Tomek Kaczor październik 2021

Siostry Rzeki. Fotoreportaż Tomka Kaczora

Myscowa, niewielka wieś w dolinie Wisłoki, w 2020 r. obchodziła swoje sześćsetne urodziny. Trzystu mieszkańców żyje tu głównie z hodowli krów, rolnictwa lub turystyki. Jest zabytkowy kościół, cmentarz, a po zachodniej stronie wsi rozciąga się Magurski Park Narodowy – ostoja rzadkich gatunków, m.in. żbika, rysia czy orła przedniego.

Artykuł z numeru

Z czego się śmiejemy

W przyszłości Myscowa i 400 ha unikatowych przyrodniczo terenów ma się znaleźć na dnie zalewu. To pomysł sprzed stu lat. Wciąż aktualny.

Inwestycję tłumaczy się bezpieczeństwem przeciwpowodziowym i dostępem do wody pitnej.

– To absurd! – mówi Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, która stara się powstrzymać budowę zbiornika. – Funkcję retencyjną znacznie lepiej pełnią okoliczne lasy i łąki zatrzymujące wodę w ziemi. Z niezależnych ekspertyz wynika, że taki zbiornik redukowałby falę powodziową w praktycznie niezauważalnym stopniu. Rzeczywistość pokazała też, że prognozy zapotrzebowania na wodę dla powiatu jasielskiego z 2003 r. były bardzo przeszacowane – wylicza Engel.

Fundacja Greenmind walczy z inwestycją na mało medialnej drodze administracyjnej. Aby nagłośnić sprawę, zaprosili do współpracy kolektyw artystyczny Siostry Rzeki.

Powstanie kolektywu zainicjowała w 2017 r. krakowska artystka Cecylia Malik. Tworzy go grupa kobiet, które w formie performansów i happeningów zwracają uwagę na problem niszczenia polskich rzek. W Myscowej pojawiały się już kilkukrotnie. Gdy pandemiczne obostrzenia nie pozwalały na organizowanie zgromadzeń, hasła przeciwko budowie zapory, w formie ręcznie wyszywanych narzut, nosiły po myscowiańskich łąkach tamtejsze krowy. Ostatni, trzydniowy happening odbył się w czerwcu tego roku. Jego uczestniczki i uczestnicy podkreślają: koszt całej inwestycji szacowany jest na miliard złotych, ale teren, który zostałby w efekcie zniszczony, wart jest znacznie więcej.

Siostry Rzeki narodziły się z kolektywu Matki Polki na Wyrębie, który był oddolnym artystycznym protestem Cecylii Malik oraz jej przyjaciółek i znajomych przeciwko lex Szyszko. W czasach, gdy na świecie skuwa się zapory i wydaje ogromne pieniądze, by przywrócić rzekom naturalność, w Polsce wciąż masowo prowadzi się tzw. prace utrzymaniowe, czyli pogłębianie, prostowanie ich biegu czy betonowanie brzegów.

Do sąsiedniej wsi Kąty, położonej po drugiej stronie rzeki, przedostać się można tylko przez bród, po betonowych płytach. Gdy poziom rzeki się podnosi, trzeba jechać naokoło, prawie 20 km. Budowę mostu od kilkudziesięciu lat skutecznie blokują plany postawienia w tym miejscu zapory.

Pierwszy projekt zbiornika Kąty-Myscowa przedstawił w 1919 r. późniejszy prezydent RP – inż. Gabriel Narutowicz. W latach 60. wrócono do tematu tej inwestycji i od tego czasu mieszkańcy żyją w zawieszeniu. Nie są wydawane pozwolenia na budowę, wciąż nie ma bardzo potrzebnego mostu.

W ramach czerwcowego happeningu odbył się m.in. spacer po dnie planowanego zalewu. Jeśli inwestycja zostałaby ukończona, pod wodą znalazłby się nie tylko fragment Magurskiego Parku Narodowego, ale też cztery obszary Natura 2000. Zbiornik zmieniłby lokalny mikroklimat, zagroził chronionym gatunkom ryb oraz stworzył barierę dla migracji drapieżników.

Siostry Rzeki należą do Koalicji Ratujmy Rzeki. Zawiązały ją organizacje, osoby, samorządy i instytucje, które nie mogły już dłużej patrzeć na systematyczną dewastację bezcennych rzecznych ekosystemów w Polsce. Do niedawna problem regulacji rzek nie był szerzej znany. Dzięki Koalicji udaje się to nagłośnić i uświadamiać ludzi, że sprowadzenie rzek do roli dróg wodnych będzie katastrofą ekologiczną.

Kup numer