W papierowym wydaniu Miesięcznika ZNAK artykuł ukazał się pod tytułem Pigułka szczęścia
Po raz pierwszy – jako licealistka ubrana na czarno, wściekła na system (szkolny), nakaz (rodzicielski), niepowodzenie (miłosne) – czytałam tę książkę bez okładki i pierwszej strony (wydarte). Nie miałam pojęcia, jaki nosi tytuł i kto ją napisał, ale wiedziałam, komu jest zadedykowana: „Mamusi, która miała za męża mojego tatusia”. I to właśnie zdanie połknęło mnie jak przynętę.
Dałam się uwieść tym historiom (opowiadaniom) prościusieńkim, zmysłowym, krzepiącym, groteskowym i słodkim.
Snutym z perspektywy człowieka…