70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Agata Grzybowska/Agencja Gazeta

Sprzężenie zwrotne

Poza opisem i oceną jest jeszcze spojrzenie sięgające głębiej i dostrzegające miłość. Gdyby ludzie zobaczyli i poczuli całą miłość, którą dostali, lepiej lub gorzej okazaną, to świat byłby lepszym miejscem.

Elżbieta Kot: Czy zgadzają się Państwo ze słynnym zdaniem Tołstoja z Anny Kareniny, że wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, a każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób?

Natalia de Barbaro: Nie wierzę w taki ścisły podział – szczęśliwe na prawo, nieszczęśliwe na lewo. Wydaje mi się, że absolutna większość rodzin miewa zarówno szczęśliwe, jak i nieszczęśliwe momenty.

 

Czyli nie ma zupełnie szczęśliwych?

N: Na pewno są takie, w których wyraźniej widać, że ludzie się kochają, i takie, w których widać to mniej. Nawet w tych, które wydają się nieszczęśliwe, ludzie prawie zawsze się kochają, tylko nie umieją tego wyrazić.

 

Często są nieszczęśliwi właśnie dlatego, że się kochają.

B: Ja też jestem przeciwko uogólnieniom. Myślę, że te rodziny są szczęśliwe bądź nieszczęśliwe, które się za takie uważają. Pojęcie szczęścia jest tak bardzo subiektywne, że nie wierzę, by dało się je precyzyjnie zdefiniować.

 

Ale wszystkim musi być dobrze? Albo większości?

B: Rzeczywiście, słusznie Pani komplikuje to zagadnienie, bo może być tak, że mnie jest dobrze, a drugiemu nie. Czyli w rodzinie jest tak jak temu, komu jest w niej najgorzej.

 

Gdy ma się wiele lat doświadczenia w pracy terapeutycznej oraz wiedzę teoretyczną, dość szybko dostrzega się chyba pewne prawidłowości i schematy, wszystkie możliwe problemy zostały opisane i stąd mogą wydawać się do siebie podobne – co byłoby odwróceniem twierdzenia Tołstoja. Także pacjenci, z uwagi na wzrost wiedzy o psychologii, przychodzą na terapię już z pewnymi przedsądami.

B: Tylko te przedsądy w ustach pacjentów są zarazem osądami. Ci, którzy przychodzą po pomoc, nie przychodzą z teorią, tylko na ogół z oskarżeniem. Dominuje język krzywdy i winy. I dopiero w terapii odbywa się dekonstruowanie tych schematów. A terapia rodzin dlatego jest tak frapująca, że za każdym razem docieramy do czegoś innego, do innego obrazu rodzinnej rzeczywistości.

N: Nie jestem terapeutką, czuję się natomiast psycholożką i osobą będącą w różnych związkach, obserwuję ludzi, ale bardziej w sytuacjach szkoleniowych.

 

A co to w ogóle znaczy: mieć dobre relacje z bliskimi?

N: Powiedziałabym, że ważne jest mieć pozytywne uprzedzenie wobec bliskich – życzliwie interpretować ich zachowanie. Amerykańska badaczka Brene Brown powiedziała, że nigdy nie będzie wiedzieć, czy ludzie zachowują się najlepiej, jak potrafią, ale lepiej jej się żyje, gdy zakłada, że tak jest. Takie założenie wcale nie jest częste, skoro ludzie zaczynający terapię przede wszystkim się obwiniają. Drugi ważny element dobrej relacji z bliskimi to ten, że mam więcej przyjemności niż nieprzyjemności w kontakcie z nimi. I fundamentalna rzecz: doświadczam miłości i daję miłość.

B: Zdanie tej badaczki ma pochodzenie filozoficzne, można je wyprowadzić od stwierdzenia Leibniza, że świat jest najlepszy z możliwych. To jest ważna myśl, bo przyjmując ją, możemy założyć, że gdyby dana rodzina mogła być lepsza, to by była. A zatem możemy odsuwać oskarżenia i szukać wyjaśnień. Zgadzam się z tym, co powiedziała Natalia, a dodałbym jeszcze kwestię, która wydaje mi się kluczowa w terapiach małżeńskich i terapiach par: utrzymywanie chwiejnej równowagi między wolnością a miłością.

 

Chciałam o to zapytać, bo wydaje mi się to ważne, ale też bardzo trudne.

B: Ale zgodzi się Pani, że kluczowe? Często źródłem nieporozumień bywa to, że każde z małżonków chce inaczej te proporcje układać, a to dlatego, że ze swoich rodzin pochodzenia wynieśli inne wzorce.

Ktoś, kto przedkłada bliskość nad wolność, przez tego „wolnościowca” będzie odbierany jako zagarniający, zachłanny, zniewalający. A osoba preferująca bliskość będzie się czuła niekochana, bo wolność będzie odczuwać jako odrzucenie i osamotnienie.

Wracając do pytania o dobre relacje: one są dobre wtedy, gdy wyobrażenia małżonków na temat tych proporcji są zbliżone. Co oznaczałoby, że nie szukamy jednoznacznego wzorca.

N: Amerykańska psycholożka Esther Perel w książce Inteligencja erotyczna twierdziła, że ludzie mają zarówno potrzebę przynależności, jak i podróży, a w związkach dobierają się tak, że te potrzeby są na różnym poziomie. Ich proporcje negocjuje się na późniejszych etapach związku.

B: I albo je wynegocjują, albo będą cierpieć.

N: Albo się rozwiodą. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter