Jest jesień. Wstaję wcześnie rano, za oknem szarówka, zbiera się na deszcz. Jem przygotowaną poprzedniego wieczoru owsiankę z dużą ilością orzechów i rodzynek. W korytarzu, tuż przy drzwiach, czekają na mnie spakowane sakwy rowerowe – są w nich piły do gałęzi, lina do wspinaczki, mała turystyczna kuchenka, butla z gazem, kubeczki wielokrotnego użytku, garnek, łyżeczka i słoik z miodem. Sprawdzam raz jeszcze, czy o niczym nie zapomniałem. Wszystko jest – jestem przygotowany na wyjście do lasu.
Do pracy jeżdżę rowerem. Moja trasa biegnie wzdłuż jeziora i liczy jakieś 10 km. Lubię ją, ale nie ukrywam, że najprzyjemniejsza jest popołudniami, gdy wracam do domu, bo wietrzy moją głowę po całym dniu rozmawiania z dziećmi. Natomiast rano bywa wymagająca – zwłaszcza w jesienne dni. Po drodze, pokonując jedną górkę za drugą, myślę o tym, że zaproponuję dzieciakom wyjście na halę. Będziemy mogli pograć w piłkę albo w zbijaka, bo przecież bywają takie dni, że i ja nie bardzo mam ochotę iść w las.
Dojeżdżam do szkoły, pakuję rzeczy w plecak i idę do drugoklasistów. Słuchajcie, mam propozycję, chodźmy dziś na halę – mówię im na dzień dobry przekonany, że ucieszą się z mojej propozycji. I wtedy dzieje się rzecz, której się nie spodziewam: drugoklasiści protestują. Mówią, że nie ma mowy, że idziemy do lasu i koniec, bo przecież jest piątek i na ten dzień czekali cały tydzień. Uśmiecham się wtedy w duchu i myślę, że przecież właśnie o to w tej mojej leśnej edukacji chodzi – żeby las stał się dla innych tym, czym jest dla tej zgrai ośmiolatków. Dziesięć minut później przedzieramy się przez krzaki. Jesteśmy coraz brudniejsi, coraz bardziej mokrzy i coraz szczęśliwsi.
Kiedyś
W lesie jestem od zawsze. Otaczał on mój rodzinny dom z dwóch stron – pozostałe dwie to obszerne łąki i pole sąsiadów. Zbierałem w nim grzyby, jagody, spacerowałem sporadycznie z rodzicami i siostrami – nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, to raczej klasyczne leśne aktywności, czyż nie? Ale w tym moim przydomowym lesie działo się też coś innego: razem z siostrami przeżywaliśmy tam przygody, budowaliśmy…