fbpx
fot. Denis Lovrović/AFP/East News
Maciej Falski maj 2020

Wielki powrót. Zwrot ku centrolewicy w Chorwacji?

W zwycięstwie Zorana Milanovicia w chorwackich wyborach prezydenckich widzieć można symptom odwrotu społeczeństw europejskich od prawicy. Jego poprzedniczka była rzeczniczką koncepcji Międzymorza, chętnie spotykała się z Andrzejem Dudą oraz Viktorem Orbánem. Milanović stawia zaś na silną wspólnotę europejską.

Artykuł z numeru

Ostatni tacy papieże

Ostatni tacy papieże

Jeszcze rok temu trudno było przewidywać, że Zoran Milanović z sukcesem wróci do polityki. Po wyborach z listopada 2015 r., przegranych przez koalicję centrolewicową, dotychczasowy premier Chorwacji i szef Partii Socjaldemokratycznej (Socijaldemokratska partija – SDP) utracił oba stanowiska i wycofał się z aktywnej polityki. Nawet wśród zwolenników lewicy i centrolewicy opinie na jego temat były podzielone. Zarzucano mu m.in. gwałtowny i zbyt bezpośredni sposób komunikacji oraz nadmierną pewność siebie. Jak to zwykle bywa, na byłego premiera spadła też odpowiedzialność za kryzys gospodarczy, który w znacznym stopniu dotknął Chorwację po 2012 r. Milanović wycofał się z polityki krajowej, angażując się w prywatny biznes, włączył się też w misje międzynarodowe, pełniąc m.in. funkcję doradcy premiera Albanii.

Punkt wyjścia kampanii prezydenckiej Milanovicia nie był łatwy, skoro odszedł on w poczuciu porażki i przez pewien czas nie uczestniczył w życiu publicznym. W potocznej opinii urzędująca prezydentka Kolinda Grabar-Kitarović miała zapewnioną reelekcję. Sprzyjały jej nie tyle własne osiągnięcia, ile raczej brak wyrazistej postaci po stronie opozycji. To analogiczny przypadek jak tegoroczne wybory prezydenckie w Polsce, gdy mimo wyraźnej polaryzacji elektoratu strona opozycyjna nie zdołała wyłonić jednego bezspornego kandydata (bądź kandydatki). Żadna z osób uczestniczących aktywnie w polityce i rozpoznawalnych przez szersze kręgi wyborców nie potrafiła zdobyć mocnego poparcia, a wiadomo też, że urzędująca głowa państwa zwykle ma lepszą pozycję startową. Ponadto początkowo Grabar-Kitarović cieszyła się pełnym poparciem prawej sceny politycznej, zwłaszcza tej zorientowanej nacjonalistycznie. Była prezydentka powoływała się wielokrotnie na Franja Tudjmana, pierwszego prezydenta suwerennej Chorwacji (1990–1999), kreując się na dziedziczkę i kontynuatorkę jego dzieła. Po latach centrolewicowej prezydentury Stjepana Mesicia (2000–2010) i Iva Josipovicia (2010–2015) zadziałało to jak pozytywne wzmocnienie dla nacjonalistycznej prawicy. Franjo Tudjman uznawany jest bowiem za głównego architekta chorwackiej niepodległości i obrońcę niezależności, który nie tylko wyprowadził kraj z Jugosławii, ale też przyczynił się do zwycięstwa w wojnie za ojczyznę w 1995 r. Tudjman budził ogromne kontrowersje ze względu na autorytarne zapędy i fatalną politykę wobec Bośni i Hercegowiny.

Czas jednak robi swoje i pozytywna legenda pierwszego prezydenta dominuje dziś w społecznej świadomości, a jego mocną pozycję symboliczną trudno jest podważyć.

Cztery powody zwycięstwa

Dlaczego więc Zoran Milanović wygrał wybory (druga tura odbyła się 5 stycznia tego roku) i 19 lutego mógł objąć urząd prezydenta? Po pierwsze, uzyskał poparcie Partii Socjaldemokratycznej i dzięki temu miał zdecydowanie najmocniejszą pozycję na lewej stronie sceny politycznej. Wprawdzie zarysowały się też inne kandydatury o mocniej akcentowanej tożsamości lewicowej, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe, jednakże kandydaci i kandydatki z tej opcji uzyskali jedynie niewielkie wsparcie elektoratu.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się