70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ratowniczka. O walce ze śmiercią w fotografii Zofii Rydet

Gliwicka Czytelnia Sztuki przypomniała Zapis socjologiczny, dzieło życia Zofii Rydet. Na ścianach sali w podziemiu Willi Caro zgromadzono mnogość obrazów z wnętrza chat, domków, familoków. Podhale, Śląsk, Lubelszczyzna; drewno i glina, pobielone krzywe ściany, tkaniny i wzory. Wśród stareńkich sprzętów wiekowi mieszkańcy. Z mrowia obrazów wyłania się jeden wspólny: dom polski, którego dni dobiegają końca.

Domy bohaterów Zapisu… są ubogie – a jednak uderza w nich nagromadzenie, to, jak często w małej przestrzeni mieszczą się wszystkie niezbędne sprzęty, jak często jeden kadr obejmuje wszystkie rzeczy kluczowe. Łóżko, sznurek prania, wiadra, obite emaliowane naczynia, piec. Nad nimi obrazy świętych, makatki; „Boże, błogosław tej rodzinie” i „Dzień dobry”, ale i niespodziewane skrawki wielkiego świata – bracia Kennedy, pamiątki z Australii, portret Adriano Celentano. To pomieszczenia, w których wszystko jest ważne. Pod ścianą zazwyczaj krzesło czy kanapa, tam – usadowieni gospodarze w solennych pozach, o poważnych twarzach. Rydet surowo zabraniała się uśmiechać, stroić min – fotografowanie było dla niej czynem doniosłym. „To nie jest byle jakie zdjęcie, zatrzymuje twoją jaźń”, wyjaśniała Rydet w krótkim filmie Andrzeja Różyckiego, Nieskończoność dalekich dróg z 1989 r. Większość tę wymaganą powagę zachowuje, lecz niektórym bohaterom Zapisu udaje się przemycić łagodny uśmiech, jak staruszce maleńkiej jak lalka, przyłapanej na robieniu powideł. Co poniektórzy tulą dzieci lub koty; pojedynczy mężczyźni zostają sportretowani w łóżkach, z których nie zdążyli się podnieść. Jeden z nich, o pamiętnej twarzy mędrca, pojawia się na wystawie dwa razy. Na jednym ze zdjęć przeciera oczy, na drugim już śpi.

Dom, czyli świat

Wielkim bohaterem fotografii Zofii Rydet jest człowiek, ale człowiek opowiedziany przez przestrzeń, którą zamieszkuje i przez wypełniające ją rzeczy. „[Zapis] ma pokazać wiernie człowieka w jego codziennym otoczeniu, wśród jakby tej otoczki, która z jednej strony staje się dekoracją jego bezpośredniego otoczenia – wnętrza – ale która także pokazuje jego psychikę, mówi czasem więcej niż on sam”, tłumaczyła artystka. A zatem dom, czyli świat. Zapis zawiera serię zdjęć kobiet stojących na progu domu. Strzeżony przez gospodynie próg jest miejscem silnie symbolicznym, punktem przejścia. Należy do czytelnych kategorii, rudymentów organizacji świata, które przewijają się wyraźnie w całej twórczości Zofii Rydet. To symboliczne progi w cyklu życia ludzkiego: dorastanie (Mały człowiek) i starość (Czas przemijania), drogi i znaki jako przejrzysta metafora (Nieskończoność dalekich dróg).

Dzięki swojej naturze organizatora-archiwisty i niezłomnej dążności do porządku w świecie, Zofia Rydet jawi się jako ratowniczka i kustoszka. Dotyczy to Zapisu, ale i innych cyklów – opowieści o godnym zmierzchu życia Czas przemijania, czy kontynuacji Zapisu: Sanderowskich Zawodów i Zwykłego człowieka. O swojej pracy artystka mówiła jako o „balsamowaniu czasu”, wyjaśniała, że jej zadaniem jest przedłużanie życia portretowanym i ich świata. „Tylko fotografia ma możność pokonania widma śmierci i to jest moja nieustająca walka ze śmiercią i przemijaniem”, wyjaśniała. W swojej dokumentacji zwykłego, skromnego, nieważnego, w swoim dążeniu do nadania temu światu należytej doniosłości jest uparta i nieubłagana. Krzysztof Jurecki pisze, że przypominając o powadze chwili w fotografii, Rydet przywoływała tradycję nie tylko Augusta Sandera i słynnych portretów z czasów Wielkiego Kryzysu, wykonanych na zlecenie Farm Security Administration, ale również fotografów zakładowych. Odwoływała się do tradycji, w której wykonanie portretu było wydarzeniem wymagającym należnej oprawy, aktem przechodzenia do historii.

„Nasza kultura nie jest już kulturą uczenia się, ale kulturą zapominania”, pisał Zygmunt Bauman. Nim jednak doszło do tego stanu rzeczy, kultura miała być, wedle słów Karola Irzykowskiego, „ćwiczeniem pamięci i zapominania”. Jakiś rodzaj intuicji kazał Zofii Rydet zareagować w samą porę: zauważyć w świecie, który z takim uporem starała się rejestrować, znamiona nadciągającego szybko końca i ratować, co się da. W filmie Andrzeja Różyckiego słyszymy, jak jako starsza już kobieta wędruje po domach z aparatem. Zaskoczonym gospodarzom nie pozostawia miejsca na zbędne dyskusje. „Ślicznie, zrobimy panu tu zdjęcie. – Ale ja wiem, czy ja się godzę na to? – Pan jest taki ładny, że pan musi się zgodzić”, „Wyślemy do Ojca Świętego!”. To nie pora na negocjacje, tu idzie o pamięć, a czas nie będzie na nas czekał.

Archiwizacja świata

Rydet napotkała na swojej drodze jeszcze mikrokosmosy, które trwały długo we względnie niezmienionej formie; przestrzenie makat i bielonych ścian przypominały nadal w znacznym przecież stopniu o realiach wczesnego XX stulecia, a nowoczesne wynalazki podlegały zaanektowaniu, adaptacji, przetłumaczeniu na „nasze” (jak dekorowane kwiatami i serwetami telewizory). Koniec miał nadejść jednak w szybkim tempie, bo cały świat przecież się rozpędził, nie pozostawiając miejsca na to, co archaiczne – artystka miała rację, spiesząc się z Zapisem, rejestrując chaty i ich mieszkańców w dziesiątkach tysięcy. Trzeba zanotować wszystko, „świat, który umiera, bo wszystko umiera. Nie tylko ty umrzesz, nie tylko ja, ale umiera wszystko razem”, mówi Zofia Rydet w Nieskończoności dalekich dróg, gdy przyznaje się, że chce rejestrować nawet porzucone koszule na ogrodzeniu – przedmioty, które straciły życie. W innym miejscu zatrzymuje się, aby pożegnać skazaną na zburzenie wieś. Ale czas gonił przecież i ją samą: pracę nad Zapisem Socjologicznym artystka rozpoczęła w 67 roku życia.

Warto zauważyć, że prezentacja Zapisu socjologicznego zbiegła się w czasie z retrospektywną wystawą Jerzego Lewczyńskiego, zaprzyjaźnionego z Rydet i podobnie jak ona związanego z gliwickim środowiskiem fotograficznym. Lewczyński również podejmował na swój sposób próby archiwizacji świata, trud bohaterski, choć wiadomo, że płonny. Jego archiwum obejmuje znaleziska, skrawki, rzeczy pozostawione, obsesyjnie rejestrowane wszelkie ślady ludzkiej bytności i działalności. Wszystko się liczy, niczemu nie wolno pozwolić zniknąć. Lewczyńskiego i Rydet łączy daremny, lecz godzien podziwu bunt przeciwko śmierci i znikaniu. Stoją niewzruszenie naprzeciw nieuchronnego. Z obiektywem w dłoni.

Zofia Rydet

Zapis socjologiczny 1978-1990

Gliwice, Czytelnia Sztuki, 22.06. – 16.09. 2012


Źródła:
Nieskończoność dalekich dróg. Podsłuchana i podpatrzona Zofia Rydet, reż. Andrzej Różycki, 1989
Fenomeny i fantomy. Gliwickie środowisko fotograficzne w latach 1951-2000, Gliwice 2006
Krzysztof Jurecki, Oblicza fotografii, Września 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata