Nie ukrywam, że rozgłos, z jakim zrazu spotkał się Jezus Niechrystus Piotra Augustyniaka (czego dowodzą kolejne dodruki tej książki), nieco mnie zdziwił. W lekturze najmniej chyba przeszkadza niejednorodność stylistyczna tego dzieła, o której zresztą sam autor pisze na wstępie: „Esej ten można czytać na różne sposoby. Są w nim fragmenty autobiograficzne i okruchy reportażu. Są moje osobiste przemyślenia o tym, co najważniejsze w życiu (…). Są również elementy eseju krytycznoliterackiego, lżejszego od niego felietonu, ale też fragmenty prawdziwej filozoficznej spekulacji. (…) Mam nadzieję, że przynajmniej trochę udało mi się te konwencje pomieszać. Nie z przekory, ale dlatego, że staram się tu opowiedzieć coś, co samo w sobie jest niekonwencjonalne, bo dotyczy natury Życia, nieprzeniknionego i zaskakującego” (s. 11). Stylistyczny patchwork nie stał się jednak przeszkodą dla czytelniczego sukcesu. Najwyraźniej Augustyniak zdołał poruszyć w swej książce to, co aktualnie dotyka wiele osób.