Historia jako przedmiot szkolny była dla mnie nieatrakcyjna. Odczuwałam ją jako męczącą i szalenie nudną. Był to zbiór suchych dat, nazwisk i pustych faktów, bez żywych emocji i pełnokrwistych ludzi, z którymi mogłabym współodczuwać. Pewnie dlatego poniechałam jej zdawania na maturze, chociaż już wtedy uważałam się za humanistkę. Dopiero pierwsze polskie wydanie Głosu przeszłości Paula Thompsona i Joanny Bornat, uzupełnione o teksty Lynn Abrams i opublikowane przez Centrum Archiwistyki Społecznej w partnerstwie z Ośrodkiem Karta, uświadomiło mi ostatecznie, dlaczego w dorosłym życiu zaczęłam uganiać się dookoła z dyktafonem.
Pierwszy raz Głos przeszłościukazał się w 1978 r. w Stanach Zjednoczonych. Okazał się pionierską, przełomową książką o historii mówionej i wszedł do akademickiego interdyscyplinarnego kanonu, z którego korzystają nie tylko historycy, ale też socjologowie, antropolodzy, filozofowie i psychologowie. Przede wszystkim stał się jednak manifestem historii mówionej, z którego od lat czerpią specjaliści, a także realizatorzy lokalnych projektów historycznych z całego świata. Czwarte wydanie tej pracy jest pierwszym polskim i zawiera znaczące…