70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czego świeccy oczekują od księży?

Ksiądz za skarby świata nie powinien być urzędnikiem. Wszędzie mamy urzędników, którzy widzą w nas raz płatnika podatków, raz numerek na liście mieszkaniowej, raz nieboszczyka… Gdy się spotka osobę duchowną, to ma się nadzieję, że wreszcie będzie się traktowanym jak człowiek.

Od czasów Soboru wracałem kilkakroć do tego tematu, zwłaszcza w pogadankach dla seminarzystów. Chciałbym odpowiedź na pytanie wielu księży, zawarte w tytule niniejszego rozdziału, trochę wyostrzyć, dedykując ją moim przyjaciołom duchownym, starszym i młodszym, którym zawdzięczam nieporównanie więcej, niżbym umiał wyrazić, prawiąc im rzeczy miłe. Ufam więc, że i miłe, i niemiłe czytelnicy duchowni zechcą przyjąć – mówię to z całą powagą – jako niedoskonały wyraz mojej wdzięczności.

Ludzie oceniają Kościół wedle postawy księdza

Nie tylko ode mnie i nie tylko na tym miejscu dostaniecie za chwilę, drodzy Klerycy, porcję swoistych morałów. Przez całe życie będziecie spotykać moralizatorów amatorów. To chyba dobrze. Jan XXIII często powtarzał, że chrześcijanie mają zwracać uwagę na znaki czasu: tak samo trzeba zwracać uwagę na głosy płynące od społeczności wiernych, jakim będziecie służyć i jakich będziecie prowadzić. Oczywiście nie może to być stałe napięcie: co też ludzie o mnie mówią? Własną osobowość rozpoznaje się w oczach innych, własna osobowość krystalizuje się w zetknięciu z innymi. Ale za długo trwać w takiej nadmiernie bacznej ciekawości nie byłoby dobrze, bo człowiek im bardziej dojrzewa, tym bardziej zapomina o sobie i myśli o innych. To znaczy bardziej kształtuje siebie samego nie przez autoanalizę, ale przez działanie na rzecz ludzi, którym ma służyć. Autoanaliza – jak mi się wydaje – nie powinna być posunięta za daleko, nie powinna trwać za długo. Niechby pozostała po niej pewna wrażliwość czy też pewna czujność, ale nie napięta i grzebiąca w swoich psychicznych głębiach, tylko czujność pełna życzliwości i szacunku wobec uwag innych. To Wam da najwięcej, bo ludzie, chcąc nie chcąc, będą Was uczyć tego, czego będą od Was oczekiwać.

A ludzie oczekują od księdza strasznie dużo. Dla większości ksiądz jest wciąż reprezentantem Kościoła. Świeccy nadal zapominają, że oni też. Ciągle trwa – głęboko zresztą uzasadniony – nawyk, aby przede wszystkim w księdzu widzieć przedstawiciela Kościoła, co więcej – przedstawiciela samego Chrystusa.

Tak to już jest, że wielu świeckich przyszło do Kościoła dzięki księdzu, ale też wielu odeszło z powodu księdza. Ksiądz jest tym żywym znakiem, na który wszyscy patrzą i według którego Kościół oceniają.

Spokojna naturalność
I cóż właściwie ludzie świeccy zauważają w księdzu na pierwszy rzut oka? Co pozytywnie oceniają, a co negatywnie? Wydaje mi się, że młodzi – ale nie tylko oni – bardzo pragnąc zrozumienia dla swych spraw, przychylnego i uważnego wniknięcia w te sprawy, zarazem nie oczekują „kolesiowatości”. Bardzo to jest ciekawe, że niemal wszyscy spodziewają się od księdza zarówno zrozumienia, jak i pewnego dystansu czy pewnego typu autorytetu, który naturalnie nie zasadza się na darciu nosa, tylko wynika z tej służby, jaką ksiądz pełni. Tymczasem księża czasem uważają, że stając na poziomie młodych, przyjmując przelotne maniery czy mody, które trwają niekiedy przez jeden sezon, stają się im bliżsi i łatwiej do nich trafiają. Mnie się zdaje, że to iluzja.

Często osoby – nie tylko duchowne, ale i świeckie, które w ten sposób starają się stanąć na poziomie młodzieży – raczej się ośmieszają, bo najważniejszą sprawą jest być sobą. Być sobą to znaczy zachować spokojną naturalność. Zresztą, jak napisał Lec, żeby być sobą, trzeba być kimś. A najlepszy sposób, żeby zostać jednym i drugim, to zapomnieć o sobie. Jeżeli człowiek przestanie myśleć o sobie, a skupi się na drugim, jeżeli pamięta głównie o tym, co ma z siebie dać, to ta pozycja przyjaznego, naturalnego kontaktu wytwarza się w sposób spontaniczny.

Myślę jednak, że to bardzo trudne. Zwłaszcza młodemu księdzu po opuszczeniu seminarium trudno jest przebić się poprzez najróżniejsze społeczne naciski, poprzez zaciekawienia, poprzez aurę tworzącą się wokół niego, która jest czasem nieżyczliwa, przynajmniej w niektórych środowiskach, w innych zaś nadmiernie życzliwa, co jest równie niebezpieczne. Takie grono pełne uwielbień tylko usztywnia człowieka wewnętrznie. Powoduje, że człowiek w odruchu samoobrony przyjmuje pewną pozę. Tak, owa naturalność, o której łatwo się mówi, jest w istocie trudna.

Tym trudniejsza, że wszystko, co człowiek robi, jest ujęte w kanony – nazwijmy to tak – pewnych obyczajów. Każdy gest, jaki wykonujemy, począwszy od podania ręki, to gest naładowany pewnymi treściami symbolicznymi, skojarzeniami umysłowymi i uczuciowymi. Nie wychylimy się poza pewien obyczaj, poza tradycje, które przekazały nam pokolenia, przekazała nam polska kultura, także kultura duchowieństwa czy środowiska, w którym się wychowaliśmy. Ten obyczaj od dzieciństwa asymilujemy; często, wedle potrzeb naszych czasów, świadomie lub nieświadomie go korygujemy. Głupotą byłoby niszczenie go: jeśli zniszczyć obyczaj cywilizowany, na jego miejsce wkrada się natychmiast obyczaj barbarzyński. Ale obyczaj dobrze przyswojony musi być „taktem”, nie „wędzidłem”. Rdzeń dobrego wychowania polega na tym, by uważać na drugiego człowieka, nie zaś na tym, by wiedzieć, jak trzymać nóż i widelec, choć i to są kwestie istotne: żeby nie chlapać po obrusie i nie wyłamywać się z norm, które kształtowały się przez wieki i które inni respektują.

Nie na tym jednak polega rdzeń dobrego wychowania, żeby trenować zręczny krok i timbre głosu, tylko – powtarzam – na tym, by zauważać drugiego człowieka, jego potrzeby i pragnienia.

Odwrotnie niż buńczuczny Papkin: „Że tam komu w uszach strzyka / Albo że tam czyj łeb chory…”. Dostrzegać bliźniego to elementarna postać miłości bliźniego. A wszystko inne będzie wam przydane.— pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter