Czy można zdefiniować, czym jest woke? Wyrażenia stay woke użył po raz pierwszy w 1938 r. wybitny czarny muzyk bluesowy Leadbelly, napominając, że należy pozostać czujnym wobec rasizmu. W międzyczasie to słowo przestało być apelem, a stało się obelgą – przeważnie w ustach prawicowych polityków, którzy używają go, by zdyskredytować wszelką walkę z rasizmem, nierównością płci czy homofobią. Niezbyt wielu przyznaje się dziś, że są woke. Nie znaczy to jednak, że zjawisko jest pozorne.
Fakt, że nikt nie mówi o sobie, iż jest antysemitą, nie oznacza w końcu, że antysemici nie istnieją.
Każdy, kto potrafi czytać, zna wiele przykładów myślenia w duchu woke. Przywołajmy jeden charakterystyczny przypadek. Kilka lat temu świat odkrył młodą czarną poetkę Amandę Gorman, gdy ta została zaproszona do odczytania swojego wiersza The Hill We Climb podczas oficjalnej inauguracji prezydentury Joe Bidena. Prawa do tłumaczenia utworu natychmiast zostały sprzedane do różnych krajów. Sama Gorman zasugerowała, aby przekładu na język holenderski podjął się niebinarny holenderski pisarz Marieke Lucas Rijneveld, którego teksty lubiła – a to jedyny rozsądny powód, aby wybrać kogoś jako tłumacza.
Wówczas jednak na Twitterze głos zabrała czarna holenderska blogerka modowa, która stwierdziła, że tylko kolorowa kobieta może przełożyć utwór Gorman. Dotychczasowy tłumacz wycofał się, a wydawca zatrudnił czarną Holenderkę. Tym tropem poszły także inne kraje. Katalońskie tłumaczenie było już gotowe, a tłumaczowi mężczyźnie…