70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wszystkie odcienie buntu

Historyk z Uniwersytetu Warszawskiego dowodzi, że lata 1956–1957 gruntownie przeorały polską rzeczywistość. Czy ten moment wypada uznać za nowy fundament funkcjonowania komunistycznego państwa i żyjącego w nim społeczeństwa?

To właśnie w okresie wyznaczanym symbolicznie dojściem do władzy Władysława Gomułki i zamknięciem tygodnika „Po Prostu” narodził się w Polsce realny socjalizm. Wtedy zakreślone zostały granice funkcjonowania nowoczesnych instytucji społecznych i ugruntowana została niezwykłość Polski w obrębie całego bloku sowieckiego. Jednak w książce Jerzego Kochanowskiego wcale nie dominuje wielka polityka.

Historycy wskazywali do tej pory niejednokrotnie, że gdyby stalinizm potrwał dłużej, to dla Polski miałoby to dewastujące konsekwencje. Być może zniszczona zostałaby niezależność Kościoła, niewykluczone, że pod presją Moskwy skolektywizowana zostałaby polska wieś. Jak wyglądałoby polskie społeczeństwo?

W oparciu o szerokie badania archiwalne, a także lekturę zróżnicowanej prasy i wspomnień Jerzy Kochanowski ukazuje Polskę połowy lat 50. – kraj przeorany społeczną inżynierią, okaleczony terrorem, a jednocześnie zdumiewająco żywiołowy, pełny witalności i nadziei.

W swojej książce odmalowuje on wielką społeczną reakcję na kilka lat rządów totalitarnych. Jest to w pewnym sensie kontynuacja zamysłu Pawła Machcewicza sprzed ćwierć wieku, który w Polskim roku 1956 pokazywał, że bunt społeczny przeciwko władzy był zjawiskiem powszechnym. Kochanowski idzie jednak znacznie dalej, ukazując różne odcienie tego buntu i wskazując na to, że sprawy ściśle polityczne nie zawsze znajdowały się na pierwszym miejscu. W kilkunastu problemowych rozdziałach zajmuje się wzrostem przemocy, rozluźnieniem obyczajów, eksplozją aspiracji (nie tylko materialnych) i masowym porzucaniem wzorców sowieckich.

Niezwykłe wrażenie robią rozważania o polskiej młodzieży. Wtłoczona przez totalitarny system w struktury mobilizacyjnych molochów, na czele ze Związkiem Młodzieży Polskiej, została de facto pozbawiona swojej młodości. Jeśli imprezy – to tylko masowe, jeśli muzyka – to marszowa, a miłość – w najlepszym razie platoniczna. Rok 1956 zdejmuje anatemę z zabawy i radości. To, co do tej pory wstydliwe albo cechujące kontestatorów systemu, staje się uprawione, dostępne. Drogę toruje sobie nie tylko muzyka jazzowa i awangardowa sztuka, ale również seks. Stalinowski ideał purytańskiego aktywisty partyjnego zostaje odłożony do lamusa. Towarzyszą temu inne wielopłaszczyznowe zmiany. Przejściowo dostępniejsze stają się nie tylko ubrania z Zachodu, ale też kwitnie eksport idei ponad żelazną kurtyną. Nierzadko są to idee brukowe, sprzeczne nie tylko z systemowymi pryncypiami, ale też z życzeniami większości rodziców. Młodzi coraz częściej chcą się bawić, szybko zarobić, wyśmiewają postawy altruistyczne. Kluczowe w latach 1956–1957 jest jednak nie to, że takie postawy pojawiają się po raz pierwszy, bo istniały też i wcześniej. Istotne jest natomiast, że stają się one dostrzegalne i zaczynają funkcjonować w dyskursie publicznym. Na tym przykładzie widać, jak „rewolucja międzypaździernikowa” odczarowała system komunistyczny. Odzierając go z romantyzmu, jednocześnie obnażyła wiele kłamstw.

Tak jak młodzież pozostawała bez młodości, tak ludzie interesu pozostawali w stalinizmie pozbawieni możliwości prowadzenia biznesu, a rzemieślnicy – swoich warsztatów. Tu również obserwujemy prawdziwie rewolucyjną zmianę. Nieco tylnymi drzwiami, ale jednak, powraca do Polski tzw. inicjatywa prywatna. Jest to przede wszystkim wymuszone niewydolnością sektora państwowego, który nie potrafi dobrze produkować, świadczyć usług na oczekiwanym poziomie ani osiągać zysków. Koncesje dla prywatnych przedsiębiorców szybko przeradzają się w paniczny odwrót sektora państwowego, powstrzymany dopiero autorytatywnymi decyzjami aparatu partyjnego. Przyczółki zdobyte w latach 1956–1957 były nieledwie herezją z punktu widzenia ideologicznego, ale pozwoliły na częściowe przynajmniej zracjonalizowanie rynku wewnętrznego w PRL.

Jednak przemiany z zakresie ekonomii były głębsze i bardziej dalekosiężne, wpływały na mentalność Polaków. Powszechnym pragnieniem stało się podniesienie standardu życia. Pieniądze stanowiły realny wyznacznik statusu, a ich zarabianie przestało być „groszoróbstwem”, stając się elementem oficjalnie afirmowanej postawy promodernizacyjnej. Wzorcem siłą rzeczy nie był – bo nie mógł być – Związek Radziecki; schizofrenia w tym zakresie okazała się zresztą charakterystycznym dziedzictwem popaździernikowej Polski. Oficjalnie propagowano osiągnięcia ZSRR, by w domowym zaciszu marzyć o niemieckim, francuskim, a zwłaszcza amerykańskim, standardzie życia. Pociągało to też za sobą marzenia o wyjeździe z Polski. Chciało tego zwłaszcza wielu młodych. Marzenie mogli jednak spełnić nieliczni, choć jeszcze w 1957 r. paszporty wydawano stosunkowo chętnie.

Rewolucja międzypaździernikowa to historia (przede wszystkim dużych) polskich miast oraz ludzi lepiej sytuowanych. W efekcie trudno mi pozbyć się wrażenia, że Kochanowski widzi Polskę w 1957 r. jako bardziej nowoczesną, niż była ona w rzeczywistości. Tracimy z oczu choćby całe spektrum problemów dotyczących wsi. Stalinowskie drogi szybkiego awansu zostały w latach 1956–1957 zamknięte. Czy z perspektywy mieszkańców wsi uznawano to za zmianę na lepsze? Położenie nacisku na zmianę powoduje też, że Kochanowski zdaje się nie doceniać roli Kościoła. To jasne, że był on przecież przez samo swoje istnienie solą w oku władz. Ale przecież niewątpliwie pozostawał w kontrze do wielu przemian (takich jak choćby świadome macierzyństwo), które ugruntowały się w tym czasie w Polsce. Szkoda, że ta dwoistość umyka w rozważaniach autora. W końcu – inaczej niż Kochanowski – sądzę, że efekty zmian 1956–1957 zostały w zasadniczym stopniu zniesione przez rewolucję Solidarności, a nie dopiero w roku 1989. Już wtedy zmieniła się bowiem zarówno rola ideologii, jak i podejście do gospodarki (zwłaszcza prywatnej przedsiębiorczości).

Nie zmienia to faktu, że po książkę Jerzego Kochanowskiego trzeba sięgnąć. Napisana ze swadą, bogato udokumentowana, operuje umiejętnie dobranymi przykładami. Zachęca do dyskusji tak na poziomie jednostkowych ustaleń, jak i szerszych generalizacji. To jedna z ważniejszych pozycji o dziejach PRL, jaka ukazała się w ostatnich latach.

 

Jerzy Kochanowski

Rewolucja międzypaździernikowa. Polska 1956–1957

Wydawnictwo Znak, Kraków 2017, s. 448

 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter