Ale jak można tak pędzić! – denerwuje się inny ze świadków. Kierowcy zawsze tacy, za nic mają życie przechodniów! Ależ ja to dobrze widziałem, samochód nie jechał szybko, on wtargnął na jezdnię przy czerwonym świetle. Nieprawda, widziałem lepiej, właśnie mignęło zielone, to kierowca gwałcił przepisy! Widziała pani na pewno? – pyta policjant, który już przystąpił do spisywania personaliów. Ja też patrzyłem, wcale tak nie było! Nie, to zupełnie inaczej, gdzieście się ludzie gapili! Nie tylko spisujący zeznania policjant, ale i wydający wyrok sędzia będą mieli trudną pracę. Ale oni dobrze o tym wiedzą, tego uczą już na wstępnym kursie prawa: wydarzenie to samo, wielu świadków, ale ich relacje są rozbieżne, prawda umyka ludzkiemu postrzeganiu, choć każdy z obserwujących jest przekonany, że jego – i tylko jego – opowieść jest prawdziwa.
Przecież musi istnieć jakaś jedyna i niedająca się obalić prawda, choćby jakiś adekwatny opis wydarzeń, które już nastąpiły. Dlatego tak domagamy się prawdy, zawsze i w każdej sprawie. Ale gdzie ona jest? Wciąż przecież słyszymy: „prawdziwa wiara”, „prawdziwi Polacy”, prawdziwe to, prawdziwe tamto…Same prawdziwki, chociaż łatwiej znaleźć muchomora albo i szatana. „Prawda nas wyzwoli!” – wołają faceci, którzy dostali wypieków na twarzy od wertowania teczek z donosami. Może miał rację Poncjusz Piłat, kiedy pytał (zapewne z ironią w głosie)…