fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl
Katarzyna Rodacka czerwiec 2022

Odejścia

Sondaże pokazują wyraźnie – coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, określa się jako niewierzące. Za tymi liczbami kryją się jednak konkretne historie, wahania, wątpliwości.

Artykuł z numeru

Moje duchowe miejsce

Czytaj także

Katarzyna Rodacka

Tłumacz umiera codziennie

Lucyna planowała wziąć tylko ślub cywilny. Co prawda od dziecka była przekonana o istnieniu Boga, ale sam kościół był dla niej ponurym miejscem. Młodzi pobrali się w styczniu. Jednak rodzina wywierała silną presję na uroczystość w kościele. W końcu, trzy miesiące później, teściowa zorganizowała ceremonię za własne pieniądze. Lucyna czuła się jak marionetka. Nieprzyjście na zorganizowane specjalnie dla nich nabożeństwo groziło zerwaniem kontaktów rodzinnych. „W tamtych czasach Kościół katolicki był wszechogarniający. Wydawało nam się, że nawet jeśli mamy swoje osobiste poglądy, to one nie mają żadnego znaczenia” – wspomina. Okres jej liceum przypadł na czas wyboru Jana Pawła II na papieża. „To była religijna euforia, nastąpił zwrot w stronę religijności. Polska uważała, że Kościół nas wyzwala” – wspomina Lucyna i dodaje, że sama nie należała do tej drużyny zachwyconych. Według niej jednak to nie były czasy, w których ktokolwiek myślałby o opuszczaniu Kościoła. Jeśli ktoś nie utożsamiał się z wiarą katolicką, po prostu przestawał praktykować. O tym, że można formalnie dokonać aktu apostazji, Lucyna nie miała wtedy pojęcia.

Dominik przez osiem lat przynależał do katolickiej organizacji młodzieżowej ECYD założonej przez ks. Marciala Maciela. Duchowny był również twórcą zgromadzenia Legionistów Chrystusa, jednak został odsunięty od działalności publicznej przez papieża Benedykta XVI po ujawnieniu skandali seksualnych, których był sprawcą. Kiedy Dominik był czynnym uczestnikiem ruchu ECYD, nikt jeszcze nie wiedział o podwójnym życiu jego założyciela. Organizacja dawała możliwość udziału młodzieży w różnych aktywnościach i wyjazdach, które oferowano w atrakcyjnych cenach, duchowni stojący na jej czele wzbudzali respekt swoim dobrym wykształceniem, a działalność w szeregach ECYD budowała przyjaźnie i dawała poczucie wspólnoty.

Gdy Basia była w gimnazjum, bardzo mocno przeżywała swoją wiarę, angażowała się w życie Kościoła. Chcąc być bardziej świadomą katoliczką, zaczęła czytać codziennie Biblię. I tak przez cztery lata, codziennie chociaż fragment. Oczywiście chodziła też do kościoła, modliła się przed posiłkami. „Ja nie odprawiałam żadnych regułek tylko z przyzwyczajenia. Zadawałam mnóstwo pytań i miałam wielką potrzebę rozwoju duchowego” – wspomina. Jej rodzinna parafia była świetna. Basia czytała też coraz więcej o tym, co się dzieje w Watykanie, jakie zmiany zachodzą w Kościele katolickim. Obecnie ma 23 lata i jest na ostatnim roku psychologii w Poznaniu.

Wierząca jest Monika. Ma 25 lat i do dzisiaj, gdy budzi się każdego dnia, wie, że to, co się wydarzy, ma głębszy sens. Ufa Kościołowi i nie kwestionuje jego działań. Nie wszystkie formy kultu i zasady rozumie, lecz wierzy, że mają swoje uzasadnienie. Nie uważa, że Kościół uznaje kobiety za gorsze. Jest pewna, że Bóg nie powołałby kobiety do kapłaństwa, więc nie ma możliwości, że ktoś miałby takie powołanie i nie mógłby go zrealizować.

W życie Kościoła mocno była zaangażowana także Marta, która od kilku lat jest osobą niepraktykującą. Jest lekko po trzydziestce i dokonanie apostazji rozważa od paru miesięcy. Mimo sporej dozy krytycyzmu wobec Kościoła katolickiego trudno jej się emocjonalnie od niego odciąć. Apostazja przypieczętuje wszystko. Jej dotychczasowe wahania wynikały także z potrzeby katolickiego pogrzebu. Dopóki sama nie wzięła udziału w świeckim pogrzebie, nie widziała alternatywy dla religijnego pochówku.

Joannę natomiast msze nudziły już od dzieciństwa, nigdy nie była religijna ani wierząca. Odmówiła pójścia do bierzmowania. Mając dwadzieścia parę lat, została jeszcze matką chrzestną, a kilka lat później odcięła się od Kościoła katolickiego całkowicie. Wspomina jednak, że w tamtych czasach nie było przyzwolenia na niebycie katolikiem. „Kościół jednoczył ludzi, tworząc opozycję. Każdy był katolikiem, taka była wtedy norma. Słyszałam wtedy o apostazji, ale procedury były bardziej skomplikowane niż obecnie” – wspomina. Obiecała sobie poza tym, że nie odejdzie formalnie z Kościoła, dopóki żyje jej mama. Kiedy pochowała ją 20 lat temu, przestała o tym myśleć. Po prostu jej życie biegło swoim torem, daleko od Kościoła.

Wątpliwości

Po kilku latach czytania Pisma Świętego i uważnego śledzenia kościelnego życia Basia odkryła wiele sprzeczności między tym, co Kościół robi, a tym, co powinien robić według Biblii. „Do tego zaczęłam wątpić, czy moją wartość jako kobiety mają określać jedynie pokora i czystość, bo dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przecież życie seksualne kobiety nie może definiować jej wartości” – wyjaśnia. W dodatku chodziła do liceum z bardzo różnorodnymi osobami, dzięki czemu, jak sama mówi, otworzyła się na słuchanie. A to był dopiero początek. Na uczelni poznała też ateistów i okazało się, że nie są tak złymi ludźmi, jak słyszała wcześniej w Kościele. „Na studiach nauczyłam się też wiele o funkcjonowaniu naszego umysłu i zrozumiałam, jak działają systemy tworzone przez ludzi. Sporo słuchałam o sektach i mimo że Kościół katolicki nie jest uznawany za jedną z nich, to teraz widzę, że w środowiskach kościelnych, w których wcześniej byłam, stosowano te same co w sektach mechanizmy” – wyjaśnia. „Studia psychologicznie upewniły mnie w tym, że Kościół katolicki mi szkodzi, czego wcześniej nie widziałam. Nadstawianie drugiego policzka, o którym słyszałam w kościele, doprowadziło do braku asertywności i do częstego przekraczania moich własnych granic. Borykałam się wcześniej także z lękiem, czy przypadkiem nie pójdę do piekła za to, że planuję odejść z Kościoła” – wspomina.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Wierzący znajomi polecali Basi zmienić parafię. „Przecież widzę, co się dzieje w Kościele, i tu nie chodzi o zmianę parafii. Miałam wrażenie, że moi znajomi nie interesują się chociażby tym, co katolicyzm mówi o osobach homoseksualnych. Cieszyli się, że sami trafili na fajnego księdza, a mi to nie wystarczyło. Denerwowało mnie, że myśleli, iż moje problemy z Kościołem katolickim zawężają się do tego, iż trafiłam na niezbyt fajnego księdza” – mówi Basia. W końcu dwa lata temu postanowiła dokonać formalnej apostazji.

Przyznaje, że po odejściu zaczęła czerpać więcej radości z życia. Skupiła się na pielęgnowaniu siebie, na rozwoju oraz na przyjaźni.

Dodaje, że kiedy przestała skupiać się na tym, że po śmierci przyjdzie zbawienie i lepsze życie, zaczęła doceniać tu i teraz, stała się bardziej uważna i zaczęła czerpać garściami z życia. „Zaczęłam być dobra dla siebie, nie tylko dla bliźnich” – dodaje.

Dominik wspomina, że w ECYD było wiele rzeczy, które mu się nie podobały, np. zakaz krytykowania przełożonych. „Jeśli ktoś miał jakieś uwagi, musiał iść bezpośrednio do tego przełożonego. Brakowało sensownego sposobu na rozwiązywanie konfliktów z kimś, kto stoi w hierarchii wyżej” – opowiada. Mimo wszystko uważa, że był wtedy osobą wierzącą, a bycie w tak aktywnej wspólnocie tylko to umacniało. Teraz zmieniła mu się jednak perspektywa i sam uważa, że w sumie nie miał nigdy aż tak intensywnego życia duchowego, jak według niego miewają inni. „Wydaje mi się, że dla wielu osób doświadczenie duchowe jest tak głębokie, iż staje się o wiele ważniejsze niż refleksja nad tym, że w samym Kościele katolickim coś jest nie tak” – dodaje.

Marta dokładnie pamięta, kiedy zaczęła myśleć o odejściu z Kościoła. Był 2015 r. i trwał właśnie kryzys uchodźczy. Marta oczekiwała wówczas silnego i stanowczego głosu w kontekście pomocy uchodźcom. Oczekiwała, że Kościół stanie murem za wykluczonymi. „Tego głosu jednak zabrakło, a w dodatku po drodze słychać było ocierające się o nacjonalizm wypowiedzi niektórych księży. Hierarchowie na to nie reagowali” – wyjaśnia. To właśnie wtedy przestała chodzić do kościoła. „Wkrótce potem abp Marek Jędraszewski powiedział o »tęczowej zarazie«. Poraził mnie brak szybkiej i zdecydowanej reakcji na te słowa, milczenie episkopatu. Potem uderzyło mnie systemowe ukrywanie pedofilów, brak reakcji przełożonych i bagatelizowanie tego problemu” – dodaje. Gdy Marta przestała chodzić do kościoła, usłyszała od znajomych, że wybrała łatwiejszą drogę. Jednak dla niej wcale nie było to proste. Czuła, że zostawia za sobą coś bardzo ważnego, co przez lata było częścią jej tożsamości. Mimo że obecnie czuje się zdystansowana od Kościoła i rozważa apostazję, wciąż są rzeczy, za którymi tęskni. Przede wszystkim za uczuciem pewności i zaopiekowania.

„To jest trochę jak taka wyrwa po kimś, kto umarł. Myślę jednak, że ta żałoba się już domknęła. Trwała około dwóch lat. W tym czasie było mi czasem przykro, że nie idę do kościoła. Ale nie czuję pustki, bo mimo że nie planuję wejścia do żadnej innej wspólnoty religijnej, to jest wiele opcji, które mogą tę pustkę zapełnić” – wyjaśnia.

Jedną z możliwości jest chociażby życie zawodowe. Jest psychoterapeutką, praca jest dla niej także pewną formą aktywizmu. „Towarzyszenie ludziom w ich zmianach, w stawaniu się dla siebie łagodniejszymi pochłania mnie też od strony emocjonalno-duchowej. Nie myślałam wcześniej, że może być to zamiennikiem życia duchowego, lecz teraz widzę, że chyba faktycznie trochę tak jest” – mówi.

Wciąż trudnym momentem jednak są dla niej Święta Wielkanocne. „Wielki Piątek jest dla mnie najbardziej problematycznym dniem w roku, bo wtedy nie wiem, co ze sobą zrobić. Nie wyobrażam sobie, żebym poszła na Triduum, ale nie umiem też traktować tego dnia jak każdego innego w roku” – wspomina. Póki co jednak obserwuje siebie i być może w kolejnym roku spróbuje zapełnić ten brak medytacją lub czytaniem Pisma Świętego. Bo mimo że Marta odeszła z Kościoła, wciąż w swoich rozważaniach korzysta ze znajomych sobie chrześcijańskich historii, jednak wychodzi z nimi daleko poza kontekst jedynie religijny.

Monika nie zna osobiście osób, które zdecydowały się na odejście z Kościoła katolickiego, lecz podejrzewa, iż sporo z nich odchodzi dlatego, że zawiedli się na ludziach. „Nie chcę nikogo takiego oceniać, bo to są na pewno często bardzo bolesne sytuacje i myślę, że po doznanej w Kościele krzywdzie trzeba być silną osobą, żeby zostać. Ale mam też z tyłu głowy, że wiara nie opiera się na księdzu, który przecież nie zawsze właściwie się zachowuje” – podkreśla.

Wspomina o tym także dr Anna Szwed, adiunktka w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmująca się socjologią religii, która badała głęboko wierzące katoliczki. „Są osoby, które pomimo krytycznego stosunku do hierarchów ciągle pozostają religijne i czują związek z Kościołem katolickim jako z instytucją, ponieważ uznają go za reprezentanta religii. Znam kobiety, które deklarują się jako katoliczki, czytają codziennie Biblię, modlą się, a jednocześnie szukają alternatywnych źródeł i praktyk, jakie pozwolą im pogłębiać swoją religijność i finalnie pozostać w Kościele. Bywa, że alternatywą dla tego, co mówi ich proboszcz i co oferuje im lokalna parafia, stają się wspólnoty online” – mówi. Dodaje, że jest wiele osób, które bardzo głęboko przeżywają przestępstwa księży popełniane wobec dzieci, jednak utożsamiają się z Kościołem jako ze wspólnotą ludzi, a nie z hierarchią. Przynależność do Kościoła katolickiego pozostaje dla nich bardzo ważna.

Monika wspomina, że sama nigdy nie miała wątpliwości co do tego, co głosi Kościół. W kontekście osób homoseksualnych wskazuje na dezinformację, mówiąc, że nie do końca wszyscy mają świadomość, jakie jest właściwie nauczanie Kościoła w tym zakresie. Dodaje, że sama też nie zna bliżej takich osób. Według niej wielu ludziom brakuje chęci zrozumienia tego, że pewne rzeczy w katolicyzmie się nie zmienią.

„Nie do końca rozumiem ludzi, którzy atakują Kościół za to, że ma swoje przekonania. Jeśli komuś one nie odpowiadają, to nie rozumiem, w jaki sposób są im one narzucane” – mówi.

Na kwestię odejścia z Kościoła innych osób Monika patrzy dwutorowo.

— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

Kup numer