Po drodze wstępuję do narożnej kwiaciarni. Zastanawiam się, co właściwie wyróżnia tego typu wywiady – z jakichś powodów rozmowy z ludźmi 80-, 90‑letnimi, którzy w ten czy inny sposób pozostawali kreatywni przez większość życia, zapamiętuje się na długo. Każda jest jedyna w swoim rodzaju, najgorsze, co można zrobić, to kurczowo trzymać się przygotowanego planu. Ludzi takich jak Koji Kamoji przede wszystkim się słucha. Nie odpytuje.
Uchwycić piękno
– Jednego dnia siedziałem sam w kawiarni, tu niedaleko, przy ul. Marszałkowskiej. Siedziałem i nagle po raz pierwszy w życiu poczułem, że jestem starcem. Miałem wtedy ok. 30 lat. W głowie ukazał mi się wtedy obraz bibułki, poddającej się ruchowi wiatru, która jednak mu się nie przeciwstawia – opowiada mi chwilę później Kamoji. Pod koniec marca skończył 91 lat, większość życia spędził w Polsce.
Ze wspomnianej bibułki powstała praca po latach wystawiana z nadpisanym tytułem: Przeciąg / Starość. 12 półprzezroczystych arkuszy wykonanych z najdelikatniejszej japońskiej bibuły, z wyciętymi pośrodku otworami. Całość tworzy rodzaj papierowego korytarza, wprawianego w ruch najlżejszym powiewem wiatru. Wiosną tego roku miałam okazję oglądać tę pracę we wrocławskim Pawilonie Czterech Kopuł, w ramach wystawy Wschód słońca na Zachodzie.
Mam do dziś zachowane zdjęcie, na którym przez ciąg wyciętych dziur widać postać przyglądającą się instalacji z drugiej strony. Kobieta, kimkolwiek jest, do dziś najpewniej nie zdaje sobie sprawy, że tamtego dnia uwieczniłam jej uważność na fotografii.
Tym też mogłaby być starość, myślę: podglądaniem siebie z chwil, które w życiu angażowały nas najbardziej. Przestrzeń, jaką tworzą poruszane powietrzem płachty papieru, wyczula świadomość na przepływ czasu.
Kiedy składam wizytę, Koji przygotowuje się już do wystawy tokijskiej. Jedna dopiero co skończyła…