fbpx
(fot. Agata Pieniążek, CC BY-SA 4.0)
Sylwia Chutnik marzec 2022

Niewinna kontrola

Solnit opisuje rozmowy i zdarzenia, których doświadczyły niemal wszystkie kobiety. Siła jej pisarstwa polega na umiejętności tak trafnego ich określenia, że te z pozoru nieznaczące sprawy urastają do rangi symbolu systemowych zjawisk i procesów.

Artykuł z numeru

Rebecca Solnit. Głos oporu i nadziei

Czytaj także

Jakub Kornhauser

W jak wędrówka

Czy to mucha tak irytująco brzęczy mi nad głową? Nie, to tylko wyprowadzające z równowagi dziaderskie gadanie. Na pozór wszystko jest w porządku, to przecież dla naszego dobra, żebyśmy wreszcie wiedziały. „O, tutaj dopisz jeszcze słowo”. „Krój chleb w inny sposób”. „Daj, ja ci to zrobię, bo ty nie umiesz”. „Nie znasz się, babą jesteś”. Złote rady, o które żadna z nas nie prosiła i których żadna z nas nie chce słuchać. Wymądrzanie się mimo braku kompetencji. Poprawianie, przerywanie, podsumowywanie wypowiedzi, kradzież pomysłów. Paternalizm, pogarda, a jeśli coś idzie nie po ich myśli: obraza. Która z nas nie doświadczyła chociaż raz mansplainingu, czyli objaśniania świata przez facetów?

Ten przezroczysty mechanizm opisała Rebecca Solnit. Spolszczona wersja określenia: „panjaśnianie” (tak w polskim wydaniu książki Mężczyźni objaśniają mi świat, tłum. A. Dzierzgowska) lub „męsplikacja” (to pomysł Agnieszki Graff). Pojawiła się też propozycja „tłumaczyzmu” czy „tłumsamczenia”.

Termin oznacza w  skrócie nieproszone wyjaśnianie przez mężczyzn każdego zjawiska i sprawy na świecie. Siedzą więc znudzone kobiety i słuchają, jak im się opowiada o  karmieniu piersią, aborcji, budowie silnika samochodowego czy prawdziwej przyczynie wybuchu II wojny światowej.

Solnit rozpoczyna zbiór swoich esejów na ten temat od przytoczenia scenki, w której Bardzo Ważny Pan z socjety perorował o książce, której nie czytał (o takich rozmawia się najlepiej), ale która została omówiona w gazecie. Mądrzył się i dowodził swoich racji przed autorką owej książki. Biedna kobieta musiała kilka razy wtrącać, że to jej dzieło. Kiedy dotarło to do Ważnego Pana, wówczas zbladł, jakby właśnie został przyłapany na ściąganiu.

Sama wielokrotnie byłam pouczana w  kwestii własnej powieści (o  czym jest i  co tak naprawdę znaczy), wykładu, który właśnie wygłosiłam na konferencji (chyba na wypadek gdybym nie zrozumiała, o czym właśnie mówiłam), czy metod wychowywania dzieci. Oczywiście te niezamawiane korepetycje prowadzone były dla mojego dobra i w ogóle w atmosferze sympatii i wsparcia. Nie rozumiano więc, kiedy oddalałam się od rozmówcy bądź go ignorowałam. Dlaczego jesteś taka niewdzięczna, Sylwio? Nie chcesz się czegoś dowiedzieć? Coś taka zarozumiała?

A jak ja się z tym wszystkim czułam? Cóż, podobnie jak inne bohaterki opowieści Solnit – deprecjonowana, lekceważona i poniżona. Zamiast Wujka Dobra Rada pojawiał się Surowy Ojciec, który aroganckim mądrzeniem się onieśmielał i tak już zakompleksioną dziewczynę. Tak, w XXI w. kobiety nadal nie czują się komfortowo, zabierając publicznie głos, dopominając się o swoje prawa lub przekonując do swych racji. Solnit pisze, że „pokoleniom kobiet wmawiano, że mają urojenia, wszystko im się miesza, że manipulują, są złośliwe, spiskują, że nieuczciwość jest im wrodzona”. Życie w poczuciu syndromu oszustki (zaraz ktoś wejdzie do sali wykładowej i wyprowadzi mnie zza katedry za ucho), syndromu Kasandry (nikt mnie nie słucha i nie bierze na poważnie) potrafi skutecznie podkopać wiarę w siebie. „Tresuje się nas w wątpieniu we własne siły i w samoograniczaniu się”, kontynuuje autorka, „pozwalając zarazem mężczyznom ćwiczyć się w niczym nieuzasadnionej nadmiernej pewności siebie”. Skąd ta pewność? Jako zwykle uprzywilejowana płeć nie muszą zabiegać o  atencję, szacunek czy przestrzeń (widać to choćby w  sposobie siadania, zwanym „rozkrakiem”). Tu kobiety zawsze są na obcym lądzie, na którym starają się o pozwolenie na pobyt.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się