Płaszcz był pstrokaty. Rudy, w żółte i czerwone łaty. A może żółte, czerwone i niebieskie? I nie płaszcz, ale kożuch chyba. Chociaż to był styczeń, deszcz mocno zacinał – nie, śnieg. Omijała kałuże, skacząc nad nimi jak mała dziewczynka. Przy barze zamówiła mocną kawę. Bezpośrednia, zwracała się do nas, studentów Polskiej Szkoły Reportażu, na „ty”, wchodząc w rozmowie od razu do dużego pokoju.
Kilka dni wcześniej „Gazeta Wyborcza” opublikowała jej rozmowę z Jerzym Bahrem, który w kwietniu 2010 r. pełnił funkcję ambasadora Polski w Rosji. Tamtego zimowego dnia opowiadała o układaniu sobie tego wywiadu w głowie. O montażu, dramaturgii („Niezbędna!”). „O, tu musi być pauza, tu, widzicie, trochę za bardzo ciąży, trzeba przełamać pytaniem”. „Widzisz?” – zwróciła się wprost do dziewczyny w ostatnim rzędzie. Słuchała odpowiedzi, którą ta dukała cicho. „O, a na to bym nie wpadła, dziękuję”.
To od tej, zatytułowanej Startujemy, zaczęła się seria jej rozmów smoleńskich. Miała stworzyć z nich opowieść o katastrofie, ale przede wszystkim o współczesnej Polsce, równie ważną, ważniejszą może od Onych.
Nie zdążyła. Zmarła dwa lata później, w styczniu 2013 r. Smoleńsk, ostatnią książkę, nad którą pracowała, złożono już bez niej. Posłowie napisała reporterka Lidia Ostałowska, zmarła w styczniu, pięć lat po Torańskiej. * Notatki z tamtego spotkania sprzed lat trochę wyblakły. Kartka wygląda jak karbowana…