70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Patrycja Podkościelny

Król

Michał często podróżuje. Któregoś razu w pociągu robił wycinki ze starych gazet, żeby do domu przynieść już tylko to, co należy schować w kartonach. Czasem (zawsze pytając o pozwolenie) spisuje tytuły książek, które czyta inny pasażer.

Ten antykwariat był podobno niezwykły. Podobno, bo choć mieszkałam w Toruniu prawie rok, nigdy tam nie trafiłam. Dziś nie jestem już nawet pewna, przy jakiej mieścił się ulicy. Podmurnej? Może. Prowadziły do niego drewniane drzwi, strome schodki, w środku panował półmrok. Mówiło się, że pan antykwariusz zawsze gotował herbatę w czerwonym imbryku. A kiedy szukało się książki, nie trzeba było znać tytułu, bo on bez niego szybko wdrapywał się na półki lub klękał na podłodze albo pełzał i zawsze znalazł.

Tego antykwariatu już nie ma.

Jest za to inny. W Gdańsku. Do niego trafiłam przez Glenna Goulda. Jego wykonania fug J.S. Bacha nie da się pomylić z żadnym innym. Z wnętrza antykwariatu dobiegała głośna muzyka. Weszłam, chciałam zagadać, ale właściciel przyłożył palec do ust i powiedział: „Teraz niech pani posłucha”. Dzięki niemu wiem, że na pokładzie sond kosmicznych Voyager I i II, które wystrzelono pod koniec 1977 r., znajdowały się m.in. nagrania odgłosów Ziemi: hałasy, przemówienia dygnitarzy, życzenia w różnych językach, śpiew wielorybów oraz – co szczególnie podkreślał – nagranie Preludium i Fugi C-dur z drugiej części Das wohltemperierte Klavier J.S. Bacha w wykonaniu Glenna Goulda. Nigdy nic nie kupiłam w antykwariacie we Florencji, bo za każdym razem kiedy podchodziłam do lady, starszy pan mówił: „O, nie, przepraszam, z tą książką trudno mi się rozstać”.

W Gorzowie pani antykwariuszka chodziła z ołówkiem i zbiorem wywiadów Książki i ludzie Barbary Łopieńskiej. Z rozmowy z Pawłem Hertzem, pisarzem i tłumaczem, wynotowała: „(…) wybieram ludzi, do których chodzę, i tych, którzy przychodzą do mnie”. Spodobały jej się też słowa Janusza Tazbira, historyka: „Bo ja potrzebuję wewnętrznej akceptacji i harmonii świata”. U Hanny Krall zainteresowało ją to, że nie chce mieć biblioteki, tylko książki. „Biblioteka jest całością, ma początek, środek i nie ma końca”. Dwadzieścia cztery razy podkreśliła słowo „antykwariat”. Pojawia się m.in. w rozmowie z Marią Janion. Tak naprawdę z rozmowy z panią profesor antykwariuszka wynotowała cały akapit: „A kiedyś jechałam pociągiem na zajęcia do Gdańska i czytając po raz setny z rzędu Grażynę, żeby się przygotować do zajęć, trafiłam na ten cudowny opis: »Dyszała woda spod zielonych pleśni«. Potoczyłam wzrokiem po siedzących w przedziale i resztkami sił powstrzymałam się, żeby nie powiedzieć: proszę państwa, tu jest taki piękny fragment, ja go państwu przeczytam”.

Ten fragment przypomina mi Michała, mojego przyjaciela, dramaturga i najbardziej oczytanego człowieka, jakiego znam. Michał często podróżuje. Któregoś razu w pociągu robił wycinki ze starych gazet, żeby do domu przynieść już tylko to, co należy schować w kartonach. Czasem (zawsze pytając o pozwolenie) spisuje tytuły książek, które czyta inny pasażer. Kiedy czyta sam, dużo kreśli, notuje, zaznacza. Ma do tego specjalne chińskie piórko z czarnym atramentem. Bywa, że podczas lektury wzdycha, śmieje się, a nawet powtarza na głos słowa.

Tak jak tamtego dnia, gdy w pociągu czytał, nie pierwszy już raz, Uprawę roślin metodą Miczurina Weroniki Murek. Sam przyznał: „Utraciłem samokontrolę”. Ktoś z tyłu wskazał na niego i ostrzegł dziecko: „Nie siadaj tam, bo tam jest jakiś chory pan, bo sapie i mówi do siebie”. Michał odwrócił się, przeprosił, że się zapomniał, że zaczytał, że nie trzeba się bać. „Dobra, dobra, tak się mówi, proszę się nie bać” – usłyszał.

Kilka tygodni temu znów wsiadł do pociągu. „(…) z kilkoma tobołkami, coś tam mi wypadło, coś tam wyleciało – pisał na Facebooku. – Siadłem koło pana, który głośno opowiadał przez telefon, jak to jedzie na radę nadzorczą, bo mają dobry bilans. Miejsce przy stoliku miałem, wyciągnąłem książki, żeby dokopać się do tej, co chciałem, i ten pan z dobrym bilansem mi powiedział: To jest pociąg do Warszawy ze stanowiskami dla pracujących na komputerach, a nie antykwariat!”.

Pan (jak pisze Michał: „pociąg Chrobry, więc pan pewnie jakiś król”) miał rację. To nie był antykwariat. Niestety.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter