70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ilustracja przedstawiająca mesmeryzm pochodząca z książki Ebenezera Sibly'ego "A Key to Physics and the Occult Sciences" wydanej w Londynie w 1794 r. Fot. Alamy/BE&W

Historia psychiatrii, czyli pole minowe

Obłąkanych w okresie przedpsychiatrycznym odnajdziemy w najróżniejszych miejscach. Są w przytułkach u braci miłosierdzia, w Tollhäuserach (domach wariatów) i w „szalonych kamienicach”. Przez wieki szaleniec będzie zmieniał swój status, raz jako opętany, innym razem jako „święty”, czarownica czy „wioskowy głupek”.

Historią psychiatrii zajmuję się systematycznie od kilkunastu lat, a mimo to opowiadanie o początkach tej dyscypliny, śledzenie sposobów kształtowania się pojęcia choroby psychicznej i przywoływanie najważniejszych wydarzeń z dziejów szpitali psychiatrycznych wciąż nastręcza mi wielu trudności. Sama historia psychiatrii jest bowiem stosunkowo nową i niespokojną dziedziną wiedzy. Co więcej, stanowi ona, jak zauważa znany badacz przeszłości nauki o zaburzeniach psychicznych Edward Shorter, „istne pole minowe”. Tu wystarczy jedno nowe odkrycie, jeden nowy dokument, a rozbita zostanie w proch cała argumentacja danego historyka psychopatologii. W żadnym innym dziale historii medycyny nie znajdziemy też tak burzliwych polemik między specjalistami, tylu sporów, przeciwstawnych obozów i wykluczających się wizji przeszłości badanej dyscypliny co tutaj.

W licznych nieporozumieniach dotyczących korzeni psychiatrii zastanawia mnie kwestia, w jakim stopniu spory o przeszłość tej dyscypliny wiedzy i praktyki w istocie maskują konflikty dotyczące jej statusu we współczesnym świecie. Szczególnie odpowiedź na pytanie o początki myślenia psychiatrycznego stanowi wsparcie dla poglądów głoszonych przez zwolenników bądź przeciwników psychiatrycznego sposobu klasyfikowania i leczenia osób cierpiących psychicznie. W badaniach nad kształtowaniem się pojęcia choroby psychicznej chodzi zatem nie tyle o wojnę wczorajszą, ile o dzisiejszą. Zwykle nie dostrzegamy niebezpieczeństw zawartych w języku tej dyscypliny. Lecz taki język nie jest niewinny.

Myślę, że właśnie dlatego tak trudno przejść z metaopowieści do samej opowieści o historii psychiatrii. Ilekroć zbliżam się do opisu jakiegoś wydarzenia z przeszłości szpitali psychiatrycznych, napotykam mur niejednoznaczności. To nie jest prosta historia, jeśli takie w ogóle istnieją. Jednak w drapieżnym skrócie można by przecież dzieje psychiatrii przedstawić dość łatwo. Historia ta zaczynałaby się pod koniec XVIII w. w paryskich szpitalach Salpêtrière i Bicêtre. Pierwszymi jej bohaterami byliby twórcy „terapii moralnej”: Philippe Pinel – uważany za ojca psychiatrii, William Tuke – założyciel nowoczesnej instytucji dla chorych umysłowo Retreat w Anglii i działający we Florencji Vincenzo Chiarugi. Następnie na scenę wkraczałby obóz przeciwny: somatycy, którzy chorobę umysłową rozumieją jako zaburzenie uwarunkowane wyłącznie zmianami w ciele, zwolennicy Gehirnmythologie (mitologii mózgowej), z Wilhelmem Griesingerem na czele. Kolejno pojawiliby się freudyści ze swoim wywrotowym sposobem myślenia o chorobach umysłowych i z uwzględnianiem nieświadomości. A po nich następni rewolucjoniści: ci od zwrotu psychofarmakologicznego, a dalej ci od antypsychiatrii. Opowieść kończyłaby się dzisiaj, gdy nie mamy zintegrowanej wizji psychiatrii, lecz wiele zwalczających się podejść. Dlaczego więc chcący zrozumieć przeszłość psychiatrii głębiej, niż proponują to popularnonaukowe komiksowe opisy historii psychiatrii, nie mogą poprzestać na tym skrócie?

Niektórzy twierdzą, że historia szpitali psychiatrycznych stwarza szczególnie podatne pole dla chwytliwych koncepcji mówiących o tym, że psychiatria powstała, by zamykać w tych cieszących się złą sławą instytucjach wszystkich, którzy zakłócają porządek społeczny: odmieńców, buntowników, osobników w jakiś sposób niewygodnych politycznie. W tej interpretacji nie chodzi już nawet o zaszyfrowane w dyskusjach nad wartością psychiatrii spory o jej przeszłość i teraźniejszość, ale o znacznie szersze debaty na tematy społeczno-polityczne.

Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że historia psychiatrii stała się jednym z narzędzi rozwiązywania współczesnych konfliktów. A odmienne wizje przeszłości omawianej dziedziny biorą się z obecnej niezgody na jedną spójną definicję pojęcia normy i zaburzenia psychicznego.

Po jednej stronie tej batalii stoją więc zwolennicy klasycznej historii psychiatrii (zwanej również akademicką), którzy silnie podkreślają jej rozwojowy charakter, a choroby psychiczne traktują jak wszystkie inne choroby somatyczne. Z takiego podejścia wyłania się obraz psychiatrii jako nauki opartej na gromadzeniu faktów o zaburzeniach psychicznych. Przeciwnicy takiego myślenia – nieklasyczni historycy psychiatrii (nazywani również rewizjonistami) – chorobę umysłową traktują nie tyle jako „realną chorobę”, ile jako konstrukt społeczny. To ujęcie krytyczne wobec wizji postępu wiedzy w psychiatrii. Obydwa obozy toczą zażartą walkę, która w równej mierze dotyczy przeszłości psychiatrii, jak i jej teraźniejszości. Ta walka również ma swój specyficzny początek.

Moda na historię psychiatrii
Osobliwa moda na historię psychiatrii pojawiła się wraz z rozkwitem ruchu antypsychiatrycznego, będącego odrodzeniem idei romantycznych, kiedy to obłęd był ujmowany w kategoriach katalizatora zachowań twórczych. Za inicjatora krytycznego podejścia do dziejów psychiatrii uważany jest węgierski psychoanalityk Thomas Szasz. Początki tego nurtu przypadają na lata 60. XX w. Wtedy to wydano sztandarowe dzieło Szasza Mit choroby psychicznej, gdzie wyrażony został sprzeciw wobec psychiatrów. Sprzeciw ten nie dotyczył jednak ich nadzoru nad pacjentami, ale tego, że nazywali siebie naukowcami. Ojciec antypsychiatrii proponuje, by wyrażenie „choroba psychiczna” potraktować jako metaforę, figurę językową i na jej miejsce wprowadzić eufemistyczne określenie „zaburzenia psychicznego”. Miał być to pierwszy krok na drodze obalenia głównych fałszywych konstruktów myślowych współczesnej psychiatrii.

Podwaliny pod koncepcje antypsychiatryczne na płaszczyźnie praktycznych działań położyła kontrowersyjna organizacja scjentologiczna. Założył ją w roku 1951 Lafayette Ronald Hubbard jako swoistą alternatywę dla psychologii, psychoterapii i właśnie psychiatrii, a zatem dla dziedzin, które według nauk scjentologów miały przyczynić się do śmierci wielu ludzi. Prawdziwie leczące były zgodnie z tym podejściem jedynie tzw. technologie Hubbarda. Kościół scjentologiczny w swych początkach zasadzał się więc na ataku m.in. na psychiatrię. Dopiero następna dekada przeniosła ową krytykę na płaszczyznę teoretyczną. I choć sama antypsychiatria niejednokrotnie odcinała się od scjentologii, to obydwa ruchy połączyły swe siły, by stosunkowo niedawno, bo w roku 2005, otworzyć w Los Angeles szokujące muzeum „Psychiatria: Przemysł Śmierci”, poświęcone mrocznej stronie nauki o terapii osób chorujących psychicznie.

To właśnie powyższe zjawiska doprowadziły do przewrotu w historycznych badaniach nad psychiatrią, która odtąd przestała być postrzegana w tradycyjny sposób: w kategoriach rozwoju i kumulacji wiedzy o osobach chorujących psychicznie i sposobach ich leczenia. Przyczyniła się do tego jeszcze jedna niezwykle ważna postać: Michel Foucault, którego myśl konwencjonalnie opatrywano etykietą antypsychiatrii, czemu zresztą sam autor Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu konsekwentnie się sprzeciwiał. Foucault nie tyle zastanawiał się bowiem nad realnością choroby umysłowej, ile sugerował, że posługiwanie się tym określeniem jest niebezpieczne. Przypisuje się mu trzecią drogę w podejściu do historii psychiatrii, obok klasycznego i antypsychiatrycznego widzenia dziejów tej dziedziny. Foucault stał na najbliższym mi stanowisku problematyzacji pojęcia choroby psychicznej. Wskazywał, że nie można go używać niewinnie, podobnie jak trudno pisać o prostym postępie w historii nauki o zaburzeniach psychicznych. Co więcej, wywołał swoiste zamieszanie wokół wartościowania samych narodzin psychiatrii, o którym to zamieszaniu muszę napisać nieco więcej.

Mit początków psychiatrii nie mógł być przyjmowany z tą samą naiwnością co historie narodzin innych dziedzin wiedzy medycznej, również z powodu oczywistego związku psychiatrii z psychoanalizą. Szczególnie że twórca tej drugiej zasłynął z rewizjonistycznej wizji historii i przywiązania do prowadzenia demaskatorskich badań nad początkami jako kluczem do zrozumienia danego zjawiska. Z podejrzliwością wobec przeszłości wiąże się szczególnie jeden z tekstów Zygmunta Freuda Romans rodzinny neurotyków (Der Familienroman der Neurotiker) z roku 1909, gdzie przedstawiona zostaje fantazja dziecka o byciu adoptowanym. Jak zauważa Maria Janion, „Freuda najbardziej fascynował Familienroman, czyli scenariusz jednego z podstawowych fantazmatów, dotyczący początków i pochodzenia”.

Trudne początki psychiatrii
Tym trudniejsza robi się odpowiedź na pytanie, jak narodziła się psychiatria. Już w sam kontekst powstania nowoczesnego szpitala psychiatrycznego wpisana jest niejednoznaczność. Mamy rok 1793. Paryż po rewolucji francuskiej, w którym znajdujemy dwa szpitale ogólne (hôpitaux généraux): Bicêtre przeznaczony dla mężczyzn i Salpêtrière dla kobiet. Status tych instytucji, w których trzymano głównie obłąkanych, był różny od innych szpitali. Miejsca te pełniły funkcje nadzorcze, a nie lecznicze. Rząd jakobiński powierza wówczas kontrolę nad obydwoma szpitalami stosunkowo młodemu, bo zaledwie 38-letniemu, lekarzowi – wspomnianemu Pinelowi. Ten z kolei w reformatorskim geście rozkuwa z kajdan obłąkanych w Bicêtre, co zresztą uwiecznione zostało na wielu obrazach. Warto jednak zaznaczyć, że samo polecenie wydał ówczesny dyrektor szpitala Jean-Baptiste Pussin. Dwa lata później Pinel ponawia ten ruch w Salpêtrière, gdzie pełni już funkcję dyrektora.

Ten symboliczny gest z roku 1793 stanowi osobliwy mit założycielski psychiatrii. Osobliwy, bo nie ma zgody co do tego, czy Pinel postąpił słusznie. W końcu francuski lekarz zastąpił łańcuchy kaftanami bezpieczeństwa. Lecz nie o środki przymusu tu chodzi, tylko o to, jak zinterpretować tak zarysowane narodziny psychiatrii. Jedni sądzą, że dopiero za sprawą Pinela dostrzeżono w szaleńcu już nie tyle zbrodniarza, ile człowieka chorego, cierpiącego, potrzebującego medycznej pomocy. Inni, przedstawiciele nieklasycznych historii psychiatrii, zdają się interpretować ten fakt zgoła przeciwnie: jako posiadający dla samych obłąkanych negatywny wydźwięk. Z jednej strony progresywna historia psychiatrii wskazuje na ten moment jako na początki psychiatrii uważanej od tej pory za samodzielną dyscyplinę wiedzy i humanitarną dziedzinę praktyk terapeutycznych. Z drugiej strony mamy hipotezę „wielkiego zamknięcia” autorstwa wzmiankowanego Foucaulta. Hipotezę mówiącą, że w dobie klasycyzmu dokonano masowego internowania wykluczonych, do których zaliczano szaleńców, a ich domniemany akt uwolnienia przez Pinela miał w istocie utrwalić izolację obłąkanych poprzez wykluczenie ich ze sfery rozumu. Po latach Foucault podczas wykładów w Collège de France nieco zmodyfikuje swoją interpretację rewolucji psychiatrycznej. Położy nacisk na kluczowy dla zrozumienia, czym jest psychiatria, problem władzy. Jednak wciąż Pinel, jako ojciec tej dyscypliny, będzie traktowany jako osoba, która posiada wiedzę, a zatem władzę nad obłąkanymi. Sztandarowa postać nowożytnej psychiatrii przestaje być bohaterem, a staje się przedstawicielem władzy dyscyplinarnej, będącej warunkiem ukonstytuowania się wiedzy psychiatrycznej.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter