Na pierwszy rzut oka łączy te książki bardzo wiele: motyw roślinny na okładkach (w obu przypadkach paprocie!) ze złowrogą czerwienią w tle, białe liternictwo i adnotacja dotycząca wyróżnień autorów. Zadziwienie Richarda Powersa zostało w 2021 r. nominowane do Nagrody Bookera, a powieść Ja śpiewam, a góry tańczą katalońskiej autorki Irene Soli zdobyła Europejską Nagrodę Literacką rok wcześniej. Zbieżność w czasie polskich tłumaczeń (z angielskiego Dorota Konowracka-Sawa, a z katalońskiego Barbara Bardadyn) to z pewnością kwestia przypadku. Najistotniejszym jednak punktem styku obu książek jest temat: wadzenie się ze światem przyrody.
Rzeczywistość, którą buduje Powers w Zadziwieniu, poszła o pół kroku dalej względem roku 2023 – istniejące technologie są bardziej zaawansowane, a konsekwencje katastrofy klimatycznej drastycznie wpływają na codzienność zwykłych mieszkańców planety Ziemia. Nie jest to jednak odległa przyszłość – kłopoty bohaterów wydają się bardzo realne, nie dystansuje ich od czytelnika / czytelniczki żadna futurologiczna wizja. Pewien astrobiolog, Theo, właśnie stracił żonę – aktywistkę ekologiczną, która – co aż…