Alu, ile ty masz lat?
Według kalendarza 77 i pół.
Czy to jest dużo?
Czasami to jest dużo, czasami niedużo. To zależy od dnia, np. od tego, kogo dziś spotkam. Nie wiem, czy wiesz, ale ja kiedyś prowadziłam drużynę zuchową. I właśnie niedawno spotkałam mojego byłego zucha. Nie widziałam go naprawdę wiele lat, zobaczyliśmy się w Łodzi na obchodach kolejnej rocznicy likwidacji łódzkiego getta. Przyjeżdżam tam co roku, bo rodzina od strony mamy jest z Łodzi. Oczywiście jest wyższy ode mnie – bo o to nietrudno – podszedł i pocałował mnie w czubek głowy. I to było bardzo przyjemne, w takich chwilach czuję się i młoda, i dorosła.
A ile lat masz w środku?
Czasami mam mało i wtedy to mnie prowadzi z powrotem do dzieciństwa i do tego wszystkiego, co przeżyłam, a czasami mam dużo.
W jakich chwilach masz dużo tych lat?
Dużo mam, kiedy patrzę na świat dzisiejszy i myślę o tym, co zostawię kolejnym pokoleniom. A jak muszę sobie poradzić z elektroniką, to mam bardzo dużo.
A kiedy patrzysz na ten świat dzisiejszy, to co widzisz?
Przede wszystkim widzę bardzo dużo samotności. Sama jej w życiu nie doświadczyłam – ani jako dziecko, ani jako emigrantka, ani jako psychoterapeutka. Widzę dużo zmian, jeśli chodzi o wspólnotę międzyludzką. Ja wiem, że świat idzie naprzód niezależnie od tego, co o nim myślimy, ale nie będę ukrywać – wiele rzeczy mnie martwi.
Myślę, że ludzie bardzo potrzebują wspólnoty, zobacz, co się działo niedawno, kiedy papież Leon XIV przyjechał do Paryża!
Podobno na Champs-Élysées wyszło ponad 700 tys. ludzi, a może nawet milion. Zobacz, wystarczyła jedna osoba, żeby ludzie wyszli na ulice i byli razem. W Europie kiedyś tak było w kościołach, w synagogach – dzisiaj te miejsca są coraz bardziej puste.
Jeśli dobrze rozumiem, mówisz o jakimś rodzaju pustki duchowej?
Uczuciowej, społecznej. Zobacz, jak się zmieniła forma rodziny. Kiedy byłam młoda, nie było tylu mieszkań. Dorosłe dzieci mieszkały z rodzicami, rodziny były wielopokoleniowe. Dziś w Danii każdy mieszka osobno. Na naszych oczach powstaje taka pustka właśnie, to chyba lepsze słowo niż samotność.
Powiedziałaś, że nie doświadczyłaś samotności ani jako dziecko, ani jako emigrantka. Jak to możliwe?
Sama się dużo nad tym zastanawiam. Wiesz, ja do 15 roku życia pochowałam czy straciłam cztery bardzo dla mnie ważne osoby. Można powiedzieć, że od wczesnych lat wiem, czym jest znikanie.
Najpierw – kiedy miałam sześć lat – zniknęła z naszego domu…