Subskrybuj
Mój sąsiad Totoro, reż. Hayao Miyazaki (1988) fot. Archives du 7e Art/BE&W
Krytyk filmowy i literacki. Publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Kinie” i „Tygodniku Powszechnym”. Z Katarzyną Borowiecką prowadzi w TVP Kultura magazyn W poszukiwaniu dobrego filmu.

Animowany koniec światów

Zasada praktycznie zawsze jest ta sama: jeśli w danym roku premieruje jakieś Ghibli, to prawie z automatu trafia do topki japońskich list sprzedażowych. Tak oto następuje przewrót na miarę kopernikańskiego: animacja zyskuje miano poważnego gatunku

Nerd, szaleniec, katastrofista. Do tego megaloman, okropny perfekcjonista i wrzód na ciele swoich bliskich. Czy to czarny charakter w absurdalnie przerysowanym filmie superbohaterskim? Nie, to tylko Hayao Miyazaki – ulubiony dziadzio japońskich dzieciaków i artysta ceniony przez kinofili na całym świecie za tworzenie animowanych światów pełnych wdzięku, koloru i woli życia. Czyli za wszystko to, czym nie sposób opisać samego reżysera.

Całkiem możliwe, że brodato-wąsaty wizerunek współzałożyciela Studia Ghibli kojarzycie głównie z memów. Najbardziej poniosły się te, na których słynny animator, z papierosem zwisającym z ust, odchyla się na krześle, łapie za głowę, przymyka oczy. To jeden z tych obrazków, które da się „usłyszeć” – brzmi jak głębokie westchnienie zmęczonego życiem człowieka. Na innych wiralowych zdjęciach, również podebranych z dokumentu 10 Years of Hayao Miyazaki, twórca narzeka, że napisał dopiero jedną stronę scenariusza, przeklina znój roboty, wieszczy koniec japońskiego studia. Nawet dobrze się zapowiadające zdanie wypowiedziane na tle bajecznie zachodzącego słońca: „To naprawdę piękne!”, kwituje swoim: „Po śmierci nie zobaczysz już żadnego zachodu”. Wykapany doomer, postać z innego mema, obrazującego rozczarowanie światem, ale zarazem pogodzenie z jego upadkiem.

Ta wersja Miyazakiego nadawałaby się na materiał do współczesnej kinowej tragedii o losie jednostki w pędzącej nowoczesności, pożeranej przez żądną krwi machinę kapitalizmu. W zasadzie mamy już niejedną animację na ten temat – odnoszę wręcz wrażenie, że spora część z filmów wyprodukowanych w Studiu Ghibli traktuje o doomerskich postaciach. Może tylko fakt, że te przy okazji są pluszowe albo mają wielkie, słodkie oczy, sprawia, że w pierwszym odruchu nie wejdziesz pod koc, by już nigdy stamtąd nie wyjść.

Smutno, ale stabilnie

Trochę tu, rzecz jasna, upraszczam – ani katastrofizm nie jest jedyną i najważniejszą treścią filmów Ghibli, ani los nie doświadcza wszystkich ich bohaterów tak dotkliwie. O…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Pułapki samorozwoju