„Ela, a co ty o tym sądzisz? Jako kobieta” – zagadnął mnie kolega i opowiedział o pewnej sytuacji okołorandkowej, potem o szerszym tle jego tinderowej egzystencji, a już za chwilę zaczęliśmy analizować demografię polskiego społeczeństwa. To wszystko miało służyć rozwikłaniu zagadki, dlaczego „taki facet jak on” jest sam. Do naszej rozmowy włączyła się koleżanka, która dołożyła swoje trzy grosze z wieloletniego randkowania. „No, nie idzie znaleźć partnera”. Słyszę echa rozmów, które regularnie przeprowadzam z jeszcze kilkoma znajomymi w różnym wieku. Większość tych historii obija się o problem pozycji społecznej („Kiedy mówię, że jestem lekarką, oni kończą rozmowę”) i poglądów politycznych („Słodziak, ale głosuje na Konfederację”). Dla odmiany, gdy patrzę w kierunku nieheteronormatywnych znajomych, widzę niemal same stateczne związki, a nawet narzeczeństwa i małżeństwa. Ostoja tradycji! Jak dla mnie to właśnie pary jednopłciowe wymyślają małżeństwo na nowo.
Być może postrzegałabym to wszystko jako specyfikę mojego otoczenia, gdybym nie uczestniczyła wcześniej w szkoleniu przedstawiającym badania demograficzne Polski z początku 2025 r. Gdybym nie dowiedziała się, że w miastach jest znacząco więcej kobiet niż mężczyzn, że są lepiej wykształcone i postępowe, że ich rówieśnicy są mniej mobilni i zostają w domach rodzinnych, gdzie pielęgnują konserwatywny sposób myślenia o związku. I że dzieci z tego nie będzie – nawet jeśli są osoby, które chcą je wychowywać. Te dane w pogłębionej formie znajdują odbicie w rozmowie z socjologiem Tomaszem Szlendakiem, którą przeprowadziła Martyna Słowik. Wyłania się z niej złożony obraz związkowych zmagań, nowej postaci singielstwa, zredefiniowanych relacji.
Dane danymi, ale co wynika z nich w praktyce? Gdzie dziś szukamy miłości życia (o ile taki konstrukt ma w ogóle sens)? W pracy? W szkole? Na urodzinach kolegi? Zapomnij. Oczywiście, że na Tinderze. Tyle że to prawie na pewno się nie uda.
Kamil Fejfer w swoim tekście rozbebesza mechanizmy apek randkowych i prezentuje beznadziejnie nagie fakty o ich skuteczności w parowaniu. Choć to, że w ogóle szukamy relacji, ogrzewa serduszko. Ale miłość to nie tylko kwestia algorytmów. To przecież najgłębsze doświadczenie egzystencjalne. Za bell hooks można powiedzieć, że to coś pomiędzy działaniem, aktem woli, gotowością do zmiany a troską. Dodałabym do tego jeszcze pewną dawkę hormonów i nie do końca uświadomione schematy psychologiczne. Jest to sprawa, której poświęcano dzieła literatury i kina, a przede wszystkim masę reality show. Wkręcamy się w tę rozrywkę, jakbyśmy nadal wierzyły i wierzyli w romantyczną miłość. Może jednak obserwujemy zmagania par, żeby odnaleźć własny kompas działania na niespokojnych wody relacji? Temu, czy tradycyjne romantyczne narracje przystają do naszych czasów, przygląda się Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, czyli Zwierz Popkulturalny, w tekście zderzającym m.in. Annę Kareninę z Hotel Paradise.

