Subskrybuj
Ilustracja.: Paweł Smardzewski
Dziennikarz, pisarz i wykładowca. Autor powieści kryminalnych, twórca nowego gatunku literackiego – powieści neomilicyjnej. Laureat Nagrody Wielkiego Kalibru oraz dwukrotny laureat Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru.

Kto ma w głowie olej…

Teofil uniósł kanapkę, żeby zagryźć, ale zrobił to tak niezgrabnie, że ryba zleciała mu na krawat, odbiła się i wpadła w przestrzeń między bluzą mundurową i koszulą. Próbował zetrzeć ślady sosu, ale wtarł je tylko głębiej. Gdy wezwał go porucznik Wróbel, nie było czasu na przebranie, musiał iść brudny. A teraz, gdy wyszedł po spotkaniu na korytarz, dostało mu się za ten krawat i rybę. O wódce, którą pewnie było od niego czuć, Wróbel nie wspomniał.

Ulica pachniała chlebem. Zapach był tak intensywny, że kolejarz Szczepan Fiołek pomyślał nawet, czy aby nie zawrócić i nie pójść do piekarni przy Małych Garbarach, tej, której komin był dobrze widoczny, bo zarys ceglanej bryły ostro kontrastował z niebem rozświetlanym pierwszymi promieniami budzącego się dnia. Gdyby był głodny, pewnie ten zapach wygrałby z jego dość słabą silną wolą. Na szczęście pół godziny temu zjadł dwie pajdy chleba, które żona posmarowała mu smalcem ze skwarkami, posoliła grubą solą i do tego podała kubek kawy zbożowej z mlekiem. Był więc objedzony i opity jak bąk i nic mu do szczęścia nie było więcej potrzeba jak papierosa. Fiołek przystanął, sięgnął do kieszeni płaszcza i wydobył z niej paczkę sportów, i zaczął szukać zapałek, poklepując się po kieszeniach. Nie znalazł. Spojrzał przed siebie. Na chodniku nie było nikogo, od kogo mógłby odpalić. Pora była zdecydowanie za wczesna. O czwartej nad ranem po mieście nie jeździły jeszcze tramwaje, a i robotnicy spali we własnych łóżkach. Co innego kolejarze, bo im rytm wyznaczały godziny służby, dostosowane do rozkładu jazdy pociągów. Po prawej, w kamienicy narożnikowej przy skrzyżowaniu z Bożniczą, był sklep monopolowy. Zdziwiony, dojrzał tam Żuka z plandeką i z opuszczoną tylną klapą. Drzwi do sklepu były szeroko otwarte. Zaciekawiony, podszedł bliżej. Stojąca na chodniku przy skraju jezdni latarnia, jedna z nielicznych na tej ulicy, była włączona i dzięki niej widać było wszystko dokładnie. Zobaczył na pace kilka skrzynek wódki. Zrozumiał więc od razu, w czym rzecz. To była nocna dostawa, żeby od rana spragnieni ludzie mogli nabyć tu towar pierwszej potrzeby. W tej chwili ze środka wyszedł facet ubrany w marynarkę z lujówką na głowie. W dłoniach trzymał dwie skrzynki wódki. Ich spojrzenia się spotkały. – Nastąp się pan, bo towar się roztrzaska – warknął chropowatym głosem i Fiołek odskoczył do tyłu. Gość w czapce podszedł do samochodu i sprawnie wrzucił skrzynie na pakę. Odwrócił się do kolejarza i spojrzał na niego uważnie. – No co, panie kolejarz, wypiłoby się flaszeczkę po służbie? – Ja jestem dopiero przed – wyjaśnił Fiołek. – No trudno – stwierdził konwojent. – Masz pan tu łyka na dobry dzień. – Chwycił butelkę Wyborowej, sprawnie zdarł aluminiowy kapsel i podał Fiołkowi. – Ale ja chciałem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Pułapki samorozwoju