(fot. © European Union/ECHO/Pierre Prakash / CC BY-NC-ND 2.0)
Ula Idzikowska

Pomaganie czy przeszkadzanie? Jak mądrze wspierać uchodźców

Aktywiści, politycy, organizacje pozarządowe, księża i my, zwykli Polacy nie odwracamy wzroku od cierpienia ludzi na granicy polsko-białoruskiej. Pomagamy, jak możemy. Ważne, żeby pomagać mądrze.

Czytaj także

Ula Idzikowska

Nowy grecki dom. I jego brak

Jechać na Podlasie, czy nie jechać? Dwa tygodnie temu nie byłam pewna. Docierały do mnie sprzeczne wiadomości. 10 dni temu lekarka, która wspiera uchodźców, nawoływała, żeby przyjeżdżać z herbatą i ciepłym jedzeniem oraz śpiworami dla wolontariuszy. Od razu udostępniłam wiadomość i błagałam przez Instagram, żeby ruszać na granicę polsko-białoruską. Usunęłam wpis po tym jak znajomy aktywista uczulił mnie, żeby dwa razy się zastanowić przed wystosowaniem takiego apelu. Bo spontaniczna wyprawa na miejsce może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Jak pomagać uchodźcom?

Wtedy dociera do mnie, że działałam pod wpływem emocji. Bezsilność i niezgoda na cierpienie niewinnych osób, które stały się pionkami w grze polityków, spowodowały, że miałam potrzebę zrobienia czegokolwiek, choć doskonale zdaję sobie sprawę z konsekwencji takich odruchowych, idealistycznych posunięć. Jeszcze w tamtym roku pisałam o wolontariuszach, którzy jadą z poczuciem misji i dobrymi intencjami na Maltę lub wyspy Morza Egejskiego, by pomagać mieszkańcom obozów dla uchodźców. Taka pomoc często okazuje się szkodliwa – nieprzygotowane osoby popełniają błędy: karmią uchodźców złudnymi nadziejami czy dają „dobre rady” odnośnie do ubiegania się o ochronę międzynarodową. Ponadto szkodzą samym sobie: z wyjazdów wracają często straumatyzowane, ponieważ nie dysponują narzędziami, aby umiejscowić tragedie, z którymi się stykają. Opowiadała mi o tym belgijska psycholożka, która spotkała w Grecji wiele młodych wolontariuszek: „Takie osoby nie dysponują żadną wiedzą z zakresu psychologii. Nasiąkają traumą innych, bo zbytnio się utożsamiają. A do pracy w takim kontekście potrzeba dystansu”.

Pytam więc zaangażowanych w działania na rzecz osób, które (bezskutecznie) próbują złożyć wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce o to, jak pomagać z głową.

Anna Alboth, aktywistka i dziennikarka, która na bieżąco śledzi sytuację na różnych granicach europejskich i od lat regularnie odwiedza pogranicza, podkreśla, jak ważne jest nieprzeszkadzanie.

„Ludzie, którzy chcą pomóc, mają potrzebę bycia na miejscu. Ale spontaniczne przyjeżdżanie i tworzenie sztucznego tłumu bez jasnego planu pomocowego jest nieprzydatne. Jeżeli nasza obecność nie polepszy sytuacji, to lepiej zostać w domu, żeby uszanować prywatność mieszkańców Podlasia i samych uchodźców, którzy  od trzech tygodni nie mają dostępu do toalety”. Monitoring sytuacji i pozostawanie w kontakcie z przetrzymywanymi na granicy osobami, którymi zajmuje się Fundacja Ocalenie jest oczywiście konieczne – co do tego Alboth nie ma wątpliwości. „Ale to musi być dobrze zaplanowane. Wystarczy 20 osób, nie 50 czy 100”.

Obecność każdej dodatkowej osoby zaburza bowiem spokój mieszkańców Podlasia, o których też musimy pamiętać, ponieważ sytuacja jest dla nich wyzwaniem. „Wyobraź sobie, że przez twoją miejscowość nagle przewala się wojsko, a do tego sznur samochodów i rowerów, i tłum ludzi, który nie zna lokalnego kontekstu. Prowadzenie akcji pomocowej przez osoby z zewnątrz, bez konsultacji z lokalnymi mieszkańcami, jest mniej skuteczne”.

Mimo to niektórzy wciąż uprawiają „turystykę przygraniczną” – w taki sposób aktywistka Anna Prus, która włączyła się w skoordynowane działania pomocowe, określa wyjazdy na granicę z własnymi pomysłami na interwencję. Alboth również zwraca uwagę na szkodliwość takich akcji. „Gdy na granicę przyjeżdżają osoby nieprzygotowane, bez wiedzy i wyobraźni, regularnie dochodzi do konfrontacji ze Strażą Graniczną, nawet wyrywania sobie – dzieci [red. uchodźców], co pogłębia traumę – ich i rodziców. Równie niebezpieczne jest przeczesywanie lasów w poszukiwaniu osób – w ten sposób zwracamy uwagę Straży Granicznej, policji i wojska – która podąża za nami, i tym samym za uchodźcami. W tym momencie rodzi się pytanie, czy bardziej pomagasz czy przeszkadzasz. Bo czy dostarczenie komuś butelki wody pomoże, jeżeli zaraz wokół tej osoby znajdzie się armia?”

Te wyprawy w poszukiwaniu uchodźców, którym chce się za wszelką cenę pomóc, niejednokrotnie doprowadziły do wypchnięcia ludzi na Białoruś, uczula aktywistka.

„Na odległość”

Alboth działa na odległość: przyłączyła się do kolektywu  – osób i organizacji pozarządowych, który podchodzi do kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej holistycznie. Grupa ta prowadzi m.in lokalną kampanię edukacyjną na temat przymusowej migracji, udziela bezpośredniej pomocy prawnej i koordynuje działania osób, które chcą pomóc. Wolontariusze podają swoje umiejętności, które są następnie gromadzone za pomocą formularza zgłoszeniowego, po czym są kierowani do konkretnych zadań. Również Anna Prus zaleca, aby przed przyjazdem zgłaszać się do organizacji pozarządowych, żeby „uniknąć wycieczek”. Sama poleca Fundację Ocalenie.

Prus sama wybrała pracę „zza biurka”. „Nie byłam w stanie pojechać do Usnarza Górnego, ale to nawet dobrze. Na miejscu są ogromne problemy z zasięgiem, a mi przypadło w udziale łączenie ze sobą ludzi, którzy razem jeździli na miejsce. Podrzucałam im listy rzeczy do zabrania albo wysyłałam na zakupy po drodze. Oznaczało to ciągłe siedzenie w Internecie, co na miejscu byłoby po prostu niewykonalne. Poza tym, ze względu na dźwięki helikopterów, narażałabym się na PTSD [red. zespołu stresu pourazowego]”.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Żeby pomagać, naprawdę nie trzeba być na miejscu. Alboth: „Cała Polska żyje teraz tematem migracji. W tym kontekście można działać wszędzie: np. przywitać uchodźców i migrantów w najbliższym otoczeniu”. Karol Wilczyński, współzałożyciel organizacji pozarządowej Salam Lab, wspomina o Mapie Gościnności – oddolnej sieci pomocowej w Polsce. Zgłaszają się do niej zarówno pojedyncze osoby jak i firmy, instytucje czy samorządy, które „zapewniają godną opiekę osobom szukającym schronienia, szczególnie w zakresie mieszkaniowym, zdrowotnym, edukacyjnym i dostępu do rynku pracy.”

Alboth i Aleksandra Chrzanowska, doradczyni integracyjna ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej zaznaczają jak ważne jest wyrażenie swojego sprzeciwu podczas happeningów.

W ten sposób można wywierać presję na polityków. Alboth: „Możliwości realnej pomocy jest naprawdę dużo – najlepiej znaleźć dziedzinę, w której jesteśmy naprawdę dobrzy i sposób, który nam najbardziej odpowiada. Obecna sytuacja w Usnarzu Górnym to maleńki wycinek wyzwań i dopiero początek. Czeka nas dużo pracy. Nie zapominajmy też o setkach Afgańczyków, którzy zostali ewakuowani do Polski po przejęciu władzy przez talibów. Ci ludzie też potrzebują naszej pomocy”.

Dobre praktyki

Aktywiści i polskie organizacje pozarządowe planują korzystać z wiedzy lokalnych społeczności z Grecji, Wysp Kanaryjskich czy Bośni – tamtejsi aktywiści pomagają uchodźcom i migrantom od miesięcy czy nawet lat. „Wiedzą, co się sprawdza, a z czym lepiej sobie dać od razu spokój. Chcemy rozpowszechnić dobre praktyki z tych krajów wśród mieszkańców Podlasia, którzy chcą się zaangażować w systematyczną pomoc. Planujemy szkolenia i rozmowy, przygotowujące te osoby na hejt i zniesławianie w mediach, bo to niestety problemy z którymi mierzą się osoby pomagające uchodźcom”.

Rozpowszechnianie sprawdzonych informacji to odpowiedzialność nas wszystkich. Lepiej dwa razy się zastanowić zanim umieścimy coś w Internecie. Alboth: „W obecnej sytuacji, kiedy partia rządząca rozpoczęła kampanię zarządzenia strachem, szybki share przez Instagrama, w którym pokazujemy tylko wycinek skomplikowanej rzeczywistości, również może zaszkodzić”.

Co możesz zrobić?

1) Zastanów się, jak możesz się przydać i skontaktuj się z organizacjami pozarządowymi przed wyjazdem na granicę polsko-białoruską

2) Wspomagaj organizacje pozarządowe działające na rzecz uchodźców finansowo

3) Wyraź swój sprzeciw w postaci happeningu, plakatu, podpisania petycji

4) Reaguj na dyskryminujący język. Bądź krytyczny wobec newsów – nie powielaj niesprawdzonych, sensacyjnych informacji.

„Ważne są gorące serca, ale i dobra koordynacja. Spróbujmy to zrobić możliwie jak najlepiej!” (organizacja pozarządowa HomoFaber)