70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

***

Sen – nie sen. Może raczej przedsionek tego dnia, który za chwilę ma się dla mnie zacząć.

DZIEŃ NA PRZECIĄGU

Ulica Świętokrzyska biegnie na zachód. Skrzyżowanie z Jasną, która jest typową boczną ulicą, spokojnie zmierzającą ku Filharmonii. Po lewej stronie Świętokrzyskiej dmie rzeźwy przeciąg od Nowego Światu. Szybko też idą ludzie, zwłaszcza ci, co udają się na Marszałkowską. Tu nikt nie spaceruje, wszyscy zdecydowanie dokądś idą. Właściwie prawie biegną, wpatrzeni przed siebie. Nie wyglądają tu żadnego spotkania.

Co za pomysł – żeby w tym miejscu rozstawić kramik „Przeciw karze śmierci”? Racja wyboru: tu na rogu mieści się Przedstawicielstwo Unii Europejskiej, z której krajami obchodzimy ten dzień pamięci o dramatycznym problemie świata. Wielki plakat – czarno biały, poważny, przypomina dzisiejszą datę – 10 października. Czuwamy przy nim w kilka osób, coraz sobie bliższych w miarę, jak trwamy.

Jednak od czasu do czasu z potoku mijających ktoś się odrywa, zbliża się ku nam. Czasem już z daleka steruje w naszą stronę. To są ci, co o święcie i naszej obecności wiedzą, pamiętają, przyszli specjalnie. Miło ich witać, często są to uściski.

Jest też inne zjawisko: ktoś mija, prześlizgując się po nas spojrzeniem. Po kilku krokach zawraca. Nawiązuje kontakt. Takich osób jest jednak na tyle mało, że inicjujemy inne działanie: zaczynamy aktywnie rozdawać rodzaj ulotki – fragment dziennika „Metro” z naszymi materiałami przeciw karze śmierci. Jest tam też wywiad ze mną na ten temat, ale szczęśliwie dominuje nie moje zdjęcie, lecz plakat Rady Europy: czerwona sylwetka człowieka, którą przecinają nożyce.

Ludzie wyciągają ręce po coś, co mogą chwycić nie wstrzymując swego szybkiego marszu. Czasem przez chwilę patrzą na tę przeciętą postać. Staranniej składają gazetę.

            Śmierć kojarzy się z nożycami.

Dość często obserwujemy odruch niechęci do „reklamy”. Zdarza się, że ktoś zmienia kurs, by nie wziąć papieru, który oferujemy. Od czasu do czasu głośno zapewniam nadchodzącą grupę, że to nie reklama, to coś „do myślenia, do czytania…” Pomaga? Może trochę.

W całej tej akcji uczestniczą zaprzyjaźnione osoby, głównie studenci z Warsztatów Dziennikarskich POLIS. Mówię im: „Róbmy to inaczej! Starajcie się uśmiechać do tych zapędzonych ludzi. Oni nie zdążą tego zauważyć, ale podświadomie odbiorą inność atmosfery w tym miejscu”.

Z rzadka, ale zdarzają się dyskutanci, osoby, które nie wiedzą, co o sprawie myśleć, niestety częściej pojawiają się besserwisserzy, usiłujący nas przekonać, że robimy coś, co jest bez sensu. Nie ustępujemy, ale oni też nie! Raczej możemy im dać doświadczenie, może pierwsze w życiu? – że naprawdę ich pogląd nie jest oczywisty i powszechnie na świecie przyjęty. Tu na rogu dwóch warszawskich ulic w lodowatym przeciągu przez cały dzień ktoś się uwija w imię innego przekonania. Więc ono istnieje, kogoś rozgrzewa.

Na jednym z dwóch okrągłych stolików (pożyczonych od Unii Europejskiej) leży księga wpisów. Brulion z niebem gwiaździstym na okładce. Na początku „List otwarty” podpisany przez 31 osób, tyle, ile zdołaliśmy naprędce zwołać – bo przecież list, który ma opublikować gazeta METRO – musi być listem od kogoś; podpisy to jakby ciężarki, które nie pozwalają mu odlecieć w medialną przestrzeń bez granic.

List jest apelem od ludzi do ludzi: abyśmy poważnie przyjrzeli się temu, co oznacza karanie śmiercią i moralna aprobata, usprawiedliwianie kary śmierci – opowiadanie się za nią, nawet gdy nie ma jej w polskim kodeksie karnym i u nas nikomu nie grozi. Jest też w tym liście prośba do tych, co duchowo mogą najwięcej – do rodzin ofiar zbrodni – aby swoim świadectwem zechciały wesprzeć „NIE” dla kary śmierci.

Czy mogę ten list tu zacytować tak, jak brzmi, jak go wydrukowało „Metro”, gazeta ulotna, której kartki mało kto zachowa? To jest także mój tekst, ma mój podpis.

Europejski Dzień przeciw karze śmierci

LIST OTWARTY

10 października 2008

Będziemy obchodzić 10 października jako Europejski Dzień przeciw karze śmierci. Szczęśliwie doczekaliśmy udziału Polski w ustanowieniu tego uroczystego Dnia. Cieszymy się, że prawie cały nasz kontynent jest wolny od kary śmierci, pragniemy, by cały świat się od niej uwolnił.

Uważamy, że w tym roku 10 października powinien być dniem edukacji o Prawach Człowieka, o darze i zadaniu bycia człowiekiem. Tego daru nikomu nie można odebrać, to zadanie mają wszyscy. Wszystkich też chcemy przekonać o niedopuszczalności stosowania kary śmierci w świecie współczesnym.

1. W dniu 10 października wzywamy wszystkich przeciwników kary śmierci na całym świecie do publicznego wyrażenia swego poglądu na tę sprawę.

2. Wzywamy szczególnie tych, co cierpią będąc ofiarami zbrodni: przyjmijcie od nas wyrazy solidarności wraz z prośbą o udział w obronie człowieczeństwa przez odrzucenie kary śmierci.

3. Apelujemy do polityków, by zerwali ze smutnym zwyczajem zdobywania poparcia przez opowiadanie się za karą okrutną i niebezpieczną dla społeczeństwa.

4. Wzywamy media społecznego przekazu do udziału w obchodzeniu Europejskiego Dnia przeciw karze śmierci przez informowanie o jego sensie, celu i możliwościach udziału.

W poszukiwaniu uzasadnienia naszego stanowiska odsyłamy do dokumentu Rady Europy:

“Śmierć nie jest sprawiedliwością”, na stronie: www.coe.org.pl

 

O co w tym wszystkim chodzi? Postawa wobec kary śmierci jest probierzem postawy wobec Praw Człowieka. Prościej: wobec człowieka. Człowieka jako istoty wyjątkowej – a czymś takim wyjątkowym jest wraz ze mną, wraz z nami każdy. To się czuje (albo nie). W duchu wiary chrześcijańskiej (albo i bez niej, na mocy tego, co się w swoim wnętrzu odczytuje i potwierdza). Jeśli na mocy wiary, to wiedząc, że Pan stworzył i umiłował istoty ludzkie, każdą dla niej samej.

Pod tym listem składano czytelne i nieczytelne podpisy. Na ogół z wielką powagą, uważnie, czasem pytając, jaka jest szansa, że te podpisy pomogą. Uczciwie stwierdzaliśmy, że można tylko mieć bardzo skromną nadzieję, że sam fakt ich zaistnienia pobudzi władze polskie do zaangażowania przeciw kultowi kary śmierci. A ponadto – przydadzą się myśli, którymi przeciwnicy kary śmierci zechcą podzielić się ze współobywatelami.

Oto kilka z tych wpisów. Nazwiska są w brulionie-księdze:

„Uważasz, że wielu żyjących zasługuje, by umrzeć. Wielu umarłych zasługuje też na życie. Czy potrafisz im je wrócić?” (Gandalf do Froda, „Władca pierścieni”). Jeśli nie jesteśmy w stanie decydować o przywracaniu życia, to dlaczego mielibyśmy podejmować decyzję o jego odebraniu?

 

JESTEM PRZECIW! KOCHAJMY LUDZI

(i nie zapominajmy o braciach mniejszych)

 

TYLKO W KRAJU, W KTÓRYM PRZESTRZEGA SIĘ PRAW CZŁOWIEKA, MOŻNA CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE. 

Nawet nie wiem, co miałbym wpisać w tym zeszycie. Chciałem umieścić argument przekonujący tych nie przekonanych, obalenie takiego najtwardszego argumentu za karą śmierci. Ale mi się nie udało. Sprzeciw dla kary śmierci wydaje mi się czymś tak naturalnym, że wszystkie argumenty za jej wprowadzeniem (pomimo silnych kontrargumentów) wydają mi się kompletnie irracjonalne. Mam nadzieję zatem, że już niedługo nawet nie będę ich słyszał. Kara śmierci zniknie nawet z ludzkich umysłów.

 

PRZED PORANKIEM, O PORANKU

Sen – nie sen. Może raczej przedsionek tego dnia, który za chwilę ma się dla mnie zacząć.

Budzę się w jakiejś mglistej szaroniebieskiej przestrzeni, tu, ale nie tu. Tę przestrzeń wypełniają ciche, niewyraźnie wypowiadane, jakby zamazane, ale cudownie zrozumiałe słowa. Nie potrafię ich powtórzyć, chociaż, gdy rozlegał się ten głos, każdemu ze słów starałam się towarzyszyć, powtarzać je. To był głos Jana Pawła II z ostatniej Jego do nas pielgrzymki. Słów było więcej, ale powtarzało się wśród nich jedno i ono brzmiało najdłużej, zderzyło się z podnoszącym się z ziemi gwarem. „Miłosierdzie”… Jeszcze było je słychać, wypowiadane z wysiłkiem, jakby raniło krtań i usta, a tymczasem już wyraźny zupełnie wyrwał mnie z tamtej przestrzeni gniewny krzyk, jakieś komuś urąganie, zrzędzenie. To płynęło z niedogaszonego radia zagłuszając poranny apel ptasi.

 

PAŹDZIERNIK

Nad październikiem wisi listopad. Piękne liście – żółte, czerwieniejące i nawet te zielone są skazane na śmierć. Liście, nie drzewa, choć ogołocenie z liści czyni drzewo szkieletem.

Październik jest dobrym miesiącem na myślenie o tym, od czego listopad się rozpocznie – od dni pamięci o zmarłych. Zewnętrznie dni pod znakiem coraz bardziej rasowych chryzantem, wrzosów i wieńcy sztucznych róż, zimne, mgliste, mroczne dni. Pozór prawdziwości odbierze kwiatom dopiero śnieg.

Zazdroszczę Żydom obyczaju układania kamieni na grobach. Kamienie są nie fałszowane, podobnie jak kasztany i żołędzie, z których wnuczkowie i wnuczki układają mozaiki dla niepamiętanych już babć i dziadków.

*

„Złote Tarasy” – jedna z warszawskich galerii handlowych, pełna ludzi i rzeczy, które przyszli oglądać, może kupić, potrzebne i zbędne, ale błyszczące, pociągające jakąś obietnicą – na przykład taką, że dodadzą barw szaremu życiu.

Na jednym z pięter, wprost na trasie wędrówki od jednych ruchomych schodów do drugich – studio telewizyjne „Religia.TV”. Spieszący się ludzie niecierpliwie wymijają podwyższenie, na którym gadające głowy wsparte na swych ciałach, przemawiają do podsłuchujących je mikrofonów, a kamery usiłują czegoś się w nich dopatrzeć pod odmładzającym przeciwodblaskowym makijażem. To się nazywa „Między sklepami”. Ja też tam jestem, siedzę na jednej ze zbyt miękkich kanap. Inne postacie, o kilka metrów dalej, dla mnie kryją się we mgle pochłaniającej obraz i chyba też część dźwięku, bo głosy są też zmatowiałe, napływają ku mnie przebywszy drogę do satelity i z powrotem. A może tak mi się tylko wydaje?

Szymon Hołownia indaguje mężczyznę, który przeszedł tzw. „śmierć kliniczną” w trakcie groźnego wypadku samochodowego. Teraz jest zdrowy, ale inny niż przedtem. Jakoś symbolicznie ma na sobie białe wdzianko, szerokie rękawy podkreślają gesty. Jestem zadowolona, bo obaj mówią o „śmierci” wyraźnie w cudzysłowie, świadomi, że gdyby śmierć naprawdę nastąpiła, byłaby tym, czym jest – kresem, o którym nikt nie opowie. Ale samo zbliżenie do tego punktu bezpowrotnego zaangażowania w wieczność jest ważne. „Powrót” jest nowym startem. Temu naszemu rozmówcy powrót przyniósł większą radość z rzeczy istotnych. Aby je przeżywać, warto zwolnić tempo życia, przybliżyć się do innych stworzeń, patrzeć na nie, smakować piękno i radość.

Ten „świadek” mądrze mówi, szkoda że nie słyszą go pędzący, błąkający się w tle klienci galerii. Oni dla mnie są też za mgłą, może dlatego mam wrażenie, że wszyscy są nachyleni pod jednym kątem.

Pora na mnie. Szymon nagle jest już blisko, wylądował obok na tej samej kanapie. Nie zapamiętałam, gdzie był mikrofon. Chyba udawaliśmy, że go nie ma. Nie myślę o mikrofonie, gdy coś wyjaśniam, tak naprawdę nie Szymonowi – choć nie zrywam interakcji z nim. Myślę o kimś, kto nawiązał rozmowę ze mną, tu, w tej galerii, w której tamten człowiek i ja mamy zamiar kupić znicze, aby zapalić je na czyimś grobie. Ja wiem i nakazuję mojej pamięci, by nie sugerowała, że ten bliski człowiek jest tam, w ziemi, pod mokrą lastrikową płytą. Czeka na wizytę na owianym mgłą cmentarzu. Mam też nakaz dla wyobraźni, by mi nie malowała ani obrazu słodkiego nieba, ani tego, co katechizm nazywa „czyśćcem”. Wszystkie obrazy przeszkadzają wierzyć w istnienie tego, co nas czeka za śmiercią; odbierają temu realność. Szkodzi też Dante, źle czytany, w fałszywym kontekście naiwnego realizmu. Straszliwie szkodzą renesansowi czy barokowi autorzy dzieł wypełniających kościoły i muzea. Wbrew nim, z daleka od nich trzymam się obietnicy, że Haszem będzie Wszystkim we wszystkich. W moich najbliższych jest Wszystkim, będzie Wszystkim we mnie, w tych, co mnie jeszcze wyprzedzą i w tych, co po ludzku biorąc jeszcze trochę zostaną tutaj.

Naprawdę nie pamiętam, co powiedziałam Szymonowi na tej kanapie, na której usiłował on reprezentować świat, który jakoby ode mnie chce się dowiedzieć, jak to jest. A ja przecież nie wiem i tylko staram się nie tracić z oczu Obietnic. Obietnice coś mi dają – więc staram się tym dzielić. Chodzi o to, by przeciwdziałać lękowi przed spotkaniem z Bogiem. Mam to za potrzebne i będące także moim obowiązkiem. Za uprawniony uważam jedynie wstyd, że nie wyrażaliśmy i nie wyrażamy swojego „TAK” wobec Boga – że nie wyrażamy tej afirmacji częściej, lepiej, bardziej autentycznie. Ten wstyd to już dosyć otwarcia, aby On sam mógł dać wszystko, wszelką pustkę zastąpić nieskończoną pełnią. W nic mniej nie warto wierzyć.

Oczywiście piszę teraz to, co należałoby powiedzieć w takiej przed-listopadowej audycji, gdy już tak blisko nadchodzących dni przeciw ostateczności śmierci, dwóch dni napełnionych i do napełnienia, dni nadziei wielu chrześcijan na ostateczne zamknięcie konta braku dobra, konta zła.

*

I ja też wracam ze studia ruchomymi schodami wśród klientów galerii, której rozmiary i charakter kołowrotu, korowodów w kołowrotach wydają mi się jakieś dantejskie.

Mimo zakazu wyobraźnia działa.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata