Il. Maciej Sieńczyk
Filip Zawada sierpień 2025

Zjadła na tym zęby, najadając się sama sobą

Śmierć dla każdego jest czymś innym.

Artykuł z numeru

Glukozowe pułapki

Glukozowe pułapki

Jednym kojarzy się z niedojedzonym gofrem, drugim – ze smrodem, którego nigdy wcześniej nie poczuli, a jeszcze innym – z pozostawionymi butami, które na nikogo nie pasują. Takie śmiertelne rzeczy pozostają w człowieku na bardzo długo i powodują, że od czasu do czasu zalewa go fala bólu. Nawet kiedy pogrzeb już się skończy i wydaje się, że śmierć znowu nie istnieje, ona wraca w najmniej spodziewanym momencie, na przykład pod budką „Słodkie smakołyki u Marka”.

Róża wyraźnie czuła jej smak. Był jeszcze świeży. Po raz kolejny nie mogła dojeść gofra, chociaż miała na niego ochotę. Przecież nie mogła się oprzeć ich zapachowi od czasów, kiedy jeździła na kolonie. Teraz nadgryzała gofry i wyrzucała je do kubła. Starała się nie płakać, żeby nawet przed samą sobą nie przyznawać się, że tęskni.

Na pogrzebach rodziców nie rozmawiała z Trytkiem. Uznała, że po tylu latach nadal nie mają o czym. Jednak prawda była inna. Nie chciała go przeprosić za to, co mu zrobiła, i uznała, że on też nie miał na to ochoty. Złość leżała pomiędzy nimi i nikt nie jej nie ruszał, bo oboje uznawali, że to nie ich zadanie. Wszystkie kłótnie, które przeżyli w przeszłości, ożyły na nowo podczas pogrzebu. Żadne z nich nie miało ochoty na miłosierne przebaczenie (chociaż ojciec Tadeusz ze względu na wybraną drogę powinien mieć to w pakiecie zachowań dobrego ministranta). Ponieważ dzieci Halii były zajęte pielęgnowaniem starych urazów, a nie modlitwą za zmarłą, ona sama była zmuszona spacerować po zaświatach bez ich pomocy.

*

– Co to za ścieżka? Cała zaśnieżona. Trochę przypomina tę, którą chodziłam do szkoły. Tylko kiedy jej nie widziałam, wyglądała trochę inaczej. Ale liczba kroków się zgadza. Za tym wielkim dębem trzeba skręcić w prawo i już powinno być widać moją podstawówkę. Tyle że budynku nie ma. Gdzie on się podział?

Halia mówiła sama do siebie, tak samo jak sama do siebie widziała. Jej wzrok był ostry i niczym niezmącony, jednak nie wiedziała do końca, co z nim zrobić – pojawił się tak nagle. Był jak dodatkowy byt, który nie do końca mieścił się w jej ciele. Postanowiła jednak mu zaufać i dać się poprowadzić. Na drodze do nieba, piekła lub czyśćca poruszała się dosyć pewnie, tak jakby ją znała. Zawsze utykała jednak w tym samym miejscu. Kiedy chciała zobaczyć to, za czym tęskniła, droga zapętlała się i trzeba było wszystko rozpoczynać od nowa.

Za każdym razem, kiedy znów znajdowała się w punkcie wyjścia, Halia traciła wiarę. Robiło się coraz zimniej. Jej stopy zapadały się w lodowatym śniegu. Ciało robiło się sine. „Czyżbym znowu musiała umrzeć? Tego by już było za wiele”. W galowej trumiennej sukience znalazła zapałki. „To pewnie od Andrzejka – pomyślała czule. – On wszędzie je chował. Robił to w razie czego. Uważał, że mogą się przydać w najmniej oczekiwanym momencie, i jak się okazało, miał rację”.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się