fbpx
Wiesław Myśliwski fot. A. Iwańczuk/Reporter
Wiesław Myśliwski lipiec-sierpień 2022

Literatura nauczyła mnie wolności

Dopóki człowieka stać na własny język, stać go na własne myśli, własne uczucia, własne sny. Słowem, stać go na wolność.

Artykuł z numeru

Rzeczy, które kochamy

Czytaj także

z Wiesławem Myśliwskim rozmawia Wojciech Bonowicz

Język potrzebuje snów

Tomasz Bocheński

Myśliwski wizyjny

Przemówienie z okazji otrzymania doktoratu

honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego

 

Jego Magnificencjo, Wysoki Senacie, Szanowni Państwo!

Pozwólcie mi, proszę, że na wstępie powitam imiennie jedną osobę – wybitną chirurg Uniwersytetu Jagiellońskiego, mojej żony i moją przyjaciółkę od gimnazjalno-licealnych sandomierskich czasów, prof. Jadwigę Stypułkowską.

Szanowni Państwo, to wielki i niespodziewany zaszczyt spadł na mnie, że u kresu życia, gdy, mówiąc metaforycznie, dobiegam już do mety, a wszystkie moje ambicje, aspiracje, pragnienia i oczekiwania zanurzają się w strefie cienia, Uniwersytet Jagielloński w swoją 658. rocznicę obdarza mnie godnością doktora honoris causa. Jeśli pomyślę, że ta wielowiekowość i duch Uniwersytetu były ostoją nadziei Polaków, mnie, nieskorego już do emocji, ogarnia wzruszenie.

Dziękuję władzom Uniwersytetu za tę godność, chociaż nie wiem, czy moja literatura na nią zasłużyła. To nie kokieteria. Zbyt długo żyję i zbyt dużo wiem o literaturze, nie tylko o jej przeszłości, także współczesności, aby nie zdawać sobie sprawy i nie odnosić tego również do siebie, że – jak powiedziałem przed laty, otrzymując pierwszą Nagrodę Nike – dzieje literatury to cmentarzysko i tylko nielicznym udało się zmartwychwstać. Ta świadomość towarzyszyła mi od pierwszego zdania w moim debiutanckim Nagim sadzie. A nawet dużo wcześniej – od pierwszej myśli, że może bym spróbował coś napisać, nie wiedząc jeszcze co. Ta myśl długo we mnie dojrzewała, ostrzegając przed ryzykiem, zadręczając wątpliwościami. Przystępowałem do pisania z lękiem, z niewiarą, po kryjomu przed wszystkimi, oprócz mojej żony. Toteż debiutowałem późno, mając 35 lat. I mimo niejakiego sukcesu mojego debiutu to poczucie ryzyka i dręczące mnie wówczas wątpliwości nie opuściły mnie do dziś. Żyją we mnie w tym samym nasileniu przy pisaniu każdej kolejnej książki. Tak że czuję się wiecznym debiutantem. Z każdą książką doznaję niemocy, pokory, każda doświadcza mnie poczuciem nie jak umiem pisać, lecz jak nie umiem.

To poczucie nie jest jednak bezowocne. Wyzwala we mnie jakiś rodzaj przeciwstawnej energii, jakiś rodzaj sporu z otaczającym nas światem, który czyha na naszą wyobraźnię, nasze myśli, naszą osobność jako samodzielnego bytu, który chce nas zawłaszczyć, podporządkować swoim masowym, jednolitym normom. W tym trudzie oporu wobec zachłanności świata, w trudzie bycia wolnym widzę sens uprawiania literatury, mimo kosztów, jakie za to płacę. Patrząc na swoje życie z perspektywy 90 lat, sądzę, że to literatura nauczyła mnie wolności.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się