70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ziemia, plutopia ludzi

„Wszyscy jesteśmy mieszkańcami plutopii” – tymi słowami Kate Brown kończy swoją książkę o przemilczanej atomowej katastrofie ekologicznej, dając nam do zrozumienia, że jesteśmy obywatelami świata skażonego promieniotwórczym pierwiastkiem, uczestnikami historii naznaczonej przez ukraiński Czarnobyl, amerykański projekt Manhattan, japońską Fukushimę.

Z katastrofą atomową kojarzymy Czarnobyl albo Hiroszimę i Nagasaki. Niewielu zdaje sobie sprawę z istnienia tajnych projektów rządowych zakładających tzw. plutonowe miasta, w których produkowano radioaktywny pierwiastek potrzebny do atomowego przemysłu. O historii dwóch takich miejscowości i losach ich mieszkańców opowiada Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne.

Richland leży we wschodniej części stanu Waszyngton i jest ośrodkiem badań nad energią atomową; Oziorsk – jedno z dziesięciu sowieckich miast nuklearnych, położone pod Jekaterynburgiem, gdzie znajduje się skład rosyjskich materiałów atomowych. Okolice tych miejscowości to jedne z najbardziej zanieczyszczonych obszarów na świecie. Obydwie stanowią radioaktywne osady, w których zatrudnieni przez rząd inżynierowie produkowali pluton, nie zważając na ekologiczne konsekwencje i doprowadzając do katastrofalnego skażenia środowiska naturalnego. Dodatkowe zagrożenie stanowiły awarie atomowe, wybuchy materiałów, eksplozje odpadów. Wydawałoby się, że dwa plutonowe miasta, leżące po dwóch stronach żelaznej kurtyny, zbudowane przez dwa rywalizujące ze sobą mocarstwa, dzielić będzie wszystko. Oziorsk był całkowicie zamknięty i pilnie strzeżony, a jego istnienie utrzymywano w tajemnicy. W Richland nie było samorządu, własności prywatnej ani wolnego rynku. Mieszkańcy tych terenów nie mogli poruszać się bez przepustek, nadzorowani byli przez strażników i inwigilowani. Nikomu to jednak nie przeszkadzało – życie w nieistniejących oficjalnie miastach miało swoje plusy: brak przestępczości, bezrobocia czy biedy, znakomite szkoły, przyjaźni sąsiedzi, dobrobyt. Richland był pierwowzorem dla radzieckiego miasteczka, oba zaś miały stanowić centra produkcji broni atomowej i stwarzać pozory krain dostatku, otoczonych zielenią i roślinnością, obiecując robotnikom lepszą przyszłość, awans społeczny, idealne warunki bytowe. Ponieważ największy wróg był niewidzialny i mierzony w kiurach, wielu się skusiło i osiedliło z całymi rodzinami w napromieniowanych miastach. Krainy takie jak w powyższym opisie Brown nazywa plutopiami – odizolowanymi od świata, skażonymi promieniotwórczymi izotopami. Jak pisze historyczka: „ład i zamożność plutopii skłaniały jej beneficjentów do przymykania oczu na rosnącą wokół nich strefę promieniotwórczych odpadów” (s. 9). To miejsca, o których długo zakazywano mówić, a kiedy zasłona milczenia opadła – zaniżano wyniki badań dotyczących promieniotwórczości. Amerykanie wydawali miliony dolarów na poprawę bezpieczeństwa w strefie produkcji broni jądrowej, sowieccy oficjele tuszowali awarię, która nastąpiła w 1957 r. w Oziorsku i spowodowała skażenie terenu o wielkości 40 tys. km kw.

 

Zmowa milczenia

Opowieść o nuklearnych miasteczkach oparta jest nie tylko na rosyjskich i amerykańskich badaniach i tajnych dokumentach FBI i rosyjskiej FSB, ale także – co szczególnie cenne – na materiale zgromadzonym podczas rozmów autorki z byłymi mieszkańcami obu miast. Zdobycie danych i nakłonienie ludzi do mówienia było zadaniem trudnym ze względu na zmowę milczenia, zatem samo pozyskiwanie informacji przypominało sceny z filmów szpiegowskich czy powieści sensacyjnych – odmawiano zgody na podanie tożsamości, fałszowano dane, szyfrowano wypowiedzi, a tych, którzy zdecydowali się mówić o atomowym zagrożeniu, inwigilowano, śledzono i zastraszano. Brown rozmawiała z pracownikami plutonowych fabryk, mieszkańcami opisywanych atomowych miast z dwu różnych kontynentów i potrafiła wyprowadzić paralele ich losów – są oni nie tylko świadkami katastrofy, ale także ofiarami radioaktywnego izotopu, swoich rządów, systemu, który wytworzył zimnowojenny wyścig zbrojeń.

Ludzie pracujący w zakładach w Hanford (Richland) i Majak (Oziorsk) przy produkcji plutonu nie mieli pojęcia ani o grożącym im śmiertelnym niebezpieczeństwie, ani o ogromnym skażeniu środowiska w promieniu kilkuset kilometrów. Radioaktywnych odpadów przybywało, ponieważ – jak podaje autorka – „kilogram wzbogaconego plutonu oznacza setki tysięcy litrów radioaktywnych odpadów”, oblicza przy tym, że dwie funkcjonujące przez 40 lat fabryki plutonu skaziły ziemię, wodę pitną i powietrze co najmniej 20 mln kiurów promieniotwórczych izotopów. Okolice opisywanych miast skażone są dwa razy bardziej niż wysiedlona trzydziestokilometrowa strefa nad Prypecią po wybuchu elektrowni w 1986 r. Podobnie jak w przypadku mieszkańców Czarnobyla historie rodzin z atomowych miast naznaczone są chorobą popromienną, mutacjami raka i innych nieuleczalnych chorób, przedwczesnymi zgonami, nakazem milczenia pod groźbą zdrady tajemnicy państwowej oraz poczuciem inności i oszukania przez system.

Tę imponującą faktograficzną pracę czyta się jak najlepszy reportaż. Książkę wzbogacają zdjęcia mieszkańców Richland i Oziorska, słownik pojęć (w którym autorka skrupulatnie tłumaczy, czym są m.in. dormeza radiacyjna, moderator, QF czy rem) oraz obszerne przypisy do każdego z 43 rozdziałów. Brown z przejęciem, ale też z należytym dystansem pisze o wykreowanej przez człowieka katastrofie ekologicznej. Przybliża czytelnikowi jednostkowe losy mieszkańców plutopii – dziwnych niemiast pozostających w ciągłym zagrożeniu jądrową apokalipsą. A wszystko to rozgrywa się na tle zimnowojennej rywalizacji pomiędzy USA i ZSRR, politycznych i szpiegowskich intryg oraz globalnej katastrofy ekologicznej.

 

Zmierzch imperiów

Książka Brown wpisuje się w funkcjonujący w kulturze dyskurs nuklearny – jest jednym z dzieł literackich przedstawiających świat po ukrywanej (niewidocznej) katastrofie jądrowej. Na plutonowe skażenie patrzeć można oczyma Jacques’a Derridy, dla którego katastrofa jest wydarzeniem – dzieje się w konkretnej czasoprzestrzeni, rodzi nowy język opisu i nowe formy ekspresji doświadczenia, wpisuje się w symbole końca. Miejsca opisane przez amerykańską historyczkę jako skażone promieniotwórczym pierwiastkiem to przestrzenie przepełnione śmiercią i zagrożeniem, gdzie zdaje się konstytuować ponowoczesna tożsamość ludzi wykorzystanych do walki w wyścigu zbrojeń. W rozumieniu Derridy dyskurs nuklearny pozostaje (post)katastroficzny i naznaczony traumą. Zarówno amerykański, jak i sowiecki „biznes” nuklearny pochłonął wiele istnień ludzkich, zniszczył ekosystem, a ekologiczna katastrofa stać się może symbolem zmierzchu walczących ze sobą imperiów.

Brown skłania do refleksji nad indywidualną i zbiorową odpowiedzialnością za Hiroszimę, Czarnobyl, Oziersk, Richland, Fukushimę i zakopywanie radioaktywnych odpadów pod warstwami ziemi czy utylizowanie ich w wodach. Historia Richland i Ozierska to fascynująca narracja o tym, jak skrajna niekompetencja, zaślepienie ideologiczną walką i brak wyobraźni XX-wiecznego człowieka prowadzić mogą do tragedii, którą bez przesady i popadania w patos dookreślić można jako tragedię całej planety.

_

Kate Brown

Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

tłum. Tomasz Bieroń

Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 600

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter