Dzień dobry państwu,
chciałabym rozpocząć moje wystąpienie od podziękowań: dziękuję nie tylko za zaproszenie, ale i za pełną otwartość na niestandardową formę kontaktu, którą zaproponowałam szanownym organizatorom dzisiejszej konferencji. Zanim przejdę do sedna referatu, proszę o zwrócenie uwagi na listę terminów i definicji, które za chwilę zobaczycie państwo na slajdzie…
Klik, klik.
Na obrazie z projektora zobaczyliśmy pulpit ze znajomą łąką. Kursor jak duszek przesunął się ku folderowi KING-STONE, a chwilę później załadowała się prezka.
Prelegentka wyglądała na zestresowaną.
Pomarańczową wiązką wskaźnika laserowego przesunęła po zapisanych w formie listy terminach na pierwszym slajdzie:
– „Mapa czasu” to oś czasu wyobrażona w formie kartograficznej, gdzie określenia takie jak „przed” i „po”, „wcześniej” i „później” należy interpretować w kategoriach zbliżonych do geograficznych…
Tłum sennie wpatrywał się w prezentację. To była piąta godzina konferencji. Zaraz miano nam serwować podwieczorek. Jedzenie było świetne, catering podczas przerwy śniadaniowej okazał się ścisłym top konferencyjnej gastronomii. Sięgnęłam do torebki i ukradkiem wyjęłam stamtąd pasztecik z nadzieniem warzywnym. Wsadziłam go w całości w usta i ignorując zazdrosne spojrzenie sąsiada z krzesła obok, wbiłam wzrok w slajd. Te marketingowe głupoty były i tak wciąż znacznie ciekawsze niż godzinny blok o SEO, który musieliśmy przecierpieć rano.
– Kolejny termin – ciągnęła nieśmiałym głosikiem dziewczyna – czyli „ludzie bieżący”. Inaczej ludzie receptywni, ludzie teraźniejszy, chociaż obecnie postuluje się odejście od tego ostatniego określenia z powodu nadmiernej jego względności. Pozwoliłam sobie jednak na zamieszczenie go na prezentacji dla państwa, bo inaczej trudno byłoby wam to, co chcę powiedzieć, w ogóle zrozumieć.
Poczułam się dotknięta. Co to za typiara? Myśli, że jakichś głupot z analiz marketingowych nie pojmę?…