Subskrybuj
fot. Etienne De Malglaive/Getty
Niezależny publicysta, w latach 2001–2003 korespondent „Rzeczpospolitej” w Bukareszcie i Kiszyniowie, w latach 1993–1999 ambasador RP w Rumunii, a latach 2010–2012 ambasador RP w Republice Mołdawii. Autor książki Rumun goni za happy endem (II wydanie...

„Ufajcie demokracji”. Oblicza rumuńskiego buntu

Od czasów szczególnie odrażającej dyktatury komunistycznej Rumunia przeszła długą drogę i dokonała imponującego dzieła rozwoju i modernizacji. Jest dziś bezpieczniejsza i bogatsza niż kiedykolwiek. Dlaczego więc trudno w tym kraju znaleźć kogoś, kto byłby jednoznacznie zadowolony?

Mało kto w Polsce zauwa­żył, że uwodzenie wschod­nich Europejczyków przez Donalda Trumpa zaczęło się wcale nie 6 lipca 2017 r. w Warszawie, ale 9 czerwca w Waszyngtonie. Na mie­siąc przed przyjazdem do Polski prezy­dent USA podjął w Białym Domu prezydenta Rumunii Klausa Wernera Iohannisa. Trump po raz pierwszy potwierdził wtedy solennie przywiązanie Stanów Zjednoczonych do słyn­nego artykułu piątego. Waga Rumunii została w ten sposób podkreślona przez amerykańskiego prezydenta nieprzypadkowo. Podczas konferencji prasowej w Ogrodzie Różanym Donald Trump odnotował fakt, że Rumunia to jeden z nielicznych krajów NATO, które podniosły wydatki na obronę do poziomu 2% PKB, i zauważył znaczne rozmiary współpracy rumuńsko-ame­rykańskiej w dziedzinie bezpieczeństwa. Wygląda na to, że szczególne part­nerstwo, o którym mówi się kurtuazyjnie przy okazji dyplomatycznych spo­tkań przywódców wielu krajów, w tym przypadku rzeczywiście coś znaczy. Polacy, głęboko przekonani, że są najbliższym Stanom Zjednoczonym narodem na wschodzie Europy, powinni dostrzec, że Rumuni również aspi­rują do tego statusu, i to dość skutecznie. Baza w rumuńskiej wsi Deveselu, która jest elementem powstającej tarczy antyrakietowej, została uroczyście oddana do użytku już w maju 2016 r., a budowę analogicznej bazy w polskim Redzikowie rozpoczęto dopiero kilka dni później. Mało tego – pierwsza baza lotnicza US Army powstała w Rumunii już kilkanaście lat temu. Buka­reszt oddał wtedy do dyspozycji Amerykanów lotnisko Mihail Koga˘lniceanu nad Morzem Czarnym, do wykorzystania podczas operacji w Iraku. „Nadej­ściu Amerykanów” towarzyszył nieskrywany entuzjazm okolicznej ludności, bo większość Rumunów, nie mniej niż większość Polaków, żywi do Stanów Zjednoczonych instynktowną sympatię. Wszystkie rumuńskie rządy ubiegłych dziesięcioleci były bezdyskusyjnie otwarte na taką współpracę. Kolejni lokatorzy Białego Domu zauważają strategiczne walory geograficznego położenia tak życzliwego rumuńskiego sojusznika: w sąsiedztwie wciąż…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wiara bez uprzedzeń. Homoseksualność a Kościół