Obawia się Pan o przyszłość mediów?Historia poucza, że z apokaliptycznymi przepowiedniami i biciem na alarm wypada być ostrożnym. Nikt nigdy z mediów zadowolony nie był. Straszyli nas mediami od niepamiętnych czasów – w tym temacie nic się nie zmieniło. Już gdy pojawił się Gutenberg i wymyślił „maszynkę do druku”, licznych mędrców ogarnęła panika, że coś się kończy – i kultura, i wiara, a przede wszystkim, że rozpusta i zepsucie obyczajów wedrą się drukarską szparą do przyzwoitych dotąd i bogobojnych domostw… Wielki pisarz węgierski – Sandor Marai – zanotował w swoim dzienniku w 1956 r., czyli 60 lat przed obecną wrzawą wokół upadku dziennikarstwa, że nasza epoka jest jedną z najbardziej ogłupiających w historii. A jeszcze stulecie wcześniej Sǿrena Kierkegaarda trwożył natłok prasowej informacji: już, jak alarmował, „prawdy nie widać spoza kłamstw codziennej prasy”. Powstrzymałbym się więc przed takimi sądami, że dzisiejsze zmartwienia i obawy związane z przyszłością mediów nie mają swego precedensu. Dziś po prostu niebezpieczeństwa są inne niż dawniej, wynikają z odmiennych przyczyn, w czym innym je upatrujemy. Marzenie ludzkości, by móc dokładnie przekazać obraz świata bez żadnych zniekształceń, skrótów, uproszczeń, skazane jest na niepowodzenie tak samo, jak miało to miejsce 100, 200 i 500 lat temu, i to się prawdopodobnie nie zmieni. Aby dziennikarz mógł w pełni, bez potknięć i lawirowania między pułapkami, spełnić przypisywane swemu zawodowi powołanie i osiągnąć stawiany…