Ekonomiści lubią przedstawiać samych siebie jako ludzi twardo stąpających po ziemi. Ich nauka jawi im się – inaczej niż abstrakcyjne bajania humanistów – jako obiektywna i osadzona na stabilnym fundamencie. Skomplikowane wzory oraz precyzyjne obliczenia, których pełno na kursach ekonomii, zdają się potwierdzać ten pochlebny autoportret, czyniąc z ekonomii młodszą siostrę matematyki, nowożytnej królowej nauk. Jak w znakomitej książce Król liczb. Szkice z metafizyki kapitalizmu pokazuje Bartosz Kuźniarz, ten obraz to jednak złudzenie. A może nawet coś więcej: jedna z najbardziej niebezpiecznych nowoczesnych iluzji.
Kuźniarz, filozof i tłumacz, adiunkt na uniwersytecie…