70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Patrycja Podkościelny

Wyprzedaż teatru

Codziennie o 7.30 rano Maria Zet przemierza halę dworca. Przystaje co kilka kroków, opiera się plecami o ścianę, chwilę odpoczywa. A potem niesie dalej te swoje 67 lat. I walizkę, niewielką, ze skórzanym wykończeniem.

Ma w niej trochę ubrań na zmianę („to jednak bywa mokra robota”), lusterko, puder, jakieś szczotki, gumowe rękawiczki. Do tego kilkanaście świętych obrazków, które wybiera z książeczek do nabożeństwa starym ludziom, kiedy już do niej trafią.

Po dojściu do celu Maria Zet walizkę stawia na szklanym blacie tuż obok windy, niedaleko starej sceny. Będzie tak stała do końca jej pracy, czyli do południa.

Odkąd Maria Zet zaczęła tracić wzrok, uczy się innego z ludźmi obcowania. Nie pamięta twarzy. Pamięta „rekwizyty”, które po nich zostają. („Bo coś jednak zostaje”).

I choć nigdy nie trafiły do niej ogrody wygodne, obronne twierdze, cienisty las, łąka usiana kwiatami, chmura przeszyta piorunem, nie trafiła żadna butelka błyskawicy, żadna para wąsów baszów wschodnich, żaden „płaszcz purpurowy, dla Semiramidy zrobiony”, ani jeden „wóz tryumfalny złocony, dwoma smokami zaprzężony”, i choć nie znalazła wśród należących do nich przedmiotów pióra zrobionego do hełmu Dziewicy Orleańskiej, chustki do kieszeni Otella, flaszeczki z winnym spirytusem, „przydatnej do wprowadzania duchów”, urwisk skał wypchanych włosiem końskim, łańcuchów z blachy, „wydających brzęk straszny i łatwo przerażający”, czy nawet głowy lwa albo sztyletu, „na którego ostrzu zastygła kropla krwi”, Maria Zet jest pewna, że i tak mogłaby urządzić, podobnie jak kiedyś dyrektor „w sławnym mieście N.”, „wyprzedaż teatru”.

Tylko – zastanawia się – jak sprzedać rzęsę po panu Ł. zachowaną na jego kroplach do oczu? Albo 25 srebrnych szpilek, którymi pani M. „z trzeciej półki” upinała włosy? (Maria Zet znalazła je zawinięte w chusteczkę, w kieszeni płaszcza). A co zrobić z „zaledwie wspomnieniem” po pani G. zapisanym na pomiętej kartce? Z notesem z planami „na jutro” po bezimiennym chłopcu? Z głosem K. nagranym na automatycznej sekretarce kogoś, kogo kochała? Ze zdjęciem starszego mężczyzny w mundurze przedartym na pół? Z półkilogramową (tak podaje producent, Maria Zet zważyła ją dodatkowo w dłoniach) puszką kawy, którą pan J. niósł w torbie do domu, gdy przechodził przez pasy tamtego dnia?
Scyzoryk z czarną rękojeścią po panu Sz. Maria Zet oddała żonie. Żona zapewnia, że wciąż leży na jego biurku, „jakby miał za chwilę po niego wrócić”.

Wdowa po panu L. sama odebrała zegarek z pozytywką. I marynarkę w kratę. Delikatnie dotykała materii i ten gest – jak słusznie zauważyła Maria Zet – wiele mówił o jej uczuciu do męża.
Święte obrazki z książeczek do nabożeństwa Maria Zet zawsze kładzie na piersi każdego nieochrzczonego dziecka, które od niej „wychodzi”.

Zadzwonił telefon. Odbiera po trzecim dzwonku.

– Hallo, słucham? Nie, pomyłka. To już nie teatr. To kostnica.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter