Ilustracja: Aleksandra Wichowska
Dominika Słowik luty 2026

Drzemki, czyli prawdziwe podróże w czasie

Ludzie z przyszłości świetnie wtapiają się w odwiedzaną rzeczywistość i trudno się zorientować, że oni to oni. Niechętnie dzielili się swoją wiedzą, z nieznanych nam wtedy, wówczas ludziom bieżącym, przyczyn. Oczywiście pojawił się szereg teorii, naukowych i nienaukowych, empirycznych, matematycznych, filozoficznych, socjologicznych, a także marketingowych.

Artykuł z numeru

Walczę o życie bez strachu

Walczę o życie bez strachu

Dzień dobry państwu,

chciałabym rozpocząć moje wystąpienie od podziękowań: dziękuję nie tylko za zaproszenie, ale i za pełną otwartość na niestandardową formę kontaktu, którą zaproponowałam szanownym organizatorom dzisiejszej konferencji. Zanim przejdę do sedna referatu, proszę o zwrócenie uwagi na listę terminów i definicji, które za chwilę zobaczycie państwo na slajdzie…

Klik, klik.

Na obrazie z projektora zobaczyliśmy pulpit ze znajomą łąką. Kursor jak duszek przesunął się ku folderowi KING-STONE, a chwilę później załadowała się prezka.

Prelegentka wyglądała na zestresowaną.

Pomarańczową wiązką wskaźnika laserowego przesunęła po zapisanych w formie listy terminach na pierwszym slajdzie:

– „Mapa czasu” to oś czasu wyobrażona w formie kartograficznej, gdzie określenia takie jak „przed” i „po”, „wcześniej” i „później” należy interpretować w kategoriach zbliżonych do geograficznych…

Tłum sennie wpatrywał się w prezentację. To była piąta godzina konferencji. Zaraz miano nam serwować podwieczorek. Jedzenie było świetne, catering podczas przerwy śniadaniowej okazał się ścisłym top konferencyjnej gastronomii. Sięgnęłam do torebki i ukradkiem wyjęłam stamtąd pasztecik z nadzieniem warzywnym. Wsadziłam go w całości w usta i ignorując zazdrosne spojrzenie sąsiada z krzesła obok, wbiłam wzrok w slajd. Te marketingowe głupoty były i tak wciąż znacznie ciekawsze niż godzinny blok o SEO, który musieliśmy przecierpieć rano.

– Kolejny termin – ciągnęła nieśmiałym głosikiem dziewczyna – czyli „ludzie bieżący”. Inaczej ludzie receptywni, ludzie teraźniejszy, chociaż obecnie postuluje się odejście od tego ostatniego określenia z powodu nadmiernej jego względności. Pozwoliłam sobie jednak na zamieszczenie go na prezentacji dla państwa, bo inaczej trudno byłoby wam to, co chcę powiedzieć, w ogóle zrozumieć.

Poczułam się dotknięta. Co to za typiara? Myśli, że jakichś głupot z analiz marketingowych nie pojmę? Lasia, jak ty się uczyłaś obsługi pierwszej gry na tablecie, to ja już śmigałam w CRM-ach jak pojebana.

Sięgnęłam po kolejny pasztecik.

Sąsiad obok się oblizał. Zrobiło mi się go żal. Podsunęłam mu ukradkiem torebkę i zachęciłam bezgłośnie, żeby się czymś poczęstował. Zapuścił do środka żurawia z takim entuzjazmem, jakby trafił do firmowego sklepu Haribo tuż przed świętami.

Wziął sobie, cholera, jedyny pasztecik na słodko, który mi został.

Tak się kończy bycie zbyt życzliwym, człowiek zostaje bez niezbędnego cukru już na początku czterdziestominutowego wystąpienia – zerknęłam na zegar, który został ustawiony na scenie. Ciekawe, ile firma tej babki musiała zapłacić za tak długą prelekcję. Moi szefowie z trudem przełknęli zabudżetowanie dziesięciominutowej prezentacji. Agencja Monitoringu Sieci, topowy gracz na rynku analiz rynku (taki mają slogan, nic na to nie poradzę, „rynek analiz rynku, najlepsi na rynku…” I know, cringe, ale, jak widać, działa).

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się