(fot. Eva Blue, CC BY 2.0 via Wikimedia Commons)
Maciej Jakubowiak wrzesień 2021

Cała masa sprzeczności

Roxane Gay to pisarka na nasze czasy. Nie ma w niej ani krzty chłodnego dystansu, który kazałby z cynizmem spoglądać na niesprawiedliwości. Ale nie ma też naiwnej – a może i narcystycznej – wiary w to, że sama wie wszystko najlepiej i mogłaby naprawić świat.

Artykuł z numeru

Planeta Śląsk

Czytaj także

Maciej Jakubowiak

24/7 < 8/24

W nagrodzonej Bookerem i wydanej niedawno po polsku powieści Bernardine Evaristo Dziewczyna, kobieta, inna dwie przyjaciółki ze studiów dyskutują o tym, która z nich jest bardziej uprzywilejowana: córka czarnej reżyserki teatralnej czy potomkini białych rolników z hrabstwa Suffolk. Kiedy ta druga, Courtney, przytacza poglądy Roxane Gay, która „ostrzega nas przed wyścigami na »olimpiadzie uprzywilejowania«” i „twierdzi, że musimy wypracować nowy język w dyskursie o nierówności”, tej pierwszej, Yazz, wszystkie argumenty wypadają z ręki. Bo w końcu Roxane Gay jest „naj-lep-sza”.

Roxane Gay stała się naj-lep-sza w 2014 r., kiedy ukazały się jej dwie książki: zbiór esejów Bad Feminist (Zła feministka) oraz debiutancka powieść An Untamed State (Nieoswojony kraj). Obie zostały entuzjastycznie przyjęte, ta pierwsza trafiła na listę bestsellerów „The New York Timesa”. Od tego czasu Gay współtworzyła m.in. serię komiksową Black Panther: World of Wakanda (spin-off historii o Czarnej Panterze, reaktywowanej na fali sukcesu filmu), została zaproszona przez platformę Medium do poprowadzenia autorskiego „Gay Magazine” i publikowała kolejne książki: zbiór opowiadań Histeryczki (pod takim tytułem został wydany po polsku w przekładzie Doroty Konowrockiej-Sawy, oryginalny tytuł brzmi Difficult Women) oraz książkowy esej Głód. Pamiętnik (mojego) ciała, który ukazał się po polsku w przekładzie Anny Dzierzgowskiej.

W ciągu kilku lat Gay – wykładowczyni kreatywnego pisania z doktoratem uzyskanym na uczelni technicznej – wyrosła na gwiazdę amerykańskiego feminizmu, regularnie zabierającą głos w najważniejszych dyskusjach o społeczeństwie, polityce i kulturze. W 2019 r. wzięła udział w organizowanych w Australii debatach o feminizmie, które skalą i kontrowersjami miały dorównać słynnej dyskusji Slavoja Žižka i Jordana Petersona. Nic z tego nie wyszło, podobno – jak donosiły media – zawalił niedostatecznie kompetentny moderator. Za to kiedy w tym samym roku Gay ogłosiła, że zaręczyła się z projektanką i podcasterką Debbie Millman, na Twitterze gratulowała im sama Elizabeth Warren, wówczas kandydatka w prezydenckich prawyborach Partii Demokratycznej.

Nadmiar

Brzmi to wszystko jak historia sukcesu, jednak nic tu nie jest oczywiste. Sama Gay zachęca, żeby mówić o tym wprost, więc spróbujmy: gwiazda amerykańskiego feminizmu jest otyła. Nie chodzi o kilkanaście kilogramów, które zebrały się tu i tam. „To jest książka – pisze w Głodzie – o życiu w świecie, gdy masz ponad sto lub nawet prawie dwieście kilogramów nadwagi i zgodnie z twoim indeksem masy ciała BMI nie jesteś »otyła« ani »chorobliwie otyła«, ale »skrajnie i chorobliwie otyła«”.

Właściwie jedyny sposób mówienia o otyłości, który przewija się w codziennych rozmowach i publicznych dyskusjach, jest zakotwiczony w języku medycyny. Otyłość to choroba – widuję takie billboardy w całej Polsce – a choroby się leczy. Zatem jeśli książka jest o otyłości, to powinna być o tym, jak się jej pozbyć.

Tymczasem Głód jest opowieścią o tym, jak z otyłością się żyje. I co to właściwie oznacza, kiedy jedyne, czego społeczeństwo od nas chce, to żeby było nas mniej.

Gay opisuje wszystkie te sytuacje, gdy otyłość jest źródłem nie tylko dyskomfortu, ale przede wszystkim upokorzenia: gdy dostaje się zadyszki na płaskim chodniku, gdy nie da się kupić ładnych ubrań, gdy nie sposób się zmieścić w krześle z oparciami (albo gdy krzesło pęka podczas panelu dyskusyjnego, więc przez ponad godzinę opiera się ciężar całego ciała na łydkach, byle tylko nikt się nie zorientował). Opowiada o nieudanych dietach, o ćwiczeniach na siłowni, o procedurach medycznych, które mają poprawić kondycję pacjentów z otyłością (choć nie ma na to wielkich szans, badania naukowe nie pozostawiają większych wątpliwości – w 2018 r. w „HuffPost” pisał o tym Michael Hobbes w długim reportażu Everything You Know About Obesity Is Wrong).

Jednak Gay przede wszystkim na wiele sposobów analizuje ten podstawowy społeczny odruch, który uznaje otyłe ciało za patologiczne, ohydne, niepożądane, traktuje jako wyraz „nadmiaru, dekadencji i słabości”. I w konsekwencji już na starcie, na pierwszy rzut oka, daje jego właścicielom mniejsze szanse – edukacyjne, zawodowe, a nawet medyczne (kiedy pacjenci z otyłością nie mogą liczyć na porządną diagnozę innych przypadłości, bo lekarze często uznają, że ich jedynym problemem jest właśnie otyłość).

To w sumie proste: nasze społeczeństwa nienawidzą otyłości. Wystarczy obejrzeć dowolny blok reklamowy.

Gay unika jednak prostych opozycji: okropna większość – uciskana mniejszość, i zastanawia się, jak to jest być po obu stronach tej granicy. I co to znaczy, że społeczeństwo nienawidzi otyłych, kiedy jest się otyłą członkinią społeczeństwa. „Nienawidzę samej siebie. Czy też raczej społeczeństwo mówi mi, że mam się nienawidzić, więc przynajmniej w tej kwestii postępuję, jak sądzę, słusznie” – ale to „jak sądzę” to przecież sygnał ironii, bo w tej kwestii nie da się postępować słusznie. I w gruncie rzeczy to samonapędzający się mechanizm: „nikt nie chce zostać zarażony otyłością, przede wszystkim dlatego, że ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak sami postrzegają grube osoby, jak je traktują i co o nich myślą; nie chcą, by przypadł im taki sam los”. Boimy się własnej nienawiści i żeby jej uniknąć, nienawidzimy jeszcze bardziej.

Brak

To chyba jasne: Głód nie jest książką (wyłącznie) o otyłości. Stawka jest tu znacznie wyższa, dotyczy okrutnych skutków dyskryminacji. A ta znajduje dla siebie wiele pretekstów i lubi je ze sobą łączyć. Osoby z otyłością nie mają łatwo, ale przecież jeszcze gorzej mają kobiety z otyłością. Pewnie dlatego pisanie o własnym ciele kojarzy się Gay z badaniem miejsca zbrodni.

To kryminalistyczne postępowanie prowadzi do sytuacji sprzed lat, kiedy nastoletnia dziewczyna z dobrego domu, szaleńczo zakochana w jedynym chłopcu, który zwrócił na nią uwagę, podąża za nim do leśnej ambony, gdzie czekają już jego koledzy. „Kilku chłopaków – pisze Gay – zniszczyło mnie tak, że ledwie przetrwałam. Wiedziałam, że nie byłabym w stanie znieść kolejnego podobnego pogwałcenia, więc jadłam, sądząc, że jeśli moje ciało stanie się odpychające, zdołam utrzymać mężczyzn na dystans”. Głód okazuje się w gruncie rzeczy opowieścią o skutkach zbiorowego gwałtu. To jak okrutna zabawa kostkami domina: jeden rodzaj przemocy stwarza dla siebie kolejne preteksty, tylko nienawiść pozostaje niezmieniona.

Najpiękniejszy polski magazyn intelektualny

Ciesz się z darmowej dostawy
i dostępu do e-wydań

Prenumeruj znak

O przemocy wobec kobiet – która może przejawiać się grubiańskimi dowcipami, ale przybiera też bardziej drastyczne formy – Gay opowiada na wiele sposobów w Bad Feminist. W tym zbiorze najlepiej widać jej polemiczny temperament i kulturową wszystkożerność. Pisze o kulturze gwałtu, amerykańskich bataliach o prawa reprodukcyjne, morderstwach na tle rasowym, ale analizuje też serial Dziewczyny Leny Dunham, czyta Igrzyska śmierci i 50 twarzy Greya, nuci hip-hopowe kawałki i zastanawia się, czy wypada jej czerpać przyjemność z seksistowskich tekstów. To właśnie tę książkę przywołuje Courtney w powieści Evaristo, i nic dziwnego, bo Bad Feminist to niemal kompletny przewodnik po zawiłościach współczesnego feminizmu i w ogóle ruchów emancypacyjnych.

Różnymi wymiarami przemocy wobec kobiet Gay zajmuje się też w swojej prozie. Opowiadania ze zbioru Histeryczki prezentują całą gamę możliwych reakcji obronnych na patriarchat. Mizoginiczny język, bagatelizujący takie odruchy jako objaw kobiecej przesady, zostaje tu taktycznie przejęty tylko po to, by zaraz go wywrócić i skompromitować. W tych obyczajowych miniaturach – czasem wykorzystujących elementy alegorii czy baśni – Gay pisze o niemal heroicznej zdolności przetrwania najgorszego. Pójdę z tobą to historia dwóch sióstr, w dzieciństwie porwanych i wielokrotnie gwałconych, które usiłują prowadzić normalne życie, jednak nigdy już nie pozwalają sobie na to, żeby się od siebie oddzielić. Czasem jednak sytuacje, w jakich odnajdują się bohaterki, są tak beznadziejne, że można z nich tylko uciec.

Jasne, Gay na wiele sposobów rozpracowuje społeczne mechanizmy dyskryminacji i opresji. Jednak ograniczenie się do nich nie tylko byłoby zbyt łatwe, ale przede wszystkim polegałoby na upartym odtwarzaniu perspektywy tych, którzy zadają przemoc (nawet jeśli czasem to ci sami, którzy tej przemocy doświadczają). Tymczasem stawka tego pisarstwa wydaje się wyższa: chodzi w nim o doświadczenie niepełności. Braku, który w niesprzyjających okolicznościach może stać się pretekstem dla społecznego wykluczenia (jak wtedy, kiedy brak nam urody, inteligencji, smaku, dobrego temperamentu, wszystko się nada), ale który drąży każdą i każdego, domagając się uzupełnienia. Czasem ten brak nazywa się pożądaniem, a żeby je zaspokoić, zrobi się wiele. Można nawet – tak jak bohater opowiadania Ofiara ciemności – zgasić słońce.

Inne współrzędne

Roxane Gay to pisarka na nasze czasy. Nie ma w niej ani krzty chłodnego dystansu, który kazałby z cynizmem spoglądać na niesprawiedliwości. Ale nie ma też naiwnej – a może i narcystycznej – wiary w to, że sama wie wszystko najlepiej i mogłaby naprawić świat, gdyby tylko na chwilkę powierzono jej pełnię władzy. Autorka świetnie zdaje sobie sprawę, że w zglobalizowanym świecie oplecionym przez sieci informacyjne nie można się obejść bez ideologii i siły, jaką daje ona w budowaniu poczucia wspólnoty. Jednak wie też, że żadna ideologia nie wyczerpuje złożoności życia, i ta praktyczna świadomość pozwala jej ominąć wiele pułapek, które biorą się z nadmiernego przywiązania do teorii. Wprost pisze o tym w Bad Feminist, kiedy tłumaczy swoje rozumienie feminizmu: niedogmatycznego, heretyckiego, będącego raczej sposobem orientowania się w świecie niż ścisłym zestawem poglądów.

Pewnie dlatego, kiedy zajmuje się krytyką społeczeństwa, nigdy nie zapomina o sobie. Nawet gdy pisze o kulturze gwałtu, zastanawia się, czy swoimi decyzjami – jako pisarki czy nauczycielki – nie przyczynia się do tworzenia atmosfery, w której przemoc wobec kobiet wydaje się naturalnym składnikiem życia. W Głodzie uważnie analizuje wykluczający język, jakim mówi się o osobach z otyłością, a w Histeryczkach sama wspomina o tłuściochach i ich odstręczających bandziochach. I godzi się na takie sprzeczności – w jej esejach wciąż powracają konstrukcje w rodzaju: „Nie cierpię, ale też rozumiem”. Ale, ale wciąż – Gay nie chce się zatrzymać w swoim ruchu myślenia o świecie. Co nie sprawia, że nie potrafi się na nic zdecydować, szczególnie jeśli chodzi o to, by stanąć po stronie słabszych.

Fascynuje ją splątanie: sił, interesów, kapitałów, ideologii. Z wyraźną fascynacją bierze się za ich rozsupływanie, ale rozumie przy tym, że plątają się przede wszystkim ciała.

Fantastycznie to pokazuje opowiadanie Floryda (z Histeryczek), w którym rasa, klasa, płeć i milion innych czynników odciskają się na skórze, rzeźbią mięśnie i ugniatają tkankę tłuszczową. To dlatego w pisaniu Gay prywatne łatwo przechodzi w polityczne: to nie intelektualny postulat, lecz codzienne doświadczenie. Kiedy jest się kobietą, osobą czarną albo z otyłością, „ciało jest stale i jawnie wystawione na pokaz”.

I nigdy nie jest doskonałe. „Niedoskonałe”, „nie całkiem doskonałe” – te epitety wciąż powracają w tekstach Gay. „Przyjmuję etykietkę złej feministki, bo jestem człowiekiem. Jestem nieporządna. Nie próbuję być przykładem. Nie próbuję być doskonała”. Takie też jest jej pisanie, w którym obsesyjnie powraca do tych samych tematów i motywów. Głód jest właściwie rozwinięciem tekstu Cudzy bogowie (z Bad Feminist), do tego trochę przegadanym (szczególnie w rozdziałach bardziej publicystycznych), opowiadania się powtarzają i nie zawsze trafiają w sam środek tarczy, w esejach da się wyśledzić sprzeczności. To nie jest pisanie literacko wyrafinowane; Gay pisze komunikatywnie, ze sporą dozą zdrowego rozsądku, choć nie unika też przyznawania się do intelektualnych czy emocjonalnych porażek. I o to właśnie w tym chodzi – o pogodzenie się z własną niedoskonałością.

Pewnie, Gay uprawia politykę tożsamości. Upomina się o głos mniejszości i o prawdę nierozerwalnie związaną z pewnym doświadczeniem. Choć broni też prawa artystów do przekraczania własnych uwarunkowań. Ale co to jest za tożsamość: tak splątana i niejednoznaczna, że trudno byłoby z niej wywieść jednoznaczne wnioski. „Jak większość ludzi, jestem masą sprzeczności” – przyznaje.

Jeśli Roxane Gay faktycznie jest naj-lep-sza, to dlatego, że sama na sobie doświadcza złożoności świata, o którym pisze: kobieta, czarna (ale z korzeniami na Haiti), potomkini imigrantów, otyła, biseksualna, świetnie wykształcona, z problemami, trudną przeszłością, ale i z kochającą rodziną, erudytka z pasją śledząca chyba wszystkie reality shows, które nadają w telewizji. Zastanawiam się, jaki byłby dziś świat, gdyby w 1490 r. Leonardo da Vinci spróbował wrysować w swoje geometryczne wykresy kogoś takiego jak Roxane Gay.

Czytaj także

24/7 < 8/24


Roxane Gay

Głód. Pamiętnik (mojego) ciała

tłum. Anna Dzierzgowska, Wydawnictwo Cyranka, s. 320

Kup numer