Subskrybuj
Ilustracja: Aleksandra Wichowska
Ilustracja: Aleksandra Wichowska
Prozaiczka, autorka powieści Niejedno (Drzazgi 2021), za którą otrzymała Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza. Doktorka nauk społecznych, adiunktka na UJ CM, gdzie zajmuje się gerontologią. Mieszka w Krakowie

Absolwentki

„Dojrzałość” – to słowo powinno być zakazane. Człowiek nie arbuz. Choć z wiekiem coraz trudniej utrzymać dawne kształty. To nie iluzja, a szkoda. Ciągle do tego wracam, wiem. I często o tym myślę. Też tak masz?

Look for the girl with the sun in her eyes

And she’s gone

(Lucy in the Sky with Diamonds)

 Nigdzie nie jadę, pomyślałam dziś rano, stojąc przed lustrem i popijając tabletkę kranówką cieknącą z łódki dłoni. Pomyślałam raczej bez żalu – bałam się. Nagle. Choć przecież wcześniej cieszyłam się na to spotkanie. Rozmowy, opowieści, co u mnie, co u ciebie, poza tym, co widać na Fejsie. Ciekawość, pierwszy stopień gdzieś tam. W dodatku zamierzałam się podobać, a chłodne lustro pokazywało, co pokazywało. Szara cera i cienie pod oczami po krótkiej, upalnej nocy, porannym bólu głowy, przez który straciłam kształty i proporcje. Efekt napięć, nie inaczej. Ale się jednak zebrałam. * Moje życie? Dziwne pytanie. Jest jak film z ładnymi zdjęciami, za to scenariusz ma dość banalny. I z pewnością za długi – wszyscy w mojej rodzinie umierają w wieku prawie stu lat. Oprócz tych z nałogami: ci żyją znacznie krócej, ale to nie mój przypadek. Codziennie w drodze do pracy mijam akademię muzyczną, adepci pilnie ćwiczą, najczęściej pianino lub skrzypce, czasem trąbka, od murów odbijają się dźwięki, jest rano, zazwyczaj chłodno lub zimno, bo lubię się ubrać za cienko (jasne, tak samo miałam w liceum), miasto wygląda jak wycięte z albumu: stylowe elewacje, kolory prawie jak w sepii, nie to co w tej naszej mieścinie, wszystko w jaskrawej zieleni, bladym różu, niebieskich pastelach (jak można pomalować tak Rynek?), a ja mam poczucie odrealnienia. Jest za ładnie, za gładko, za czysto. Poranki to tylko przykład. Dom, praca, weekendy, wieczory. Zachody słońca z balkonu. Gwiazdy. Oglądam świat trochę z boku, jak film, w którym gram jakąś rolę. Jestem niezłą aktorką, kino jest niezaangażowane, dźwięk dobry, obraz aż za ostry, efektów brak. Amant bardzo przystojny, ja też niczego sobie. Taki powolny romans. Sama się w nim obsadziłam? Być może. * Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Początek roku, nowa szkoła, msza na otwarcie. Siedziałam na murku przed katedrą, bo nie chciało mi się wchodzić do środka. Byłam w granatowej sukience kupionej dwa, może trzy lata wcześniej, z dużym białym kołnierzem. Miałam skórzaną torebkę po matce, wiesz, taką góralską, w tłoczone kwiatki. I lakierki. Ojciec kazał mi się tak ubrać. Czułam się jak pensjonarka,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dobre życie w chaotycznym świecie