Czarno‑biała fotografia grupę imigrantów na pokładzie statku. Wiele osób siedzi lub leży na podłodze i drewnianych platformach, owiniętych w koce i płaszcze. Niektórzy opierają się o siebie lub ściany, inni stoją w tle przy relingu. Widoczne są różne elementy wyposażenia pokładu, w tym metalowe konstrukcje i barierki.
Fot. Universal History Archive/Getty
Maciej Jarkowiec czerwiec 2026

Do widzenia, Ameryko

W Stanach Zjednoczonych mieszka dziś 10 mln ludzi polskiego pochodzenia. Przez dekady dla biednych mieszkańców Galicji i Kongresówki Ameryka stanowiła ziemię zarazem obiecaną i przeklętą

Artykuł z numeru

O czym śni Ameryka?

O czym śni Ameryka?

Czytaj także

Ilustracja przedstawia dużą postać inspirowaną Wujem Samem, widoczną z profilu, ubraną w cylinder z gwiazdami oraz ubranie w kolorach czerwonym, białym i niebieskim. Postać trzyma na otwartej dłoni tacę, na której znajdują się miniaturowe symbole kultury amerykańskiej: Statua Wolności, diabelski młyn, karuzela, neonowy napis, hamburger oraz piłka do futbolu amerykańskiego. W powietrzu unoszą się ptaki i balon w kształcie zwierzęcia. Po prawej stronie, na skraju urwiska, stoi dziewczynką w czerwonej sukience wyciągająca rękę w stronę tacy. Całość utrzymana jest w pastelowej kolorystyce z jasnym, gradientowym tłem

Magdalena Rittenhouse

Deklaracja marzeń

Nad brzegiem rzeki James w Wirginii, godzinę drogi na południe od stolicy stanu Richmond, pośród dębowo-sosnowych lasów znajduje się osada Jamestown, a w niej niewielki, kryty strzechą budynek huty szkła. Na oczach zwiedzających dwóch postawnych hutników formuje szklane naczynia z pomocą takich samych technik i narzędzi, jakich używano ponad 400 lat temu. Piece, tak jak przed wiekami, zbudowane są z kamieni wydobytych z rzeki, z tą różnicą, że kiedyś ogrzewało się je drewnem, a dziś gazem ziemnym. Pozostałości autentycznych pieców, odkrytych przez archeologów w 1948 r., można obejrzeć tuż za ścianą zrekonstruowanej huty. Wyobraźmy sobie: jesień roku 1608, mężczyzna zanurza długą piszczel szklarską w tyglu, aby nabrać surówki o konsystencji gęstego miodu i temperaturze 1200°C. Następnie toczy masę po żelaznym blacie, dmucha w piszczel, formując wazon. Jest Polakiem, nie zna angielskiego, kilka tygodni wcześniej na pokładzie statku Mary and Margaret przybył do Nowego Świata z trzema innymi rzemieślnikami z Polski.

Już w 1586 r., 20 lat przed założeniem Jamestown, pierwszej brytyjskiej kolonii w Ameryce – ziarna, z którego w kolejnych stuleciach wykwitnie państwo Stanów Zjednoczonych – Richard Hakluyt, sekretarz stanu królowej Elżbiety I oraz króla Jakuba I, pisze o ludziach biegłych w rzemiośle, których do przyszłej kolonii „z Prusiech i Polski sprowadzić należy”. Zgadza się z nim John Smith, pierwszy przywódca Jamestown, znający Polskę ze swych podróży, który notuje: „Moskwa i Polonia każdego roku wiele tysięcy otrzymują za smołę, dziegieć, ług, popiół, len, liny, śledzie, maszty, reje, deski, sosny, szkło i tym podobne”.

Zanim Polacy zwerbowani przez skautów Smitha wsiedli na statek do Ameryki, musieli dotrzeć do Londynu. Wyruszają prawdopodobnie z Gdańska, głównego portu łączącego Rzeczpospolitą z Anglią, podróżując od dwóch do czterech tygodni przez Bałtyk i Morze Północne na statku handlowym przewożącym zboże lub drewno. W Londynie zostają zakontraktowani przez Kompanię Wirginijską i czekają kolejnych kilka tygodni na skompletowanie zapasów dla kolonii. Latem 1608 r. wypływają z Blackwall i następnych dziesięć tygodni spędzają w dusznych, ciemnych komórkach międzypokładzia, z 70 innymi osadnikami, żywiąc się suszoną wołowiną i piwem (wody się nie przewozi, bo szybko się psuje). Ryzyko śmierci na Atlantyku, czy to w wyniku jesiennego sztormu, czy pirackiego ataku, jest bardzo wysokie, o czym powszechnie wiadomo. Dlaczego więc ludzie tamtego czasu, a pośród nich czterech polskich rzemieślników, decydują się na opuszczenie świata, jaki dobrze znają, żeby wyruszyć w absolutnie nieznane?

Robert Polonianin, nowy świat

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, dotykamy fenomenu Ameryki, ale też migracji, natury ludzkiej. „Na początku cały świat (…) był Ameryką”, stwierdził John Locke. Marzenie o pierwotnym raju, który odnaleźć można w Nowym Świecie w XVII w., pcha w jego kierunku ludzi wszelkich stanów. Lęk przed śmiercią okazuje się słabszy niż wizja lepszego życia.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się