalda, duchowego pocieszenia”.

Kapliczkowa mapa Polski

Czy wyglądałaby tak: na zachodzie pustawo, w stronę centrum gęściej, na wschodzie i południu mrowisko?

– A na północy to zależy – mówi historyk Stanisław Kuprjaniuk, autor Małej architektury sakralnej na Warmii do 1945 roku ze szczególnym uwzględnieniem kapliczek. – Na Warmii na każdym kroku, na Kaszubach dużo, ale już na Żuławach Wiślanych, w dawnej domenie mennonickiej, sporadycznie. Na Mazurach, Pomorzu, ziemi lubuskiej niewiele, gdyż tam w przeszłości nie mieszkało zbyt dużo katolików. Mogły się pojawić jedynie u rodzin religijnie mieszanych. Stosunkowo więcej kapliczek wybudowano tam po 1945 r. wraz z napływem ludności z Kresów Wschodnich.

A czym różnią się kapliczki z różnych rejonów Polski? To temat rzeka z licznymi jak delta dopływami: bo kapliczkowi święci, Chrystusy Frasobliwe, cała armia przeróżnych Matek Boskich, piety, Boże Męki, krzyże pokutne, patriotyczne, karawaki. To przestrzeń pełna symboli, a czasem wręcz magii. Stawiano je przecież w celach sakralizacji: w miejscach dawnych pogańskich praktyk, na rozstajach dróg, gdzie chowano nieochrzczone płody, w miejscach mordów i walk, tam gdzie znaleziono ludzkie kości, gdzie chłopi zabili pana albo spalono czarownicę, gdzie straszyło, gdzie ludzie umierali od zarazy.

Gdyby tak stworzyć kapliczkowy atlas kraju utkany z rozmów z kapliczkowymi historykami, własnych obserwacji, książek, strzępów historii, czy wyglądałby mniej więcej tak?

Poznań: – Bambrzy byli osadnikami wyznania rzymskokatolickiego, od 1719 r. przybywali do Poznania z Bambergu w Bawarii. Stawiali figury święte i kapliczki przed domami albo we wnęce u szczytu budynków. Do takich obiektów należy zespół kapliczek na Winiarach i Starym Żegrzu – opowiada doktorantka historii, regionalistka, autorka książki o kapliczkach, Katarzyna Okoniewska. – Germanizacja w okresie zaborów brała za cel także Kościół katolicki. Poznaniacy manifestowali wiarę przy kapliczkach, gdzie zbierali się na modły i patriotyczne śpiewy, stawiali świątki przed domami, uważali, że to, co katolickie, jest znamieniem polskości. Jedynie kilka obiektów przetrwało do dzisiaj, podczas II wojny światowej żołnierze niemieccy niszczyli wszelkie symbole wiary i zmuszali do tego poznaniaków: burzono kapliczki, figury niszczono, palono lub wrzucano do rowów. Historia kilkunastu poznańskich obiektów ma wydźwięk polityczny – kapliczki stawiano przede wszystkim w podzięce dla powstańców wielkopolskich, za odzyskanie niepodległości, za przetrwanie wojny, za powrót kogoś bliskiego z wojennej zawieruchy czy zakończenie stalinizmu.

Ulubiona historia pani Katarzyny: – W 1937 r. Edmund Węcławski zbudował przy ul. Łacina zakład stolarski, a przy budynku postawił krzyż. Tuż po wybuchu II wojny jego dom i zakład zajął Niemiec, który miał brata w Luftwaffe.

Ten żołnierz przewrócił krzyż, a siekierą przepołowił pasyjkę na wysokości ud. Podczas jednego z jego lotów wydarzyła się katastrofa, przeżył, ale amputowano mu nogi na wysokości ud.

Kiedy dowiedział się o tym jego brat, nakazał powtórnie postawić krzyż z nową pasyjką. Budynek ten już nie istnieje, a krzyż stracił swój charakter przydomowy, stał się przydrożnym.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer