Piotr Oleksy grudzień 2020

Śmierć i pamięć

Siergiej Lebiediew do przeszłości kraju podchodzi nie jako odkrywca kolejnych sensacji, manifestujący swą moralną wyższość, lecz jako wrażliwy i przygnieciony ciężarem tego fatum członek wspólnoty.

Artykuł z numeru

Szczęście – to skomplikowane

Czytaj także

Piotr Oleksy

Biografia na miarę XX wieku

Współczesna Rosja jest często postrzegana jako państwo rządzone przez służby specjalne lub wręcz będące tych służb emanacją i przedłużeniem. Ten obraz umacniają poruszające wyobraźnię wydarzenia, takie jak próby otrucia byłego oficera wywiadu Siergieja Skripala wraz z córką oraz lidera opozycji Aleksieja Nawalnego. Jeśli ten wizerunek jest rzeczywiście bliski istoty współczesnej Rosji, to powieść Debiutant powinna być traktowana jako zbiorowa psychoanaliza elit tego państwa. Jak zawsze u Siergieja Lebiediewa ubrana w porywającą formę literacką, która stanowi wręcz odrębną warstwę dzieła.

„Kalitin czuł, że pozostał sam w obliczu śmierci i pamięci”. Do tego stanu doprowadziły profesora chemii, głównego bohatera powieści, lata ukrywania się przed rosyjskimi służbami specjalnymi. Tymi samymi, dla których przez dziesięciolecia przygotowywał trujące środki chemiczne – skuteczne, śmiercionośne i zdatne do użycia w najróżniejszych warunkach. Zafascynowany śmiercią, dążył do stworzenia trucizny idealnej, silnej i niewykrywalnej, nie bacząc na ofiary i cenę, którą musiała zapłacić jego rodzina. Aż w końcu, krótko po opracowaniu największego dzieła, „zgiełk historii” doprowadził go do decyzji o porzuceniu całego dotychczasowego życia oraz skazał na wieczny strach i ukrywanie się. Efekt jego wieloletniej pracy pozostał jednak z nim, ze służbami i ludzkością w ogóle. Debiutant – trucizna morderczo silna i niewykrywalna. Zbieżność tej nazwy ze słowem „nowicjusz”, czyli nowiczok, nie jest tu przypadkowa.

Historia krzyżuje los Kalitina z ppłk. Szerszniewem – doświadczonym i cenionym agentem, który posługuje się właśnie Debiutantem. Szerszniew, o pokolenie młodszy od profesora, wychował się na kulcie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jednak doświadczenie bojowe zdobywał na Kaukazie, zwalczając tamtejszych bojowników przede wszystkim dzięki metodom wywiadowczym, torturom i truciznom.

Te dwie postaci to dwa skrajne ogniwa tego samego łańcucha. Pierwszy jest twórcą śmiercionośnej broni, pracującym w bezpiecznym zaciszu laboratorium i doskonalącym swe dzieła m.in. na przywożonych z  kolonii karnych „manekinach”. Drugi jest tej broni użytkownikiem, narzędziem w rękach systemu, niosącym ból i śmierć tam, gdzie trzeba: w górach Kaukazu i europejskich stolicach. Teraz te dwa ogniwa mają się spotkać, twórca ma stać się ofiarą własnego dzieła. Ta sytuacja nie jest jednak efektem nawrócenia Kalitina. To rozpad radzieckich struktur spowodował, że stał się sierotą, pozbawioną jedynego prawdziwego domu – wyspy, na której znajdowało się jego tajne laboratorium. Domu, za którym bardzo tęskni, nawet gdy pozostał sam w obliczu śmierci i pamięci. Gdyby mógł, wróciłby tam natychmiast, lecz historia zrobiła z niego zdrajcę.

Szerszniew częściowo rozumie sytuację, w której znalazł się profesor. Ten sam „zgiełk historii” jego również prawie wyrzucił za burtę. „Sam żył w  tamtych dwuznacznych latach i odczuwał ten sam strach, gdy okazało się, że służba, w  której dopiero zaczął pracę, może zostać rozwiązana. Rozumiał rozpacz [swojego] ojca, który nie zamierzał ustępować, zdejmować z czapki znaczka z sierpem i młotem, zmieniać wojskowej przysięgi; strach informatorów, którzy bali się donosić, strach generałów pozbawionych stanowisk (…), i co tu dużo mówić – nawet strach psów wartowniczych”. Potem przyszły lata trudnej służby, w czasie której pobrudził sobie ręce aż po łokcie, a nawet dalej i głębiej. Wtedy czuł jednak, że ludzie tacy jak on są ważni i potrzebni. Niemniej właśnie ten brud różni go od działającego w sterylnym laboratorium profesora. I dlatego to właśnie jego, ostatnie ogniwo śmiercionośnego łańcucha, dopadają demony przeszłości.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

Warstwy niepamięci

Debiutant to trzecia powieść Siergieja Lebiediewa wydana w Polsce. Dzieła tego nadal młodego, bo urodzonego w 1981 r., pisarza, zostały już okrzyknięte fenomenem literackim. „The New York Review of Book” stwierdził, że jest to być może najważniejszy rosyjski pisarz młodego pokolenia, a „od czasów Sołżenicyna Rosja nie miała pisarza tak oddanego historii własnego kraju”.

Lebiediew w młodości brał udział w licznych ekspedycjach geologicznych. I tak jak geolog odkrywa kolejne pokłady gruntu, badając historię i własności ziemi, tak on niestrudzenie odkrywa kolejne warstwy rosyjskiej niepamięci, przyglądając się nie tyle przeszłości, ile współczesnej kondycji społeczeństwa. W swych powieściach dotyka czułych i drażliwych wątków rosyjskiej historii, niepamiętanych, zamazywanych, celowo zapominanych. Czytając Lebiediewa, trudno nie odnieść wrażenia, że żywi on przekonanie o ciążącym na historii jego kraju fatum. Do przeszłości podchodzi jednak nie jako odkrywca kolejnych sensacji, manifestujący swą moralną wyższość, lecz jako wrażliwy i przygnieciony ciężarem tego fatum członek wspólnoty.

Lebiediew znajduje zawsze nietypowy pryzmat dla ukazania procesów historycznych i obecnej kondycji społecznej. Pryzmat, który pozwala dodatkowo uwypuklić grozę i absurdalność opisywanych zjawisk. Jak w debiutanckiej Granicy zapomnienia (2018), w której kwestię pamięci o radzieckich łagrach ukazał z perspektywy dawnych pracowników aparatu represji: „Starzec nie mógł znieść tego, że wyrządzone przez niego zło nie istniało już jako zło; on zabijał, a świat koniec końców zamknął, a potem otworzył oczy i wszystko wyglądało tak, jakby niczego nie było”. Natomiast w Dzieciach Kronosa (2019) przedstawia imponującą panoramę rosyjskich dziejów w ostatnich dwóch stuleciach, widzianą oczami mieszkających tam Niemców: najpierw ludzi potężnych, a potem mniejszości, do której niechęć wykorzystano dla społecznej mobilizacji w czasie wojny i przy budowie systemu totalitarnego. Jest to również niezwykłe studium napięcia kulturowego i tożsamościowego, które w Rosjanach wzbudza niemieckość.

W tych dwóch powieściach kolejne warstwy przeszłości odkrywane są przez współczesnych bohaterów zgłębiających historię rodzinną.

W ten sposób Lebiediew zdaje się mówić, że każde dziedzictwo, jakkolwiek mocno staralibyśmy się je wymazać, będzie w nas ciążyć, aż w końcu się ujawni.

Pokazuje również, że nie ma jednostek i rodzin wolnych od systemu kulturowego i politycznego, w którym żyją. Wielka historia jest tu wplątana w losy pojedynczych osób, a ich działania i decyzje wywierają piętno na losach potomnych. Debiutant wyróżnia się pod tym względem. Nie znajdziemy tu wędrówki w przeszłość, lecz współczesnych i wyrazistych bohaterów, którzy mierzą się z nurtem dziejów oraz systemami społeczno-politycznymi, w których przyszło im żyć.

Lebiediew ma szczególny stosunek do Historii pisanej wielką literą. Zdaje się traktować ją jako nieubłaganą siłę, której zwroty, zgiełki i prądy ustawiają ludzi niczym lalki na scenie, lub też jako bóstwo zjadające swoje dzieci. Jednak jego bohaterowie co jakiś czas dokonują czynów samodzielnych. Najczęściej wywołują one znaczące konsekwencje, jak w Dzieciach Kronosa, gdzie spotkanie niemieckiego naukowca-idealisty z rosyjską „glebą” odbiło jego zamiary i ideały w krzywym zwierciadle, rodząc nową istotę – fatum. „Tak jak zęby smoka posiane w bruzdy pola rodzą zabójców”.

Głębszy wymiar rzeczywistości

Warstwa literacka i językowa dzieł tego autora wręcz rzuca na kolana. Lebiediew tworzy frazy kwieciste, barwne, a przy tym niezwykle precyzyjne. Rację ma Wojciech Stanisławski, że jego zdania „zbudowane są z prostych słów, bez silenia się na wymyślne konstrukcje, na dziwolągi ze słowników: a jednocześnie ich rytm, ich szyk każe nam słyszeć je niemal jak zaklęcie, które otworzy przed nami głębszy wymiar rzeczywistości, odwróci gobelin świata na właściwą stronę”. Wielką pracę wykonuje tu tłumacz Grzegorz Szymczak, przenosząc tę literaturę na język polski.

Czytanie Lebiediewa to również ćwiczenia z uważności. Dla rosyjskiego pisarza każdy szczegół świata – od domowych sprzętów, poprzez przyrodę i zjawiska pogodowe, aż po drobne gesty – może nabrać wielkiego znaczenia. Wzbudzi skojarzenie, skieruje myśli bohatera na odpowiednie tory, stanie się symbolem nieubłaganego. Jak wtedy, gdy w Debiutancie Kalitin wspomina chwilę, kiedy znalazł się w jednej z wiosek położonych opodal poligonu doświadczalnego: „Ludzie stłoczyli się i zaczęli poszeptywać. Powiało grozą od póz, jakie przybrali, od spranych ubrań, zmęczonych twarzy, sylwetek nieokreślonej płci, pozbawionych męskich i kobiecych cech, w których to sylwetkach widoczne były jedynie ślady ciężkiego bytu. Twarze, twarze – nagle ujrzał je w maksymalnym zbliżeniu, krzyczące o ukrytych dolegliwościach ciała, rozciągnięte, spłaszczone, asymetryczne z grubymi włoskami na brodawkach, krzaczastymi brwiami nad przygaszonymi oczami”.

Pierwsze dwie powieści Lebiediewa mają podobną konstrukcję – narracja jest w zasadzie strumieniem świadomości bohatera odkrywającego przeszłość rodziny i kraju, a opowieść o wydarzeniach z przeszłości przeplata się z jego własnymi refleksjami. Czytając Granicę zapomnienia, wchodzi się w swoisty trans, tekst jest gęsty, tak językowo, jak i merytorycznie. Mamy wrażenie wchodzenia coraz głębiej w odmęty historii, niczym w bagno, z którego nie możemy się wyrwać. Dzieci Kronosa poruszają równie mocno, powieść daje jednak wytchnienie i szerszą perspektywę. W tym względzie Debiutant także wyróżnia się na ich tle. Tym razem otrzymujemy powieść akcji, dynamiczną i wciągającą. Wielką sztuką było połączenie tej konwencji z intelektualną głębią.

Kluczowe dla postaw bohaterów Debiutanta są wydarzenia z okresu późnego ZSRR, czasu jego rozpadu i lat kolejnych. Kierują nimi przede wszystkim strach i demony własnych przewinień. Nie ma jednak wątpliwości, że korzenie tego zła sięgają głębiej w historię. Radziecko-nazistowska współpraca, szaleństwo zimnowojennej rywalizacji i wojna w Czeczenii są kolejnymi przejawami tego samego nurtu historii. A łzy bohaterów, gdy już się pojawiają, nie oczyszczają i nie przynoszą ulgi. Wywołuje je bowiem gryzący gaz.

Siergiej Lebiediew

Debiutant

tłum. Grzegorz Szymczak, Wydawnictwo Claroscuro, Warszawa 2020, s. 307

Kup numer