Subskrybuj
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w Buczy, mieście symbolu rosyjskich zbrodni w Ukrainie, 4 kwietnia 2022 r. fot. Ronaldo Chemidt / AFP / East News
Publicysta, dr socjologii, doradca polityczny. Autor książki Druga fala prywatyzacji. Niezamierzone skutki rządów PiS (2020). Współautor „Podkastu amerykańskiego”. Dawniej sekretarz redakcji tygodnika „Kultura Liberalna”

Rosji grozi los ZSRR

Jeśli w najbliższym czasie dokona się w Rosji zmiana, to nie w drodze buntu mas, lecz buntu elit. To będzie możliwe dopiero wtedy, gdy Rosja znajdzie się w obliczu katastrofy. Decyzja o inwazji na Ukrainę uczyniła taką katastrofę bardzo realną.

Każda wojna toczy się o coś. O co toczy się ta wojna z perspektywy jej głównych aktorów? Zacznijmy od agresora – od Rosji.

Najprościej mówiąc, ta wojna toczy się o  wartości. Tymczasem komentarze w codziennej prasie są zdominowane przez myślenie geopolityczne – cokolwiek to znaczy.

Co znaczy?

Moim zdaniem nic nie znaczy. Jest przejawem nieporadności intelektualnej – kiedy nie jest się w stanie czegoś zrozumieć, mówi się, że ma to „wymiar geopolityczny”.

To bardzo brutalny komentarz…

Geopolityka jako myśl polityczno-filozoficzna została zaproponowana przez szwedzkiego politologa Johana Rudolfa Kjelléna w II poł. XIX w. i przyjęta przez Niemców w czasie I wojny światowej. Zyskała na znaczeniu w czasach hitlerowskich, ale po II wojnie światowej całkowicie znikła z  poważnego myślenia o stosunkach międzynarodowych. Pojawiła się ponownie nagle, po rozwiązaniu ZSRR i zakończeniu zimnej wojny, kiedy trzeba było na nowo uporządkować wyłaniający się świat.

Geopolityka – jak wskazuje pierwsza część tego pojęcia – jest związana z geografią. Kiedyś uwarunkowania geograficzne, np. fakt, że państwa były od siebie oddzielone naturalnymi granicami – rzekami, pasmami górskimi, morzami – miał większe znaczenie niż dziś. Istotą wojny Rosji z Ukrainą nie jest geografia, lecz wartości określające pewien sposób pojmowania sensu życia i fundamentalnych norm.

Przywódcy wielu państw twierdzą, że rządzą się według własnych wartości, a wartości uniwersalne nie istnieją. Rosja także uważa, że ma wyłącznie swoje wartości.

O jakie wartości toczy się ta wojna?

Wiele lat temu uczestniczyłem w  procesie redagowania Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie podpisanego w Helsinkach w 1975 r. Zawarto w nim 10 zasad, którymi państwa powinny kierować się we wzajemnych stosunkach.

To zasada suwerennej równości państw, zasada nieużycia siły, nienaruszalności granic, integralności terytorialnej państw, pokojowego rozstrzygania sporów, nieingerowania w sprawy wewnętrzne, poszanowania praw człowieka i swobód obywatelskich, w tym wolności sumienia i wolności religijnej, zasada dotycząca prawa narodów do samostanowienia, zasada współpracy między państwami i zasada wykonywania zobowiązań – przyjętych na gruncie prawa międzynarodowego – w dobrej wierze.

Atakując Ukrainę, Rosjanie naruszyli wszystkie te zasady.

Tak zwani realiści powiedzieliby, że tak po prostu wyglądają stosunki międzynarodowe. Nieporozumienie wynika z błędnego pojmowania samego zakresu znaczeniowego słowa „równość”. Przecież ludzie i państwa różnią się od siebie wzrostem, talentami, zasobami materialnymi itd. Jedni są wysocy, a inni niscy,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Tu mówi Ukraina