Fot. Więź
Sebastian Duda lipiec-sierpień 2021

Książka niebezpieczna?

Jezus Niechrystus to pochwała transgresji i świadectwo radykalnego odrzucenia chrześcijaństwa, które może okazać się atrakcyjne dla ludzi rozczarowanych Kościołem.

Artykuł z numeru

Sztuka zachwytu

Czytaj także

Tadeusz Zatorski

Jezus dla ateistów (ale tylko katolickich)

Nie ukrywam, że rozgłos, z  jakim zrazu spotkał się Jezus Niechrystus Piotra Augustyniaka (czego dowodzą kolejne dodruki tej książki), nieco mnie zdziwił. W lekturze najmniej chyba przeszkadza niejednorodność stylistyczna tego dzieła, o której zresztą sam autor pisze na wstępie: „Esej ten można czytać na różne sposoby. Są w nim fragmenty autobiograficzne i okruchy reportażu. Są moje osobiste przemyślenia o tym, co najważniejsze w życiu (…). Są również elementy eseju krytycznoliterackiego, lżejszego od niego felietonu, ale też fragmenty prawdziwej filozoficznej spekulacji. (…) Mam nadzieję, że przynajmniej trochę udało mi się te konwencje pomieszać. Nie z przekory, ale dlatego, że staram się tu opowiedzieć coś, co samo w sobie jest niekonwencjonalne, bo dotyczy natury Życia, nieprzeniknionego i zaskakującego” (s. 11). Stylistyczny patchwork nie stał się jednak przeszkodą dla czytelniczego sukcesu. Najwyraźniej Augustyniak zdołał poruszyć w swej książce to, co aktualnie dotyka wiele osób.

Jezus marzyciel?

Jezus Niechrystus jest przede wszystkim bowiem opowieścią o  odejściu od przedstawienia postaci Nazarejczyka, którą od samego początku proponuje chrześcijaństwo.

Spektakularny kryzys instytucji i  przekazu Ewangelii, z którym mamy ostatnio do czynienia w Kościele katolickim, stał się przyczyną coraz powszechniej występującej wątpliwości, czy to, co głosi ów Kościół (a także inne chrześcijańskie wspólnoty) na temat Jezusa, jest wiarygodne. Wątpliwość ta spotyka się z przyjmowaną tu i ówdzie za „naukowy pewnik” rezerwą w odniesieniu do religijnych i teistycznych dyskursów, w których Bóg, jak się zakłada, jest gwarantem podtrzymywania różnych form społecznej niesprawiedliwości oraz wszelkich nastawionych antywolnościowo systemów i kultur.

Augustyniak sugeruje, że oczyszczenie postaci Jezusa z naleciałości kościelnych interpretacji, które każą widzieć w  Nazarejczyku Zbawiciela i Bożego Pomazańca (czyli Chrystusa – zgodnie z greckim znaczeniem słowa christos – „namaszczony”), jest nie tylko możliwe, ale w obecnej dobie nawet niezwykle pożądane. Pomysł napisania o  tym książki narodził się, jak relacjonuje krakowski filozof, podczas słuchania w samochodzie sławnej piosenki Johna Lennona Imagine. Miało to miejsce w Wielki Piątek 2019 r. Augustyniak wyznaje szczerze: „To, co mi się odsłoniło w czasie słuchania tej piosenki, to postać Jezusa marzyciela – takiego, który swoim marzeniem zaraża i  podpala świat. Zobaczyłem go więc jako podżegacza, kogoś na antypodach bujającego w  obłokach, rozmarzonego uciekiniera od twardych i trudnych do zniesienia realiów świata. Jego marzenie wydało mi się wielkie i niepokojące, a zarazem jakże pociągające i krzepiące: wyobraź sobie świat bez tego, co dzieli. Bez granic, bez religii, bez wszelkich ideologii. Bez tego wszystkiego, co oczekuje ofiary z naszego życia, lub – co na jedno wychodzi – tego, że będziemy w jego imię zabijać. Wyobraź sobie prawdziwą wolność: wielką, otwartą, wolną przestrzeń we własnej głowie i sercu – tak szeroką jak niebo. I życie w kontakcie z tą oto, tu i teraz chwilą. Pełnia życia nie jutro, nie za rok, ale dzisiaj. Bez uciekania – w poszukiwaniu uzasadnienia tego, że się żyje i po co – w wizje raju i piekła. Wyobraź sobie, że nie ma tego wszystkiego, jest Życie – wspaniałe, niesamowite, jedyne” (s. 7).

Dlaczego jednak ta quasi-mistyczna wizja „Jezusa marzyciela” ma nieść z  sobą również natychmiast uwolnienie od chrześcijańskiej chrystologii? Augustyniak sugeruje, że dzieje się tak z jednego podstawowego powodu: owej wizji towarzyszyła świadomość odrzucenia podstawowej prawdy doktrynalnej Kościoła: „Jezus nie zmartwychwstał po swojej śmierci, Jezus był zmartwychwstały za życia, był zmartwychwstały, zanim umarł. Oto jest wydarzenie, na którego tropie jest chrześcijaństwo, ale go nie pojmuje (…). To wydarzenie dotknęło, niczym rażenie pioruna, uczniów po śmierci Jezusa i wyraziło się w ich magicznych relacjach o spotkaniu Zmartwychwstałego” (s. 21).

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Zatem początkiem wiary najbliższych towarzyszy Jezusa z Nazaretu (za którymi poszli i idą uznający Nazarejczyka za Chrystusa chrześcijanie wszystkich wieków) było coś na kształt zapośredniczonego w magii doświadczenia. Augustyniak przyznaje jednak, że mimo wszystko odnosiło się ono do osoby, słów i czynów prawdziwego człowieka, który, choć umarł haniebną śmiercią na krzyżu, stał się po swym zgonie impulsem do działania dla ludzi uznających Go za podniesionego z martwych przez Boga, a – ostatecznie – tożsamego z  samym Bogiem. Tak oto narodził się „system kościelny” (termin Tomasza Polaka), obecny do dziś we wszystkich wyznaniach, których fundamentem jest przekonanie, że Jezus z Nazaretu to Syn Boży. Chrześcijanie od początków Kościoła powtarzają bowiem za Pawłem z  Tarsu: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15, 14).

Jezus historyczny?

Tę chrześcijańską wiarę, która była jego udziałem przez lata, Augustyniak utracił (głównie, jak wolno mniemać, z  powodu kontaktu z  przemocą generowaną w  „systemie kościelnym”, która mocno i wyraźnie odsłoniła się w ostatnim czasie przed sporą grupą osób także w Polsce). Postać Nazarejczyka nie przestała być jednak dla krakowskiego filozofa ważna, bo, jak przyznaje, rozpoznał w nim kogoś o bardzo podobnym do swojego doświadczeniu. Pisze tedy o Jezusie, że „był to ktoś doświadczający jedności z Życiem, oddychający wolną od opresji Boga-Władcy Boskością, w której jesteśmy intymnie zanurzeni. Jeśli nie dostrzegałem tego w Jezusie, to dlatego, że dałem się omamić kościelną doktryną” (s. 150).

By się uwolnić od wpływu tego „omamu”, Augustyniak przywołuje badania nad kwestią tzw. Jezusa historycznego (przede wszystkim, jak się zdaje, w wersji Gezy Vermesa), za którymi jednak nie zawsze wystarczająco krytycznie podąża.

Za naukowo dowiedziony pewnik przyjmuje np. metodologiczne założenie, że słynne, rekonstruowane we współczesnej biblistyce na podstawie Ewangelii Mateusza i Łukasza źródło Q to zapis będący najwierniejszym z dostępnych historycznych dokumentów przekazem autentycznych słów Nazarejczyka.

Tymczasem dla filozoficznego projektu Augustyniaka dużo odpowiedniejsza wydaje się Ewangelia Jana, skoro, jak konstatuje krakowski filozof, „Jezus przeżywał swoje istnienie jako chwilową formę boskiego Życia. Doświadczał samego siebie jako jego »wcielenia« i pozostawał z nim w ekstatycznym połączeniu. Wiedział zarazem to, czego [kościelny] dogmat już wiedzieć nie chce, że tak pojęty dogmat jest prawdą o każdym człowieku” (s. 150–151). Ostatecznie to w  Janowej Ewangelii Jezus mówi przecież, że jest „zmartwychwstaniem i życiem” (por. J 11, 25; wedle Augustyniaka w ten sposób siebie i swoje doświadczenie mogłoby opisać w pełni adekwatnie raczej tylko kilka postaci w dziejach ludzkości, m.in. Budda i być może John Lennon). Augustyniak zakłada jednak, że czwarta Ewangelia powstała późno, długo po śmierci Jezusa. W związku z tym zamazuje ona mocno autentyczne słowa i czyny Nazarejczyka chrystologicznymi „omamami” Kościoła.

Na czym zatem wedle krakowskiego filozofa polegała Jezusowa autentyczność? Przede wszystkim na transowym wyjściu z codziennej troski o byt materialny, rodzinę, prestiż społeczny, władzę, religijny rytuał i tym podobne cechy tzw. dobrze spełnionego człowieczeństwa. Nazarejczyk nic zaś z takowym nie chciał mieć wspólnego. „Jezus pozostaje w  styku z Boskością Życia, od której ludzie sami się odgradzają. Jezus przypomina o  niej, świadczy o  niej, wyznacza drogę powrotu do niej. I zwraca uwagę, że tylko troska, czyli zatroskanie o swoje trwanie, może powstrzymać (a dokładnie: przesłonić) jej przepływ w nas. Gdy Jezus wzywa swoich naśladowców do ekstremalnego ćwiczenia się w transgresji, robi to więc po to, żeby poprzez uwolnienie od troski otworzyć ich na Boskość Życia. Tymczasem tradycja chrześcijańska oswoiła te ćwiczenia, traktując je jako zachętę do mdłej dobroczynności i słodkiej miłości bliźniego” (s. 68–69) – pisze Augustyniak.

Zdaniem krakowskiego filozofa taka Jezusowa tęsknota do transgresji cechowała nie tylko wyrzucającego chrześcijaństwu resentyment Fryderyka Nietzschego, ale przede wielbiących Życie (zoe) starożytnych Greków, którzy potrafili w ekstatycznym czasie (kairos) złamać nudę czasu (kronos) wyznaczanego przez troskę. Jezus musiał być podświadomie dziedzicem owej starogreckiej tradycji, skoro odsłonił przed swymi uczniami (przed każdym z nas?) możliwość transu uwalniającego w kierunku bezosobowej Boskości. Wedle Augustyniaka takie transgresyjne uwolnienie (a przynajmniej jego przeczucie) można wyczytać również w zapisach przywołanych w książce Mistrza Eckharta, Melville’a, Bułhakowa, Kawafisa, Deleuze’a. A także – do pewnego stopnia – we własnym doświadczeniu egzystencjalnym krakowskiego filozofa.

*

Jezus Niechrystus to nie jest jednak tylko pochwała wychylonej ku Boskości Życia transgresji (taką trudno jednak byłoby praktykować na serio bez przykrych życiowych – sic! – konsekwencji). To przede wszystkim świadectwo radykalnego odrzucenia chrześcijaństwa, w którym po raz kolejny przywołany został (potępiony już w Nowym Testamencie jako błąd niejakich Hymenajosa i Filetosa – por. 2 Tm 2, 17–18) motyw zmartwychwstania przed biologiczną śmiercią. Nie wątpię, że owo świadectwo może być atrakcyjne dla ludzi odchodzących od – głoszonej przez skompromitowany w  ich oczach Kościół – wiary w Jezusa jako Chrystusa. Z chrześcijańskiej perspektywy książka Augustyniaka jest zatem niebezpieczna, bo – choć „transowy Niechrystus” raczej w ostatecznym rozrachunku nie zostanie uznany przez wielu za poważną, egzystencjalną propozycję – porzucenie chrześcijaństwa zdać się im może jedyną dopuszczalną moralnie opcją. Tym bardziej warto przypominać, że „mdłej” etyki miłości bliźniego raczej nie jest w stanie zastąpić wiodąca ku Boskości Życia, ale i prawdopodobnie bardzo moralnie destrukcyjna transgresja. Beztroskie wychylenie ku bezosobowej Boskości Życia może bowiem oznaczać również odmowę troski o inne osoby – także te, które mają słuszne prawo prosić nas o wsparcie.

Piotr Augustyniak

Jezus Niechrystus

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2021, s. 192

Kup numer